Najbardziej niezawodne i awaryjne auta według raportu GTÜ 2017

Najbardziej niezawodne i awaryjne auta według raportu GTÜ 2017

Niemieckie samochody bardzo niezawodne według niemieckiego rankingu TÜV 2016

Niemieckie samochody bardzo niezawodne według niemieckiego rankingu TÜV 2016

TOP 5 najbardziej niezawodnych aut typu SUV

TOP 5 najbardziej niezawodnych aut typu SUV

Kupowanie używanego auta z podziałem na regiony Polski

W wielkopolskim kręcą liczniki a na Pomorzu jest najmniej aut powypadkowych. Jest już dostępny kolejny raport Motoraportera. Niezależni eksperci motoryzacyjni przyjrzeli się rynkowi zakupu używanych aW wielkopolskim kręcą liczniki a na Pomorzu jest najmniej aut powypadkowych. Jest już dostępny kolejny raport Motoraportera. Niezależni eksperci motoryzacyjni przyjrzeli się rynkowi zakupu używanych aut w Polsce z podziałem na województwa w III kwartale br. Co w raporcie? Ciekawe wnioski, kilka zastanawiających wartości i regiony, które wyróżniają się ilością nieuczciwych sprzedawców. Szczegóły poniżej.Czytaj więcej w Autokult.pl

Szkoła Auto Škoda po 10 latach działalności

Szkoła Auto Škoda to jedna z najstarszych, a z pewnością największa szkoła doskonalenia techniki jazdy w Polsce. W tym roku obchodzi swoje 10 urodziny. Oto historia projektu.Czytaj więcej w Autokult.pSzkoła Auto Škoda to jedna z najstarszych, a z pewnością największa szkoła doskonalenia techniki jazdy w Polsce. W tym roku obchodzi swoje 10 urodziny. Oto historia projektu.Czytaj więcej w Autokult.pl

Mercedes C350 Plug-in Hybrid pokazany w Detroit

To drugie tego typu auto od niemieckiego producenta. Dziś ruszyły targi motoryzacyjne w Detroit. To świetna okazja, aby pokazać nowe modele zakręconej na punkcie motoryzacji...Post Mercedes C350 Plug-To drugie tego typu auto od niemieckiego producenta.Dziś ruszyły targi motoryzacyjne w Detroit. To świetna okazja, aby pokazać nowe modele zakręconej na punkcie motoryzacji publiczności. Mercedes wykorzystał ten fakt do przedstawienia modelu C350 Plug-in Hybrid. To drugi tego rodzaju samochód w ofercie Mercedesa. Pierwszym była S Klasa w specjalnej wersji hybrydowej. Jednak C Klasa to mały przełom dla Mercedesa, ponieważ jest pierwszym modelem, który w wersji hybrydowej będzie sprzedawany w postaci sedana lub kombi.Pod maską tej hybrydy zagości benzynowy czterocylindrowy motor wraz z elektrycznym wsparcie. Wspólnie silniki będą generować około 300 KM i 600 Nm momentu obrotowego. Jak podaje producent, na samym trybie elektrycznym nowa C-Klasa przejedzie około 30 kilometrów. W obecnych czasach nie jest to powalający wynik.Oczywiście Mercedes C350 Plug-in Hybrid zostało stworzone po to, aby generować jak najmniej trujących substancji. Mercedes podkreśla, że jego nowe auto wydziela ich tylko 48g/km, co jest lepszym wynikiem od konkurencyjnego hybrydowego BMW Serii 3. Jednak bawarski producent lepiej radzi sobie z zasięgiem, bowiem jego auto jest w stanie przejechać na jednym ładowaniu baterii 35 kilometrów.Mercedes C350 Plug-in Hybrid – galeria zdjęć: prev nextjQuery(document).ready(function($){$("#postCarousel29").carouFredSel({next:"#postCarousel29_next",prev:"#postCarousel29_prev",auto:false,circular:false,infinite:true,width:"100%",scroll:{items:1,wipe:true}});});Co jeszcze wiemy o Mercedesie C350 Plug-in Hybrid? Do pierwszych 100 kilometrów na godzinę auto rozpędza się w 5,9 sekundy. Wersja kombi potrzebuje 0,3 sekundy więcej od sedana. Auto ma trafić do sprzedaży latem tego roku. Sam Mercedes zaplanował z kolei około 10 modeli hybrydowych, które wzbogacą ofertę producenta do roku 2017. Po C Klasie w podobnej wersji będzie sprzedawana także M Klasa oraz GLE.Post Mercedes C350 Plug-in Hybrid pokazany w Detroit pojawił się poraz pierwszy w MotoDay.pl.

Koncern Volkswagena chce wprowadzić co najmniej 20 hybryd i aut elektrycznych przez najbliższe 5 lat

Koncern Volkswagena chce wprowadzić co najmniej 20 hybryd i aut elektrycznych przez najbliższe 5 lat

CarTech4x4 przedstawia klasyczną wyprawówkę

Samochód kupiliśmy do tuningu jako seryjny Nissan Patrol, auto nigdy nie jeździło w terenie - nawet tym lekkim, było to poprostu miejski samochód. Jak w każdym 10 letnim aucie było parę rzeczy do poprSamochód kupiliśmy do tuningu jako seryjny Nissan Patrol, auto nigdy nie jeździło w terenie - nawet tym lekkim, było to poprostu miejski samochód. Jak w każdym 10 letnim aucie było parę rzeczy do poprawienia. I tak po dokonaniu pełnego przeglądu z wymianami, w tym układ hamulcowy i kierowniczy, zadbaliśmy o całe wyposażenie fabryczne, aby było w pełni sprawne, od klimy począwszy na podśwetleniu zegarów oraz przełączników skończywszy.Czytaj więcej w Autokult.pl

