CarTech4x4 przedstawia klasyczną wyprawówkę

Samochód kupiliśmy do tuningu jako seryjny Nissan Patrol, auto nigdy nie jeździło w terenie - nawet tym lekkim, było to poprostu miejski samochód. Jak w każdym 10 letnim aucie było parę rzeczy do poprSamochód kupiliśmy do tuningu jako seryjny Nissan Patrol, auto nigdy nie jeździło w terenie - nawet tym lekkim, było to poprostu miejski samochód. Jak w każdym 10 letnim aucie było parę rzeczy do poprawienia. I tak po dokonaniu pełnego przeglądu z wymianami, w tym układ hamulcowy i kierowniczy, zadbaliśmy o całe wyposażenie fabryczne, aby było w pełni sprawne, od klimy począwszy na podśwetleniu zegarów oraz przełączników skończywszy.Czytaj więcej w Autokult.pl

Volkswagen Up! (2016) - lifting!

Volkswagen Up! (2016) - lifting!

Volkswagen uznał, że najwyższy czas odświeżyć swoje miejskie auto z wykrzyknikiem w nazwie.Czytaj więcej w Autokult.plVolkswagen uznał, że najwyższy czas odświeżyć swoje miejskie auto z wykrzyknikiem w nazwie.Czytaj więcej w Autokult.pl

10 najmniejszych nowych samochodów na polskim rynku

10 najmniejszych nowych samochodów na polskim rynku

Polskie miasta są coraz bardziej zatłoczone. Zaparkowanie w centrum lub w biurowym zagłębiu w godzinach szczytu graniczy z cudem i często wymaga szukania wolnego miejsca nawet kilkanaście minut. Rozwiązaniem problemu parkingowego są miejskie samochody segmentu A. Zajmują mało miejsca,...Polskie miasta są coraz bardziej zatłoczone. Zaparkowanie w centrum lub w biurowym zagłębiu w godzinach szczytu graniczy z cudem i często wymaga szukania wolnego miejsca nawet kilkanaście minut. Rozwiązaniem problemu parkingowego są miejskie samochody segmentu A. Zajmują mało miejsca, są oszczędne i oferują wystarczająco dużo przestrzeni, by pojechać po pracy na małe zakupy. W większości z nich bez problemu zmieścimy także dwójkę dzieci odebranych ze szkoły. Oto 10 najmniejszych nowych aut na polskim rynku.Czytaj więcej w Autokult.pl

System Park Assist Vision

Autostrefa

System Park Assist Vision

Skoda Citigo

Każdy test małego miejskiego auta rozpoczyna się od przydługiego wstępu, jak to miejskie auta zdetronizowały większych braci, coraz bardziej podbijając współczesny rynek motoryzacyjny. Jakkolwiek kwieKażdy test małego miejskiego auta rozpoczyna się od przydługiego wstępu, jak to miejskie auta zdetronizowały większych braci, coraz bardziej podbijając współczesny rynek motoryzacyjny. Jakkolwiek kwieciście nie próbowalibyśmy tego ubrać w słowa, test tego typu samochodu właśnie tak

Opel Viva - nowy tani samochód z Niemiec

Opel Viva - nowy tani samochód z Niemiec

Nowe auto ma stanąć do walki w najmniejszymi miejskimi samochodami.Czytaj więcej w Autokult.plNowe auto ma stanąć do walki w najmniejszymi miejskimi samochodami.Czytaj więcej w Autokult.pl

Mały crossover Volkswagena zadebiutuje w Genewie

Mały crossover Volkswagena zadebiutuje w Genewie

Obok odświeżonego, miejskiego Up!-a na stoisku Volkswagena w Genewie pojawi się drugie auto - mały, koncepcyjny crossover.Czytaj więcej w Autokult.plObok odświeżonego, miejskiego Up!-a na stoisku Volkswagena w Genewie pojawi się drugie auto - mały, koncepcyjny crossover.Czytaj więcej w Autokult.pl

Citroën C5 doczeka się następcy, ale tylko na rynku chińskim

Citroën C5 doczeka się następcy, ale tylko na rynku chińskim

Dyrektor Citroëna Linda Jackson poinformowała w trakcie rozmowy z Autonews Europe, że C5 doczeka się następcy. Nie była jednak przekonana, czy dla francuskiego auta segmentu D znajdzie się miejsce w EDyrektor Citroëna Linda Jackson poinformowała w trakcie rozmowy z Autonews Europe, że C5 doczeka się następcy. Nie była jednak przekonana, czy dla francuskiego auta segmentu D znajdzie się miejsce w Europie.Czytaj więcej w Autokult.pl