Używany Opel Meriva I [2003-2010] – poradnik kupującego

Używany Opel Meriva I [2003-2010] – poradnik kupującego

Ekologiczna Toyota Mirai na nowych zdjęciach

Ekologiczna Toyota Mirai na nowych zdjęciach

Top 5: Premiumy, które mógłbym

Top 5: Premiumy, które mógłbym

Jak to mawiają, pomarzyć zawsze można. Nic to nie kosztuje, a do tego czasem w głowie może urodzić się jakiś sprytny plan (np. plan zatykania trąby). Jak to już kiedyś zauważyłem, bez marzycieli świat stałby w miejscu. A że ludzie poza sławą i pieniędzmi mają tendencję do fantazjowania o ruchomych pomnikach prestiżu własnego, postanowiłem przyjrzeć się tematowi i wybrać kilka samochodów tzw. segmentu premium, którymi nie wstydziłbym się poruszać. A nawet , jak podejrzewam, odczuwałbym sporą przyjemność.To, co sądzę o wszelakich motoryzacyjnych premiumach, mówiłem (i pisałem) nie raz, nie dwa i nie piętnaście. W znacznej części przypadków uważam je za niewarte swej nierzadko abstrakcyjnej ceny, zaś prestiż jest dla mnie najmniej potrzebną cechą samochodu (i jakiegokolwiek innego przedmiotu uzytkowego). Ludzie, którzy mieliby tendencje do szanowania mnie bardziej na podstawie wehikułu, którym się poruszam, są akurat tymi, na których opinii zależy mi najmniej, a wręcz ich uznanie byłoby dla mnie sygnałem, że robię coś nie tak. Jednak i w tym segmencie są samochody, które zwyczajnie mnie łechcą. I właśnie pięć takich aut postanowiłem tutaj zgromadzić.Dobór finalistów nie był zbyt łatwy. Są (tudzież były) wszak marki, które znajdują się na granicy premiumowatości i wielu z Was może stwierdzić że dwie pozycje nie powinny się tu znaleźć. Kierowałem się jednak czymś, co nie podlega jakiejkolwiek dyskusji, czyli moim własnym gustem. W związku z tym zabrakło kilku modeli, które premium zdecydowanie są (lub były w momencie prezentacji) i które bardzo cenię. Nie znajdziecie tu choćby żadnego BMW, choć "piątka" E39 jest autem świetnym i gdybym zrobił toptena, na pewno by się w nim znalazła. Jednak ze względu na jedno z założeń - tylko jeden samochód danej marki - top 10 nie miał szansy powstać.Innym założeniem była względna współczesność wybranych modeli. Każdy z nich musiał być produkowany po 2000 roku (prezentacja i debiut rynkowy mogły nastąpić wcześniej). Powód jest prosty - wielbię stare żelaza i np. z Mercedesów prawie każdego sprzed 1990 biorę w ciemno, a ze współczesnych to już niekoniecznie. Ba - Audi z lat 80. podobają mi się bez większych zastrzeżeń. Ale dla większości to już graty, a tu musiało być premiumowo.Dlatego jest.Zapraszam.5. Jaguar XFSłabość do Jaguarów mam od lat. Oczywiście szczególnie do tych starszych. XJ z lat 70. to dla mnie wzorzec klasycznej elegancji. Dlatego gdy S-Type'a zastąpił XF, miałem nieco mieszane uczucia. Jednak po przyjrzeniu się kilka razy (na żywo i z bliska) kilku egzemplarzom wątpliwości ustąpiły miejsca zachwytowi. To wciąż jest Jaguar - klasyczny, elegancki a jednocześnie sportowy. Tyle, że nowoczesny. Do tego zbiera nieporównywalnie lepsze opinie niż modele z ubiegłego wieku. Co ciekawe, w tym jednym przypadku chyba wolałbym sedana niż kombi. I nie chodzi tylko o stylówę - kombiacz ma oczywiście idiotycznie zabudowane boki bagażnika, co drastycznie zmniejsza jego szerokość, zaś do do kufra sedana chyba byłaby szansa zmieścić bas.XF to wóz dla ludzi z kasą i klasą. Ci, którzy mają tylko kasę, raczej wybiorą Audi.4. Saab 9-3 SportKombiPierwszy z kontrowersyjnych wyborów. Po pierwsze - nie każdy zalicza markę Saab do segmentu premium. Po drugie - dla wielu 9-3 drugiej generacji to jedynie rebrandowana, ciaśniejsza Vectra C w innym opakowaniu (co nota bene jest półprawdą, czyli po polskiemu bzdurą). Po trzecie - Saaba już nie ma. Kto umarł ten nie żyje, zdechł pies, sayo-NARA.No ale kurdeż.Po pierwsze - Saab od lat był "czymś więcej". Oczywiście przede wszystkim był czymś innym, ale w tej inności był szyk. Smak. Jakość. Choćby najlepsze fotele, w jakich można było usiąść. Koniec, kropka. Jechałem paroma Saabami w życiu (w tym dwa prowadziłem) i lepszych foteli po prostu nie znam. Oczywiście do tego "czegoś więcej" można dorzucić słynne uturbione czterocylindrówki, nietypową ale zaskakująco logiczną ergonomię i jakże często podkreślaną przez fanów lotniczą proweniencję marki (KASZLUmarketingowybełkotKASZLU), ale to fotel jest tym, co masz pod zadem i plecami, i to za jego pośrednictwem łączysz się z resztą auta. Po drugie - tak, Generał Motors narzucił Szwedom podzespoły Vectry C, ale ci wzięli je, po czym przerobili po swojemu. I dodali oczywiście swoje silniki. Po trzecie - co z tego, że Saaba nie ma? To tylko czyni jego modele materiałem na klasyki.Poza tym jest po prostu cholernie fajny.3. Volvo V70/XC70Tak, wiem, po jednym modelu poszczególnych marek, bla bla bla, yadda yadda. Tak, sam to ustaliłem i sam przedstawiłem to na piśmie. Rzecz w tym, że a) nie zwiększam sztucznie liczby miejsc w zestawieniu, b) XC70 to zasadniczo V70 na koturnach. I oba są świetne. Co prawda nie jest to już klasyczna, tylnonapędowa cegła z mieszkalnym bagażnikiem, ale to wciąż kawał solidnego żelaza o galaktycznym stopniu praktyczności, przyozdobionego świetnym szwedzkim wzornictwem. I nieważne tu, że przedstawiłem na zdjęciach samochody z dwóch kolejnych generacji - obie są fantastyczne. Obie mają doskonałe, długowieczne rzędowe piątki (zarówno benzynowe, które zresztą dobrze znoszą elpegie, jak i diesle), obie łykną dowolną ilość sprzętu i obie są doskonałym miejscem do bezstresowego spędzania wielu godzin.A że Volvo to dla wielu takie pół-premium? Nie mogłoby to obchodzić mnie mniej.2. Mercedes W204 (C-klasa) kombiW przypadku W204 i zajmującego 3. miejsce V70/XC70 miałem zagwozdkę dotyczącą kolejności. Wszak to Volvo dysponuje cechami, które cenię najbardziej: sprzętoprzyjazny bagażnik, nieziemska praktyczność, relaksujący komfort oraz ułatwiające długoletnią eksploatację trwałość i serwisowalność. Mimo tego wszystkiego finalnie Mercedes ląduje wyżej.Dlaczego?Po pierwsze - tym modelem niemiecka marka wedle opinii wielu Ludzi, Którzy Się Znają, powróciła do swej starej, dobrej (czyli najwyższej) jakości. Po drugie - to zestawienie premiumów, a Merc jest jednak bardziej bezdyskusyjnie premium niż Volvo (bez względu na to, jaka jest moja prywatna opinia na ten temat, a jest taka, że mam to w serdecznym gdziesiu). Po trzecie - RWD. Tak, odkąd jeżdżę Skanssenem zacząłem doceniać przyjemność prowadzenia dużego auta z pędzonymi zadnimi kołami. W małym samochodzie nie ma to aż takiego znaczenia, w dużym jednak różnica jest. Przynajmniej dla mnie. Po czwarte - C-klasa wygrywa jedną, urągającą zdrowemu rozsądkowi wersją: C63 AMG. Abstrahując od osiągów, zadam Wam tylko jedno pytanie: czy kiedykolwiek go słyszeliście? Jeśli nie, marsz na YouTube'a oglądać filmiki. Z DŹWIĘKIEM. Brzmienie mercedesowskich V8 to koncentrat testosteronu. Od soundu wydechu tego auta moim włosom na klacie rośnie broda. Raz stanął taki obok mnie na światłach. Jeszcze długo po tym, jak ruszył, zostawiając resztę świata daleko z tyłu, moje sutki nabrzmiałe były rozkoszą.I ten AMG dostępny był w kombiaczu. Który zresztą, nawet w "cywilnej" wersji, wyglądał wyśmienicie.1. Lexus IS SportcrossZwycięzca mógł być tylko jeden. I tylko w przypadku tego auta od początku wiedziałem, które miejsce zajmie.W zasadzie tylko dla niego zrobiłem całe to zestawienie.Pierwsza generacja Lexusa IS to był cios. Fantastyczny design połączony z genialną wręcz precyzją wykonania i niezawodnością gniótł bardziej popularnych konkurentów, przeżuwał ich i wysmarkiwał kolektorem wydechowym. Widać było, w kogo celowali Japończycy. Niewielki, zwarty, tylnonapędowy sedan o wyraźnie sportowym charakterze ewidentnie miał ochotę podgryźć BMW serii 3. Czy udało się, czy nie - to rzecz drugorzędna. Pierwszorzędną zaś jest to, jak bardzo to auto w nieco później zaprezentowanej wersji kombi (nazwanej SportCross) trafia w moje gusta. I jak bardzo go chcę.Zgoda - SportCross nie jest tak genialnie narysowany, jak sedan. Do tego trudno nazwać go pełnoprawnym kombiakiem - to raczej coś w rodzaju większego, przedłużonego hatchbacka. Mimo tego zwiększona praktyczność tego nadwozia stawia go wysoko nad sedanem, poza tym szerokość bagażnika za nadkolami (moda na kretyńskie zabudowanie całych boków przyszła nieco później) daje sporą nadzieję na zmieszczenie basu w futerale. Natomiast wnętrze, a przynajmniej pasażerska jego część, jest takie samo w obu wersjach. I w obu znajdziemy ten sam absolutnie genialny zestaw wskaźników, na widok którego moje ślinianki osiągają stan całkowitego osuszenia w ciągu kilku, maksymalnie kilkunastu sekund.Podsumujmy: doskonale wykonana, niezawodna tylnonapędówka z rzędową szóstką pod maską, genialną stylistyką, fenomenalnym wnętrzem i bagażnikiem, do którego wejdzie bas - czego potrzeba więcej, by wygrać?Do tego to materiał na klasyka. Konesowałbym. Codziennie i wszędzie.

Używany Mercedes Klasy C W204 – awarie i problemy

Autokult

Używany Mercedes Klasy C W204 – awarie i problemy

„Bez gwiazdy nie ma jazdy" mawiali kiedyś fani Mercedesa. Niestety użytkownicy aut tej marki, którzy pod koniec lat 90. przesiedli się na nowe modele nie kryli swojego rozczarowania. Samochody nie był„Bez gwiazdy nie ma jazdy" mawiali kiedyś fani Mercedesa. Niestety użytkownicy aut tej marki, którzy pod koniec lat 90. przesiedli się na nowe modele nie kryli swojego rozczarowania. Samochody nie były już tak niezawodne jak ich poprzedniki. Obecnie Mercedesy się poprawiły, choć nadal koncernowi zdarzają się spektakularne wpadki. Czytaj więcej w Autokult.pl 

10 modeli Porsche w barwach Martini Racing

10 modeli Porsche w barwach Martini Racing

Barwy Martini Racing jak żadne inne pasują do Porsche i takie też znalazły się na 10 egzemplarzach, które jeździły po rosyjskim Sochi. Nie wiadomo czy auta zostały przygotowane przez Porsche ExclusiveBarwy Martini Racing jak żadne inne pasują do Porsche i takie też znalazły się na 10 egzemplarzach, które jeździły po rosyjskim Sochi. Nie wiadomo czy auta zostały przygotowane przez Porsche Exclusive i czy mają już właścicieli.Czytaj więcej w Autokult.pl 

Najlepsze auto, takie najszybsze, takie, które nie boi się krawężników, takie któremu nie straszna wielka i długa parkingowa rysa czy nawet głęboka studzienka kanalizacyjna to auto firmowe.

Najlepsze auto, takie najszybsze, takie, które nie boi się krawężników, takie któremu nie straszna wielka i długa parkingowa rysa czy nawet głęboka studzienka kanalizacyjna to auto firmowe.

Czy warto więc kupić używane auto firmowe? Już na wstępie napiszę, że nie należy wrzucać wszystkich aut do tego samego worka.Pamiętam opowiadanie kolegi o jego pierwszym dniu w pracy jako dostawca pizzy. Szkolony był przez kierownika jeden dzień, który ciągle powtarzał ,,jak najszybciej pizza ma być u klienta – reszta jest nieważna". Wyruszyli spod pizzerii z pierwszą porcją gotowych zamówień. Wiadomo, że jak człowiek głodny to zawsze zły, a jak głodny jest klient to problem jest do drugiej potęgi, ale wracając do tej jazdy. Pierwszy kurs kolega, nowo upieczony dostawca pizzy odbył na fotelu pasażera. Zaraz jak tylko sejczento wyjechało z posesji za około kilkaset metrów spotkało na swej drodze próg zwalniający – taki nowiutki, dopiero oddany do użytku. Droga była pusta, chwilę wcześniej można było jechać 50, a przy progu już tylko max te 20kmh, które widniało na znaku kilka metrów wcześniej. Świeżak siedzi na fotelu pasażera i ze zdziwieniem obserwuje wskazówkę prędkościomierza, która zamiast opadać wzrasta. Pogoda była średnia, tj. trochę deszczowo, trochę dzień taki senny – pomyślał, że kierownik zapomniał o tym ,,spowalniaczu", wszak w końcu od niedawna ,,on" tam leżał. Podpytuje kierownika czy wie, że zaraz przejadą przez próg zwalniający? Kierownik z uśmiechem odpowiedział ,,wiem, dlatego właśnie przyspieszam, a już przy 60kmh nie będzie zbytnio go czuć, a i pizza nie wystygnie". Sejczento wszak już miało kilka dobrych lat, ale mogło posłużyć dłużej. Zawieszenie robione było szybciej niż co 6 miesięcy, a po dwóch latach tylko handlarze złomem się nim zainteresowali. Auto firmowe, miało służyć do zarabiania pieniędzy, więc nikt o nie specjalnie nie dbał. Przeglądając oferty pracy jako dostawca pizzy często natraficie na wzmiankę o tym, że szukają kogoś z własnym samochodem. Wszystko dlatego, że w prywatnym samochodzie ten próg zwalniający wygląda jakby straszniej, zwłaszcza jak pomyślimy ile nam zostało z pensji do pierwszego. Napisałem na samym początku, że nie wszystkie auta powinny znajdować się w tym samym worku. Nie ma bowiem opcji, szans i nadziei na to, że znajdziemy dwa auta, ten sam model, marka silnik, rocznik zachowane w takim samym stanie. Pierwszy przykład z dostawcą pizzy jest na pewno zniechęcający do zakupu samochodu firmowego. Należy jednak pamiętać, że nie każdy pracownik nie dba o auto, albo inaczej – nie każdemu pracownikowi opłaca się dbać o auto. Istnieją na pewno auta pizzerii o które dostawcy dbali, ale znaleźć takie to jak trafić przynajmniej 5tkę w totka. Pozycja widzenia, zależy od punktu siedzenia. Tym razem przytoczę wam przykład mojego kolegi menadżera, który otrzymał auto firmowe od swojego szefa i dba o nie jak o swoje własne, dlaczego? Pomijając już fakt, że jest to fajny, dwuletni już VW Passat to nie jest koloru zwykłego białego na brzydkich kołpakach tylko ciemny granat na fajnych siedemnastkach. Użytkuje tego VW jakby był jego – mianowicie służy mu aby dojechać do miejsca pracy i wrócić do domu. Passerati nie posiada nawet nazwy firmy pod tablicą rejestracyjną. Jeżeli mój kolega na drzwiach i masce chciałby mieć reklamę firmy w której pracuje to musiałby za taką zapłacić z własnej kieszeni. Dla niego ten Passek jest po prostu swego rodzaju premią, dodatkiem do pensji. Dlaczego jednak o niego dba? Dlatego, że jak tylko skończy się za kolejne dwa lata leasing to on pierwszy będzie mógł wykupić to auto za dużo niższe pieniądze niż musiałby za nie zapłacić na rynku wtórnym. Jeżeli będzie o nie dbał to potem może mieć auto, którego historii jest pewien, które zna od pierwszego przejechanego kilometra. Firma sprzedając nieco taniej auto swojemu pracownikowi podniesie jego motywację, a to że on dba o nie – obniży koszty obecnej eksploatacji. Jeżeli jednak nie będzie chciał wykupić Passerati to firma zapłaci mu premię za to, że dbał o auto, a sama wystawi je na sprzedaż. Wszechobecna moda na jazdę defensywna i różne ecodrivingi sprawiła, że nawet wielkie korporacje zaczęły się interesować stylem jazdy swoich kierowców. Wysyłają więc swoich pracowników na szkolenia, dają im pewne zasady np. mówiące o tym, że nie należy łamać przepisów drogowych. Lepsza jazda przeszkolonych pracowników to mniejsze zużycie samochodów, mniejsze zużycie paliwa co po prostu oznacza dla firmy mniejsze wydatki na całą flotę. Wyprzedzanie na podwójnej ciągłej czy wpychanie się na trzeciego – taki film na Youtube z udziałem jakiejś służbówki nie jest dobrą reklamą danej firmy. Zarówno Sejczento jak i Passerati w tym wpisie to auta firmowe. Różnica poza wartością jest jedna i to wielka – jakość użytkowania. Oferty sprzedaży samochodów firmowych , które widnieją w Internecie bywają takie same jak te z rynku osób prywatnych – różne z wielką niewiadomą. Samochody firmowe posiadają kilka pozytywnych cech, które przemawiają na korzyść ich zakupu: - przeważnie są to kilkuletnie samochody, najczęściej 3, 4 letnie, bowiem takich leasingów udziela się najwięcej, - w większości przypadków, praktycznie prawie wszystkie mają jasną, przejrzystą historię. Po co pracownik ma kombinować z przebiegiem, jeździć dłużej na zużytych oponach, startych klockach czy tarczach jak to nie jego auto. Firma płaci, więc im wcześniej zgłosi usterkę tym lepiej dla niego. Auta są nowe, na gwarancji, więc aby gwarancję utrzymać serwisuje się je w ASO. Niektórzy pośrednicy są tak pewni swoich aut, że dają nawet swoją gwarancję techniczną na zakupione u nich samochody, - atrakcyjna cena oraz możliwość odliczenia VATu w przypadku gdy chcemy kupić auto dla swojej firmy. Z przebiegiem bywa różnie, a nawet te większe nie zawsze będą groźne. Jeżeli są robione w dłuższych kilkuset kilometrowych trasach to nie będą tak szkodzić silnikowi i całemu autu jak ten sam przebieg zrobiony tylko po danym mieście czy województwie, gdzie jakiś przedstawiciel handlowy spiesząc się do niecierpliwego klienta zażyna swoją ,,służbówkę" jak rzeźnik świnię. Z innej strony patrząc to są przedstawiciele, którzy pracują długo w zawodzie, jeżdżą sporo i wiedzą jak szanować auto by przejechało jak najwięcej. Osobiście nie katowałbym auta, którym miałbym zapuścić się 500km od domu by popsuł mi się gdzieś na jakimś zadupiu w szczerym polu. Ostatnia sprawa – autem firmowym nie zawsze musi jeździć pracownik – może jeździć również właściciel, który wie ile zapłacił za dane auto. Zawsze przy zakupie auta używanego musimy uważać. Jeżeli ktoś natomiast sprzedaje 10 aut tego samego modelu na placu to zawsze możemy wybrać dla siebie ten idealny, najmniej zużyty. Bardzo dużo aut poleasingowych możecie znaleźć na stronie http://autakrajowe.com.pl/, więc jeżeli mój artykuł Cię zachęcił – zapraszam do zapoznania się z ich ofertą. AMStrefa Kulturalnej Jazdy