Zagato Maserati Mostro (2015) pojawi się na Concorso d'Eleganza Villa d'Este

Zagato Maserati Mostro (2015) pojawi się na Concorso d'Eleganza Villa d'Este

Zagato zaprezentowało nowe auto wzorowane na szczególnym klasyku. Publiczna premiera będzie miała miejsce na Concorso d'Eleganza Villa d'Este.Czytaj więcej w Autokult.plZagato zaprezentowało nowe auto wzorowane na szczególnym klasyku. Publiczna premiera będzie miała miejsce na Concorso d'Eleganza Villa d'Este.Czytaj więcej w Autokult.pl

Lekcje amatorskiego motorsportu

Lekcje amatorskiego motorsportu

Wpis miałem w planach już od dłuższego czasu. Ale czekałem na pewne wydarzenie. Wydarzenie miało miejsce w ostatnią niedzielę (02.10.2016) i stanowi chyba dobry pretekst by zrobić małe podsumowanie dotychczasowych nauk wyciągniętych z jeżdżenia w amatorskim sporcie samochodowym. No to zaczynamy.Obecne (Astra) i byłe (BMW) auto na jednym zdjęciuLekcja 1 - nie ufaj nikomuRok 2013 - pierwszy start w KJS. Jadąc BMW E36. Stan seryjny z niedorobionym swapem na silnik z 318is ("dzieło" poprzedniego właściciela - dużo pracy poszło w poprawki). Trasa asfaltowa, krótka, ale całkiem ciekawa. Połowa w deszczu, połowa po suchym. Tempo w okolicach środka stawki. Na jednym punkcie kontroli czasu (PKC) czekam na wjazd, podchodzi do mnie pilot innego zawodnika. Twierdzi, ze jestem spóźniony. Panikuję i wjeżdżam na PKC. Kara za zbyt wczesny wjazd - 60 sekund. Ze środka stawki spadek na koniec. Nigdy więcej nie ufać takich sytuacjach nikomu.Lekcja 2 - nie ufaj sprzętowiDrugi start w KJS. Trasa szybka i dziurawa. Tempo najpierw w okolicach środka stawki, potem coraz gorzej. Gorzej, bo pęknięty przewód hamulcowy sprawia, że płynu jest coraz mniej. Pożyczony płyn od innej załogi przywraca nadszarpniętą po poprzednim starcie wiarę w ludzi, ale niezbyt wiele przywraca jeśli chodzi o hamowanie. Wycofanie po sześciu z ośmiu odcinków, bo szkoda ryzykować jadąc i tak w przedostatniej dziesiątce.Lekcja 3 - najważniejsze to dojechać do metyZnów KJS. Asfaltowy. Raz pomylona trasa (z mojej winy), to i potężna kara. Ale tempo przyzwoite i w końcu meta w środku stawki.Lekcja 4 - nie nakręcać sięKJS po śniegu. Nowe zimówki i zaskakująco dobre tempo na początku, na pierwszą 10 klasy spokojnie i to z zapasem. No i się zbyt nakręciłem - pomylenie trasy, wizyta poza drogą, zakopanie się, kolejna wizyta w krzakach. Meta jest, ale wynik uciekł. Do tego rozszczelnił się wydech.Lekcja 5 - nie tylko wyniki2014 - KJS w zimowych warunkach, ale prawie bez śniegu. Tempo niezbyt dobre, ale i nie słabe, dużo jazdy bokiem. Wynik w środku stawki, ale uśmiech na twarzy spory. W końcu bez żadnej kary czasowej ani awarii. Nie tylko wyniki się liczą.Lekcja 6 - opony kupuj na zapasTym razem asfaltowy KJS po suchej nawierzchni - przebita opona na drugiej próbie. Rzut oka do bagażnika. No zapasówka jest. Jakaś. Stara zimówka w innym niż potrzeba rozmiarze i niedopompowana. Jakoś odcinek przejechany. Pożyczam koło od innej załogi. Rozmiar dalej nie ten, ale już zbliżony, a i opona letnia i w dobrym stanie. 