TOP 10: Przedlifty ładniejsze od poliftów

TOP 10: Przedlifty ładniejsze od poliftów

Porównywarka ofert wynajmu samochodów – nowość!

Porównywarka ofert wynajmu samochodów czyli portal RentCar.pl to platforma grupująca oferty lokalnych wypożyczalni aut z całej Polski. Na rynku Polskim działa ponad 900 lokalnych wypożyczalni samochodów, do tego dochodzi 5 wypożyczalni ogólnopolskich oraz 10 wypożyczalni globalnych....Porównywarka ofert wynajmu samochodów czyli portal RentCar.pl to platforma grupująca oferty lokalnych wypożyczalni aut z całej Polski. Na rynku Polskim działa ponad 900 lokalnych wypożyczalni samochodów, do tego dochodzi 5 wypożyczalni ogólnopolskich oraz 10 wypożyczalni globalnych. Dzięki temu klienci poszukujący […]

Dacia sprzedała 3,500,000 samochód w Europie

Po 10 latach od wskrzeszenia marki Dacia po europejskich drogach jeździ już ponad 3 miliony aut tego producenta. Kluczyki do auta numer 3,500,000 odebrali niedawno nabywcy z Wielkiej Brytanii. Ich nowy nabytek to Dacia Sandero Stepway. W pierwszej połowie 2015 roku globalna sprzedaż firmy...Po 10 latach od wskrzeszenia marki Dacia po europejskich drogach jeździ już ponad 3 miliony aut tego producenta. Kluczyki do auta numer 3,500,000 odebrali niedawno nabywcy z Wielkiej Brytanii. Ich nowy nabytek to Dacia Sandero Stepway. W pierwszej połowie 2015 roku globalna sprzedaż firmy wzrosła o ponad 10%.

TOP 10: Najfajniejsze sedany

TOP 10: Najfajniejsze sedany

Witam. Ostatni Top 10okazał się być dosyć poczytny - w sumie jest dziś pod nim ponad 40 komentarzy, co oczywiście skłoniło mnie do stworzenia kolejnej części. Poprzednio pisałem o najgorszych - moim zdaniem - sedanach, czas więc na coś odwrotnego i dziś zaprezentuję listę 10...Witam. Ostatni Top 10okazał się być dosyć poczytny - w sumie jest dziś pod nim ponad 40 komentarzy, co oczywiście skłoniło mnie do stworzenia kolejnej części. Poprzednio pisałem o najgorszych - moim zdaniem - sedanach, czas więc na coś odwrotnego i dziś zaprezentuję listę 10 najatrakcyjniejszych - w moich oczach - nadwozi trójbryłowych. Z oczywistej racji jest to lista dużo trudniejsza do zrobienia i powstawała ponad miesiąc. Propozycji miałem w głowie na dużo ponad 10 pozycji - taką listę można by spokojnie wypełnić samymi modelami BMW, Alfy-Romeo, czy też Mercedesa, ale nie o to przecież tu chodzi. Zaczniemy w takim razie od Mercedesa, a nawet dwóch;) Kolejność na tej liście nie ma większego znaczenia, choć - rzecz jasna - mam swojego faworyta.1. Mercedes-Benz W114/W115Paul Bracq w swojej najlepszej formie. Sylwetka jest skromna, a zarazem majestatyczna - wydawało by się, że to cechy nie do pogodzenia.  Do tego spore pokłady elegancji.  2. Mercedes-Benz W126Zastanawiałem się długo który przedstawiciel Klasy S powinien się tutaj znaleźć i po długich "gdybaniach" postawiłem właśnie na W126. Z W116 jest coś nie tak, W108/109 jest zbyt barokowe. W126 natomiast posiada piękną, surową i elegancką linię, która za cholerę nie chce się starzeć. Osoby pobieżnie zaznajomione z motoryzacją wsiadając do takiego auta z dobrym wyposażeniem i V8-ką pod maską mogą pomyśleć, że to auto ma może z 15 lat, a nie 30. Wybieram wersję krótką w niebieskim metaliku i jasnym welurowym wnętrzem. I oczywiście w aftomacie. 3. BMW E12  W przypadku BMW brałem jeszcze pod uwagę E32 i E38, ale jednak E12 jest bardziej surowe, smukłe. Kolejne punkty dla Paula Bracq'a - to też jego dzieło. Ten design znowu jest bardzo oszczędny, wręcz chłodny, ale mimo to wzbudzający emocje i bardzo atrakcyjny. Ten gość naprawdę ma talent do rysowania nadwozi.4. Jaguar XJKtóra generacja, bo co najmniej kilka większych Jaagów mogłoby się znaleźć na tej liście? Wybieram XJ6 pierwszej generacji i pierwszej serii (1968-1973). Jego tył zdaje się ciągnąć w nieskończoność. Proporcje są dokładnie takie jakie powinny być, czyli nisko, długo i szeroko, a do tego bardzo atrakcyjne jest to ledwo widoczne przetłoczenie tuż przed tylnymi nadkolami. Oprócz sylwetki uwielbiam jego detale - malutkie tylne klosze lamp, zderzaki z kłami, podwójny wydech i najlepsze - dwa wlewy paliwa z chromowanymi korkami. Chciałem nawet kiedyś kupić takie auto w ciemnozielonym lakierze i jasnym wnętrzem za jakąś "okazyjną" kwotę - na szczęście rozsądek wygrał i z wielkim bólem zrezygnowałem. Z tą generacją XJ od razu kojarzy mi się De Tomaso Deauville - oba auta są niezwykle podobne do siebie.5. Alfa-Romeo 166Myślałem dużo nad 159, ale ma ona jeden tak wielce skopany fragment, że ostatecznie nie znalazła się tu - a chodzi mi o przedni zwis. Jest tak astronomicznie wielki i nieatrakcyjny jak np. w Peugeocie 407. To jest właśnie stylistyczna przewaga aut z napędem na tył - wtedy można w szlachetniejszy sposób zaprojektować przód auta. 166 tez jest przednionapędowa, ale chyba z racji długości auta ten ryj nie rzuca się aż tak w oczy, jak w przypadku 159. Gdyby nie ten przeklęty zwis przedni to 159 byłaby na tej liście. Ale wracając do 166 -  obie wersje są przepiękne, stąd też nie wklejam nawet zdjęcia przodu. Generalnie to 166-tka ma smak, jest mega elegancka, ale zarazem nie jest nudna. Ideał. Wnętrze też ma fajne.6. Alfa-Romeo 164W tym punkcie zastanawiałem się jeszcze nad Peugeotem 605 - oba te auta są w końcu do siebie podobne i oba są zaprojektowane przez studio Pininfarina, ale wbrew obiegowym informacjom nie powstały na tej samej platformie. Ostatecznie wygrała Alfa - jest bardziej rasowa. Poza tym wnętrze 164 to absolutne dzieło sztuki - we wnętrzu zrobili moim zdaniem nawet lepszą robotę, niż w przypadku nadwozia.7. Maserati Quattroporte IVCo poradzić - uwielbiam to auto. Mało które coupe dorasta do pięt temu sedanowi. Ma bardzo szlachetne proporcje i jeszcze te detale np. podcięte tylne nadkola, które nie pozwalają pomylić tego samochodu z żadnym innym. No i jeszcze bardzo czytelna sylwetka klina - po prostu rewelacja.8. Fisker KarmaTo auto może się niektórym nie podobać - o ile wcześniejsze przykłady były dosyć oczywiste i klasyczne, to Karma ma zupełnie inny charakter - tu postanowiono pójść trochę odważniej. Po pierwsze uwielbiam proporcje - jest bardzo nisko, bardzo szeroko, no i jest też odpowiednia długość auta. Po drugie widać, że maczał tu palce ktoś, kto zaprojektował Astona DB9, bo szlachetność sylwetki jest na podobnym poziomie, z tym, że Karma jest bardziej awangardowa. Krótkie zwisy i bardzo duży rozstaw osi sprawia przyjemne wrażenie, że kabina jest jakby rozpięta pomiędzy dwoma masywnymi punktami - czyli nadkolami goszczącymi duże - 20 calowe felgi. Jestem wielkim fanem stylistyki tego samochodu. Nawiasem mówiąc nie tylko ja - Brian Johnson (AC/DC) powiedział, że to chyba pierwsze auto, który wygląda dokładnie tak samo jak concept car, które je zapowiadał. Jeśli coś na tej liście miałoby mieć pierwsze miejsce to bez wahania przyznałbym to miejsce właśnie Karmie.   9. 1972 Oldsmobile 98 RegencyJakieś amerykańskie żelazo musiało się tutaj znaleźć i z przebogatej oferty dużych sedanów (najchętniej hard-topów) wybieram właśnie Oldsa 98 z tego rocznika. Jak na amerykańskie standardy jest dosyć zachowawczy, choć ma w sobie coś ciekawego np. te wspaniale zaakcentowane przednie i tylne nadkola. Ale generalnie to wszystko jest w nim fajne. 10. Mazda 616Kończymy Japończykiem. I pierwsze co mi przyszło do głowy to Mazda 616. To mało znane auto - stąd też wklejam aż 3 zdjęcia żebyście mogli się jej dobrze przyjrzeć. Prawda, że ma szlachetne i rasowe linie - równie dobrze mógłby tu gościć znaczek Alfy-Romeo, a nie Mazdy.A jakie sedany Wam śnią się po nocach? No i co sądzicie o mojej liście. Piszcie w komentarzach.#10 najatrakcyjniejszych sedanów, 10 najładniejszych sedanów w historii, lista 10 najlepiej wyglądających sedanów, 10 best looking sedans ever, 10 best looking saloons in history, the 10 greatest saloon cars of all time, the 10 greatest sedan cars of all time, szrociaki, ten most attractive sedans ever, ten most attractive saloons in history, the greatest saloons of all time, top ten best looking sadans, top ten best looking saloons

Skoda Fabia I. Niezawodna jak Volkswagen z dawnych lat?

Skoda Fabia I. Niezawodna jak Volkswagen z dawnych lat?

A Król nie został nagi – VW Passat 2015

Nawet będąc nagim, ten król zachowuje klasę! Przeważnie rozpoczynam test taki jak ten jakimś przygłupim wstępem o tym, że zamiast nastawić pralkę podpaliłem ją, nie rozumiem zasady oddawania moczu, niNawet będąc nagim, ten król zachowuje klasę! Przeważnie rozpoczynam test taki jak ten jakimś przygłupim wstępem o tym, że zamiast nastawić pralkę podpaliłem ją, nie rozumiem zasady oddawania moczu, nie biegam z pobudek ideologicznych albo boję się ludzi w kostiumach maskotek. Wstęp ten ma zwykle za zadanie wciągnąć was jako tako w czytanie i być może zakrztusić herbatką, gdy znienacka docenicie Żenujący Żart Prowadzącego. Ma też za zadanie zrelaksować was i uśpić czujność, gdy dojdzie do nudnawej części tekstu w której profesór doktór Benzynoseksualny zanudzi was informacjami na temat tego, czy auto którym jeździł trochę skręcało          i przyspieszało. Czasami jeszcze pada informacja o tym jak hamowało i że wyglądało jak znana aktorka, karabin maszynowy, lub ewentualnie zwierzę. Do tej pory to działało, bo auta którymi jeździłem miały jakiś charakterystyczny szczegół wokół którego mogłem snuć gawędę. Z czymś mi się kojarzyły. Teraz jednak stoję na parkingu w pobliżu obwodnicy Lublina i patrzę na auto z którym spędziłem już kilka godzin i w zasadzie nie jest mi do śmiechu. Po pierwsze dlatego, że przed testem wymyśliłem sobie taki wstęp pełen głupich żartów na jego temat, których jednak nie mogę już użyć ponieważ nijak się mają do rzeczywistości. Po drugie samochód ten zdobył prestiżowy tytuł Car of the Year a to taki motoryzacyjny Oskar za całokształt pracy. A skoro niezliczona ilość profesjonalnych i poważnych dziennikarzy motoryzacyjnych nadała mu to zacne miano, kimże ja jestem by mówić że od lat jest to ulubiona fura różnorakich taryfiarzy, nudziarzy i Januszy i Osób Ze Świdnika? Ok, chyba największe moje zaskoczenie – bez owijania w bawełnę – panie i panowie! Volkswagen Passat! Rozumiem historyczne uwarunkowania które uczyniły z Passata istnego króla polskich dróg i mokry sen każdego, kto ma w sobie Polską krew. Na ten zaszczytny tytuł zapracowały druga, trzecia i czwarta generacja flagowca z Niemiec. Ale po kolei. Podczas gdy w latach 90. można było mieć paskudny relikt, który powinien być już dawno modernizowany, o nazwie Polonez Caro. Albo równie mizerną, sprowadzaną Skodę Favorit (ukochane auto działkowców) lub inny ohydny chłam pod postacią różnorakich Ład, Fiatów i Zastaw. Passat zaś, ze swoim długim dziobem i podzespołami wprost z niemieckich desek kreślarskich, był wręcz niedoścignionym ideałem auta na każdą okazję. Mieścił 5 osób, furę bagażu, nie było nim wstyd podjechać do ślubu, ani tym bardziej przewieźć 3 metrów ziemniaków z pola na targ. Każdy normalny człowiek wiedział że to najlepsza opcja (no może poza Mercami 180 i ewentualnie modelami audi 80 i 100 , ale to trochę inna liga). Podsumowując – Passat latami budował pozycję auta trochę nudnego, ale zawsze niezawodnego i porządnego. I to w czasach, gdy nie było zbytniej alternatywy. W 2015 sytuacja jednak trochę się zmieniła. Możemy wejść do salonu praktycznie każdego producenta i zakupić dowolne auto z dowolnym silnikiem, nadwoziem, kolorem i tapicerką. Nowe auta mają premiery co minutę a każda nisza, jaką tylko jesteśmy w stanie wymyślić jest już pełna terenowych coupe lub innych Nissanów Juke'ów. Dlatego inżynierowie z oktoberfest-landu mieli mnóstwo roboty by tym razem król nie został nagi. I nawet się udało, bo nowy Passat rzeczywiście ma charyzmę. Jednak nie jest to w żadnym wypadku wzruszająco piękne auto! Za to jest w nim coś ze starej szkoły projektowania – warsztat i poczucie solidności, dobrze wykonanej roboty. Jest to całkiem nowy samochód, jednak z kilometra widać, że to Passat. Auto na kształt zespołu Modest Mouse. Możesz słuchać ich płyty pierwszy raz w życiu a zdaje Ci się, że słuchasz ich od zawsze, a kawałek który właśnie leci jest twoim ulubionym. Daje to duże poczucie pewności i swojskości. Co prawda Niemcy przyświrowali z lekka samą linią i przodem auta, jednak w żadnym wypadku nie mamy do czynienia ze stylistycznym trendsetterem. Miało być poważnie i elegancko. Dyskretnie ale z klasą. Mimo to odrobinę nowocześnie. I jak najbardziej się udało. Również w środku starano się zsynchronizować klasyczny wygląd deski rozdzielczej z nowoczesnym hi-techem. Zegary na przykład są multimedialnym wyświetlaczem, który możemy konfigurować w zasadzie jak się nam żywnie podoba. Można mieć zegary i mapę nawigacji między nimi. Można mieć też dane komputera pokładowego, systemu multimedialnego i ustawień auta. Rozwiązanie jest bardzo dobre szczególnie w przypadku mapy, ponieważ o wiele mniej odrywa się wzrok od drogi. Poza tym nieźle można przyszpanować, gdy po odpaleniu auta na wyświetlaczu zaczyna pojawiać się oprawa graficzna godna koncertu Pink Floyd. Świetne! Dobra, pora skończyć stanie na poboczu obwodnicy. Tym bardziej że po jej przejechaniu wiem już, że 150 konna jednostka wysokoprężna, scalona ze skrzynią DSG sprawnie rozpędza auto do setki a jej animusz kończy się w okolicach lekko ponad 200km/h. Silnik jest żwawy, a samo DSG działa na tyle dobrze, że nie ma sensu wygłupiać się manetkami w trybie sport. Poza tym, auto jest już tak nawiedzone, że od razu strofuje kierowcę, że wysokie obroty są passe i lepiej byłoby przejść w tryb automatyczny. Auta takie jak Passat są nierzadko na wyposażeniach firm, gdzie służą często jako przysłowiowe „konie pociągowe" przez pięć dni, a w weekend muszą sprostać trudom rodzinnego dnia codziennego. Stąd właśnie w Passacie znalazłem przeogromną ilość „asystentów" robiących wiele, wiele rzeczy! Jeden pilnuje przyczepy, jeżeli ją mamy. Inny z kolei pilnuje przechodniów i ostrzeże nas, że osobą na jezdni którą zamierzamy rozjechać nie jest jednak poseł Wipler. Następny pozwoli nam ogolić się rano i przejrzeć prasę jadąc do pracy, ponieważ weźmie na siebie ciężkie brzemię pełzania w korku. Jest jeszcze oczywiście aktywny tempomat i coś co Bratwursty nazwali „Area Wiew"- sprytny system kamer, dzięki któremu podczas manewrowania widzimy swoje auto na wyświetlaczu jak w starszych wersjach GTA –     w rzucie od góry. To jest zawalista sprawa. Wszystkie te i inne niesamowitości pozwoliły Passatowi cieszyć się tytułem Car Of The Year. Ja jednak chciałem sprawdzić ile „mięcha" zostało w tym Robocopie. Dlatego zjechałem tutaj z obwodnicy. Wyłączyłem wszystko, każde ESP  i asystentów, których da się wyłączyć i rozpocząłem poszukiwania prawdziwego, pełnokrwistego auta pod tą całą cyfrową otoczką. Passat świetnie się prowadził po wiejskich drogach, pomimo mokrej i popękanej nawierzchni! Każda nierówność była idealnie niwelowana,  a silnik ustawiony w tryb sportowy kręcił żwawo kołami. I mimo kilku dość zuchwałych prób, nie udało mi się zachwiać tym ogromnym autem. Niekiedy, gdy naprawdę przegiąłem pałę, dało się wyczuć lekką podsterowność, lecz w pełni można było skontrolować ją pedałem gazu. Inżynierowie z Volkswagena nie poszli na łatwiznę jak niektórzy ich konkurenci! Zbudowali bowiem dobrze prowadzące się i przewidywalne auto, które jest nim bez praktycznie żadnych wspomagaczy! Znam marki (nie powiem ich nazw na głos by ich nie pogrążać) które zaczęły już tak polegać na systemach w rodzaju ESP, że po ich wyłączeniu auta zaczynają się prowadzić jak pijana licealistka. Ryją dziobem na zakrętach, albo zamiatają dupą w najmniej oczekiwanym momencie. By po chwil wpaść w kompletny letarg i bełkotać bez sensu. Tutaj widać, że nawet „ogołocony" z elektrokumpli Passat w dalszym ciągu robi robotę. Brawo! Szkoda, że nie dane mi było przetestować wersji z napędem na 4 koła bo sądzę, że prócz przyjemności z jazdy miałbym też niekiepską frajdę! Wiem, że do Passata już na zawsze przylgnęła łatka samochodu dla przedstawicieli handlowych i różnego typu Januszy. Można sobie robić z niego podśmiechujki, nazywać „Pastuchem" albo „Passerati". Nabijać się z jego, jakby nie patrzeć, betonowej stylizacji i konserwatywnego stylu. Ale te docinki mu nie stanowią, ponieważ i tak będzie na topie! Bo to jedno z tych niezwykłych aut, które z biegiem lat zdaje się kompletnie nie zmieniać. Ale z każdą generacją jest inne. Jest lepsze i lepsze. Podobna sytuacja jest z Porsche 911 i Subaru Foresterem..W ich wypadku nie można mówić o „nowych generacjach". Bo „ewolucja" to raczej słowo, które je opisuje. Zakończę parafrazą wyświechtanego już frazesu z piosenki zespołu The Who: Poznałem nowego Szefa Z wierzchu taki sam jak Stary Szef. Podziękowania jak zwykle na końcu i oczywiście dla Magdy (folołujcie jej insta, tam zawsze nasze testówki na świeżo) – za tą oprawę fotograficzną, bez której nie da rady opisać auta. I dla  salonu Volkswagen Danelczyk, za możliwość testu! Salony tak chętne do współpracy są solą tej motoryzacyjnej ziemi:) I folołujcie mój instagram (o tutej)- mnóstwo złotych myśli, cytatów z Paulo Cohelo, fajnych aut i zdjęć zabawnych rzeczy:) Tagged: 2.0tdi, 2015, benzyna, Blog, bluemotion, car of the year, coty, nowy, opinie, passat, passerati, samochód roku, test, testy, variant, volskwagen, VW

10 najlepszych wnętrz według Wards Automotive [galeria zdjęć]

10 najlepszych wnętrz według Wards Automotive [galeria zdjęć]

Wards Automotive wybrało 10 najlepszych wnętrz samochodowych. Lista obejmuje przede wszystkim auta za przystępną cenę. To spora odmiana od ubiegłorocznego zestawienia. Wtedy na liście znalazł się międWards Automotive wybrało 10 najlepszych wnętrz samochodowych. Lista obejmuje przede wszystkim auta za przystępną cenę. To spora odmiana od ubiegłorocznego zestawienia. Wtedy na liście znalazł się między innymi Rolls-Royce Wraith. Tym razem goszczą tu takie samochody jak Jeep Renegade, Honda Fit, czyli amerykański Jazz, Kia Sedona oraz Mazda6.Czytaj więcej w Autokult.pl

Krótka Toyota Land Cruiser 150 3.0 D-4D - test [galeria]

Krótka Toyota Land Cruiser 150 3.0 D-4D - test [galeria]

Seria terenowych modeli Toyoty od wielu lat jest klasą samą w sobie pod względem udanego połączenia cech komfortowego auta do jazdy na co dzień i nieustępliwej, niezawodnej terenówki, którą przy odrobSeria terenowych modeli Toyoty od wielu lat jest klasą samą w sobie pod względem udanego połączenia cech komfortowego auta do jazdy na co dzień i nieustępliwej, niezawodnej terenówki, którą przy odrobinie umiejętności i z dobrymi oponami można dojechać niemal na koniec świata. Zresztą nawet i tam będą znali Land Cruisera, bo zapewne już wcześniej ktoś dojechał w to miejsce jego starszą generacją.Czytaj więcej w Autokult.pl

Krótka Toyota Land Cruiser 150 3.0 D-4D - test

Krótka Toyota Land Cruiser 150 3.0 D-4D - test

Seria terenowych modeli Toyoty od wielu lat jest klasą samą w sobie pod względem udanego połączenia cech komfortowego auta do jazdy na co dzień i nieustępliwej, niezawodnej terenówki, którą przy odrobSeria terenowych modeli Toyoty od wielu lat jest klasą samą w sobie pod względem udanego połączenia cech komfortowego auta do jazdy na co dzień i nieustępliwej, niezawodnej terenówki, którą przy odrobinie umiejętności i z dobrymi oponami można dojechać niemal na koniec świata. Zresztą nawet i tam będą znali Land Cruisera, bo zapewne już wcześniej ktoś dojechał w to miejsce jego starszą generacją.Czytaj więcej w Autokult.pl

ZAKUPIWSZY: Mitsubishi Galant 2.5 V6-24 (EA5W)

ZAKUPIWSZY: Mitsubishi Galant 2.5 V6-24 (EA5W)

Witam. Ciekawe jak na to zareagujecie, ale postanowiłem pójść w stronę aut nieco młodszych, choć to określenie jest trochę na wyrost, gdyż w tym konkretnym przypadku oznacza to auto 17 letnie... Ale do rzeczy. Po małych przebojach w końcu udało się zakupić fajny i myślę, że...Witam. Ciekawe jak na to zareagujecie, ale postanowiłem pójść w stronę aut nieco młodszych, choć to określenie jest trochę na wyrost, gdyż w tym konkretnym przypadku oznacza to auto 17 letnie... Ale do rzeczy. Po małych przebojach w końcu udało się zakupić fajny i myślę, że dobrze rokujący bolid. Jak już wcześniej anonsowałem na ten sezon poszukiwałem kombiaka, który będzie na tyle niezawodny, żeby - w razie czego - można było nim bez stresu robić większe trasy po Europie. Do tego musiała to być mocna benzyna (co najmniej 150 KM, duży moment obrotowy, najlepiej 6 garów) sprzężona z klasycznym i niezawodnym automatem. Do tego koniecznie fajny wygląd i fajne wnętrze. Nie było łatwo z takimi wymaganiami.Pierwszym pomysłem był opisywany niedawno granatowy Mercedes S124, ale zrozumiałem, że to już jest niestety za stare auto by sprostać moim wymaganiom. To co było na sprzedaż było zajeżdżone, albo w gnoju. A nie stać mnie też na Balerona za 20.000 zł, którego też pewnie szukałbym przez pół roku, jak nie dłużej. Potem moja uwaga skupiła się na młodszych autach m.in. Subaru Legacy/Outback, czy BMW E46 w kombiaku. Ogólnie jest to bardzo fajne auto, z fajnymi R6-tkami i świetnymi 5-biegowymi automatami, zgrabnie wyglądające, bardzo przyjemnie jeżdżące, ale... jest zdecydowanie zbyt popularne jak dla mnie. Nie tak dawno temu widziałem na Sudeckiej 3 egzemplarze E46 zaparkowane pod rząd. Tym dziwniejszym pozostaje fakt, iż znalezienie na polskim rynku ładnego E46 kombi w automacie z 2.5 lub 2.8 pod maską w kolorze, który jest inny od szarej palety i do tego nie jest "w szmacie" graniczy z cudem. Jak już był jakiś spoko to we wnętrzu była zwykła czarna szmata, a ja jestem z tych motomaniaków, którzy żeby czuć się dobrze w swoich 4-kółkach muszą mieć kontakt z wnętrzem bolidu, które wygląda spoko, jest porządnie zmontowane, no i najlepiej jak jeszcze wykonano je z czegoś lepszego niż gównolit. Zasadniczo właśnie z tego ostatniego względu zawsze odrzucałem Mitsubishi Galanta, choć był on zawsze bardzo podobywujący się mnie. Już kilka lat temu tworzyliśmy z Kozą listę "za i przeciw" samochodów jakie potencjalnie moglibyśmy kupić w zastępstwie naszych Baleronów. Wyszczególniliśmy kilka aut i zawsze na czele owej listy widniał właśnie Galant VII generacji (ten z wewnętrznym oznaczeniem EA na początku). Bo kaman - przód tego auta wprost emanuje magnetyzmem. Sedan ma świetne proporcje i uważam go za jednego z czołowych pod względem wyglądu sedanów z lat 90. I możecie mnie okładać nawet wałem korbowym od Stara 660, ale w mojej opinii stylistyka Galanta stanowi coś na kształt wizualnej reinkarnacji/interpretacji języka stylistycznego BMW z przełomu lat 70. i 80. Nawet kombiak (których generalnie, jak pewnie wiecie, nie jestem fanem) wygląda zaskakująco dobrze, lekko i rasowo, zwłaszcza jako samochód o trochę większych wymiarach. Niemniej na naszej liście była też rubryczka pod tytułem "Wnętrze". I w tej własne kolumnie Gal miał tylko 2 lub 3 punkty na 6 możliwych. Zapytacie się w takim razie - skąd u mnie Misiek pod domem? Otóż - jak się okazuje - nie wszystkie Galanty mają smutne materiałowe wnętrza z dodaną gdzieniegdzie imitacją kosmicznego marmurku (jak bardzo słusznie nazwał to mój brat). Wersje 2.5 miały w opcji skórzane wnętrze w dwóch kolorach. Czarne jest już w miarę oki, ale prawdziwym cymesikiem pozostaje wersja z beżową tapicerką. Jeszcze rzadsze są wersje z pełnym pakietem Nardi Torino (m.in. skórzana kierownica z drewnianymi wstawkami). A jeszcze rzadziej można spotkać takie auto w jakimś ciekawym kolorze. Niemal zawsze są one bowiem srebrne, czarne, granatowe, albo wiśniowe. Nie dziwota więc, że kiedy na otomoto pokazał się egzemplarz, który wyróżniał się wszystkimi wspomnianymi wcześniej cechami to dostałem małpiego rozumu i po prostu po niego pojechałem. Choć było to zaj..... daleko.Ale dobra - kończymy ten króciutki wstępniak i do dzieła. Zakupiony bolid pochodzi z rynku szwajcarskiego (tytuł wpisu powinien być w takim razie "Prawdziwy Szwajcar;) i ma bardzo bogate  wyposażenie, co jest dosyć charakterystyczne dla Galantów z tego rynku. Ma rzadko spotykany błękitny kolor, beżową tapicerkę, pełny pakiet Nardi Torino, duży odsuwany szklany dach, 2.5 V6 pod maską, automata, kontrolę trakcji, fikoły grzane i prądem szarpane. Generalnie wszystko czego trzeba. A nie jest jeszcze tempomat - zakochałem się w tym dodatku i długotrwała jazda po autostradzie bez niego wydaj mi się teraz dosyć upierdliwa. Auto poprzednio miało tylko jednego właściciela, było serwisowane tylko w ASO, ale nadszedł taki czas, że trzeba było w aucie poprawić to i owo, a mając na uwadze spore ceny roboczogodziny mechaników w Szwajcarii + ceny części poszło na handel i trafiło do Polski, gdzie ceny napraw są dużo niższe. Auto kupiłem od Sławka, który pracuje w Szwajcarii, ale dorabia sobie importem fajnych egzemplarzy do Polski. Poza tym sam ma dwa egzemplarze i jest znanym członkiem forum Mitsumaniaków, co dobrze rokowało. Jeśli opędzlowałby mi jakieś gunwo to zrobiłbym dym na forum:) Wszystko to przeważyło szalę z pozycji "jest całkiem spoko" na "jedziemy po niego". A było to w małej mieścinie pod Radomiem, czyli jakieś 360-380 km (w zależności od obranej drogi) z Wrocławia. Sporo w diabły.Na szczęście po dojechaniu na miejsce wystarczyło mi kilka sekund i już wiedziałem, że wezmę to auto. Stał sobie w ciemnym garażu, do którego weszliśmy wykorzystując sąsiedni garaż i poprzez przejście łączące oba stanowiska postojowe dostrzegłem ten delikatnie oświetlony ryjek. Jest to bowiem taka rzecz, którą bardzo lubię w tej generacji Galantów. Ich wkurzony przód ma taką moc wyrazu, że trudno przejść obok niego obojętnie nie myśląc sobie - on na mnie patrzy;) I to spod byka:DAle żeby nie było tak różowo. Pomimo, że znałem wady auta i miałem dosyć dobrą dokumentację fotograficzną to na miejscu wyszło kilka dodatkowych kwiatków, choć z dziedziny tych mniej dotkliwych. Do roboty miałem niespodziewaną wymianę przednich sprężyn (jedna była pęknięta - ale to już jest zrobione - wjechały japońskie KYB), prawdopodobnie przednie łożyska, odgruzowanie hamulców (auto trochę stało), napełnienie klimy i tak na pierwszy ogień to wszystko. Na tylnych nadkolach zaczynają wychodzić małe purchle, ale to zrobię dopiero za jakiś czas, żeby nie wystrzelać się na starcie z całej kasy. Auto było malowane w kilku miejscach, co raczej mu się przysłużyło, bo powłoka lakiernicza wygląda całkiem nieźle.Jak jeździ Galant? Komfortowo, pewnie, pięknie mruczy. Na razie przejechałem nim tylko 550 km ale już jestem w nim zakochany. Nawet połowica wysyła pozytywne sygnały. Robiliśmy już test bagażnika i idzie w nim spokojnie spać w dwie osoby - zwłaszcza, że tapicerka jest jasna i wręcz zachęca do kimania tam. No i nad głowami ma się wówczas wielki szyberdach - fajny ficzur.Konsumpcja? Na trasie zjarał mi 8,8 litra bajury (w tym około 200 km po S8 z wysokimi prędkościami), czyli całkiem nieźle jak na taki motur o mocy 163 KM i budę o masie około 1,5 tony i automat. W mieście pali zasadniczo ile mu wlejecie. Więc za jakiś czas wrzucam go w polski NOS:) Bardzo podoba mi się też praca silnika. Po odpalaniu jest praktycznie bezgłośny (jak to zwykle w przypadku V6-tek). Po lekkim zbutowaniu wydaje fajne basowe pomruki, a po konkretniejszym zbutowaniu silnik śpiewa już w pięknym wysokim tonie. Pomimo, że lubi wysokie obroty to w tych niższych też dobrze daje sobie radę. Podoba mi się, że w zasadzie jest takim mułem roboczym - zaledwie 163 KM z 2,5 litra pojemności nie jest jakimś super wynikiem - ale to dobrze. Liczę, że silnik przejedzie jeszcze sporo kilometrów. Z drugiej strony to jak mu się depnie to pokazuje, że te 160 kuni z hakiem to nie byle co.Plany? Jak wspominałem wcześniej na pewno go zagazuję, bo przy tych cenach gazu to aż głupio nie korzystać - mam już nawet umówioną wizytę na 16 maja. Zapewne zmienię felgi - te pomimo, że nie wyglądają źle (jak na 15 cali) to jednak ustąpią miejsca jakimś 16", albo nawet 17" - z wersji Avance. Na pewno będzie musiało również dojść do dopieszczenia wnętrza - skóra na przednich fotelach jest już lekko zmęczona. A tak ogólnie to po prostu dbać i śmigać. I na razie tyle.Obecnie trochę brakuje mi RWD, bo kilka poprzednich fur miało właśnie taki napęd, ale pewnie za jakiś czas przyzwyczaję się.Zdjęcia:W końcu będę mógł wozić na lusterku Domo-kuna. Przyznam, że tak naprawdę to tylko z tego względu kupiłem to auto:DA i jeszcze jedno - jadąc po niego trafiliśmy na Galanta IV generacji, którego już zapewne widzieliście w tym materiale, ale to nie wszystko. W Piotrkowie Trybunalskim natknąłem się na Galanta III generacji! To musiał być znak, że muszę kupić VIII-kę;)  

Najciekawsze premiery minionego roku - 10 najważniejszych nowych aut dla ludu

Najciekawsze premiery minionego roku - 10 najważniejszych nowych aut dla ludu

Zapraszam na już ostatni cykl podsumowujący miniony rok. Tym razem stworzyliśmy przegląd najciekawszych premier 2015 roku. W pierwszej części przedstawiamy 10 najważniejszych nowych samochodów dla ludu.Czytaj więcej w Autokult.plZapraszam na już ostatni cykl podsumowujący miniony rok. Tym razem stworzyliśmy przegląd najciekawszych premier 2015 roku. W pierwszej części przedstawiamy 10 najważniejszych nowych samochodów dla ludu.Czytaj więcej w Autokult.pl

Awarie systemu ABS

Awarie systemu ABS

10 najciekawszych chińskich aut inspirowanych produktami z Europy i Azji

10 najciekawszych chińskich aut inspirowanych produktami z Europy i Azji

Chińczycy od dawna byli znani z kopiowania uznanych marek europejskich i japońskich, co sami uważali za oznakę wyrazu szacunku do największych koncernów samochodowych. Z czasem wyrobili sobie własny sChińczycy od dawna byli znani z kopiowania uznanych marek europejskich i japońskich, co sami uważali za oznakę wyrazu szacunku do największych koncernów samochodowych. Z czasem wyrobili sobie własny styl i dzisiejsze modele, które niektórzy nazywają kopiami, daleko odbiegają od definicji tego słowa. My nazwalibyśmy to jedynie inspiracją. Przedstawiamy 10 najciekawszych naszym zdaniem aut tego typu, zaprezentowanych podczas salonu samochodowego w Szanghaju. W poniższym zestawieniu znajdziecie głównie samodzielne twory inspirowane innymi modelami, ale też kilka perfidnych podróbek.Czytaj więcej w Autokult.pl

Škoda Fabia Monte Carlo 1.2 TSI 110 KM DSG – test [wideo]

Škoda Fabia Monte Carlo 1.2 TSI 110 KM DSG – test [wideo]

Używany Rover 214 Si / 25 1.4 16V [1995-2005] – poradnik kupującego

Używany Rover 214 Si / 25 1.4 16V [1995-2005] – poradnik kupującego

Choć Rover serii 200 trzeciej generacji i jego późniejszy następca 25 to auta już stosunkowo leciwe, nadal są interesującymi propozycjami dla osób szukających taniego samochodu, zarówno do kwoty 5000 Choć Rover serii 200 trzeciej generacji i jego późniejszy następca 25 to auta już stosunkowo leciwe, nadal są interesującymi propozycjami dla osób szukających taniego samochodu, zarówno do kwoty 5000 jak i 10 000 zł. Najnowsze egzemplarze pochodzą z 2005 roku, a więc są to samochody minimum 10-letnie. Auto wywołuje sporo mieszanych uczuć i krążą o nim ekstremalnie różne opinie – od skrajnie negatywnych po bardzo pozytywne. A jaka jest prawda?Czytaj więcej w Autokult.pl

Nowa Škoda Superb Combi 2,0 TDI DSG 4x4 (2015) - galeria zdjęć z testu

Nowa Škoda Superb Combi 2,0 TDI DSG 4x4 (2015) - galeria zdjęć z testu

Nowa Škoda Superb zaskoczyła wszystkich (prawdopodobnie łącznie z Volkswagenem) swoją brawurową stylistyką. Czeski producent pokazał auto wyglądające znacznie ciekawiej niż nowy Passat, dysponujący bardziej praktycznym nadwoziem liftback i 10 tys. zł niższą ceną. Czy w tym...Nowa Škoda Superb zaskoczyła wszystkich (prawdopodobnie łącznie z Volkswagenem) swoją brawurową stylistyką. Czeski producent pokazał auto wyglądające znacznie ciekawiej niż nowy Passat, dysponujący bardziej praktycznym nadwoziem liftback i 10 tys. zł niższą ceną. Czy w tym segmencie może być lepiej? Może, jeśli liftbacka zamienimy na jeszcze bardziej praktyczne kombi.Czytaj więcej w Autokult.pl