10 miejsce w klasie, pokonując m.in. załogę, od której pożyczyłem koło.Lekcja 7 - czasem wszystko dobrze, tylko sprzęt złySucho, kręto, po asfalcie. Nowe zawieszenie, ale padnięty zawór DISA sprawiający, że BMW nie jechało prawie w ogóle poniżej 4500 obr/min. Męka cały czas, ale środek stawki jest. Jazda na maksimum i dojechanie na 11-stym miejscu w klasie. Tuż za punktami. No cóż, trzeba naprawić.Lekcja 8 - bywają zdarzenia losoweSzybko, wyboiście, częściowo po luźnej nawierzchni. Auto sprawne (jak na BMW), tempo dobre. Impreza na lotnisku i akurat jakiegoś pacjenta przywieźli helikopterem, żeby go karetką zabrać do szpitala. I kiedy wyjeżdża karetka? Akurat podczas mojego przejazdu. Stracony czas i próba nadrobienia na następnym odcinku. Nieudana - wizyta na poboczu i jeszcze więcej stracone. Potem jednak jazda w trybie "zwycięstwo albo dzwon" przynosi efekt: siódme miejsce w klasie. Tak wysoko jeszcze nie byłem na mecie.Lekcja 9 - deszcz to nie zawsze zła pogodaKręty KJS po asfalcie - na początku mokro. Tempo przyzwoite. Potem wyschło i wyleciałem poza pierwszą dziesiątkę klasy. Jakim cudem w deszczu jeżdżę lepiej niż gdy jest sucho? Do dziś nie wiem. Na pocieszenie drugie miejsce w rozgrywanym obok głównej imprezy konkursie jazdy na trolejach. W nagrodę biografia Bena Collinsa (były Stig z Top Gear) - przyjemna lektura.Lekcja 10 - oświetlenie bywa przydatneBłoto, resztki śniegu, deszcz, straszliwe wyboje i ostatni odcinek rozgrywany po zmroku. E36 na zimówkach, amortyzatorach Bilstein B6, poliuretanach, i sprężynach Eibach, zaskakuje pozytywnie prowadzeniem. Stabilne, świetnie łapiące trakcję na błocie (jak na RWD). Jeden potrącony pachołek (5 sekund kary), gdy poczułem się nieco zbyt pewnie. No a potem ten nocny odcinek. Wyczyściłem dokładnie reflektory. Dwa zakręty po starcie były już zalepione błotem i jechałem właściwie "na słuch". Tempo na tym odcinku słabe, ale szóste miejsce w klasie na 19 załóg dowiezione. Ech, żeby nie ten pachołek... I żeby mieć dodatkowe oświetlenie. Ale i tak jest to miły akcent na koniec sezonu.Moje ulubione zdjęcie z E36Lekcja 11 - nie poddawać sięSezon 2015 - startuje Puchar RWD w ramach KJS. Start w ciężkich warunkach - bez śniegu, ale jest gołoledź. Pierwsza czwórka Pucharu RWD po dwóch odcinkach mieści się w 2 sekundach. Jestem czwarty. Na trzecim odcinku jednak wypadam z trasy i cofam. Spadek na siódme miejsce w RWD. Został jeden odcinek. Powrót na czwarte miejsce jazdą, z której do dziś jestem dumny.Lekcja 12 - czasem trzeba odpuścićKJS w Czarnej Białostockiej. Trasa taka, że chyba Land Cruiserem by można było prędzej coś wygrać, niż E36. Deszcz ze śniegiem, lód, błoto, i ogromne dziury. Wśród konkurencji wypadek za wypadkiem, a także przebite płyty pod silnikami. Sam wyginam jedną felgę w kwadrat. Potem odpuszczam i jadę spokojnie - przyjechałem na kołach, lawety nie mam, a trzeba jakoś do domu wrócić. Nawet nie czekam na wyniki, tylko jestem szczęśliwy, ze E36 jakimś cudem wytrzymało te potworne warunki. Nawet jadąc spokojnie się bałem, że w końcu mi ta płyta spod silnika odleci. A po sprawdzeniu wyników w internecie okazało się, że dzięki zdobytym w tej rundzie punktom awansowałem na trzecie miejsce w klasyfikacji sezonu RWD. Nie wyszło źle.Lekcja 13 - sędziowie mają kolegówJazda po suchym, miejsce na spokojnie w punktach Pucharu RWD. Prawie. Kara za pomylenie trasy i spadek na prawie sam koniec stawki. Ale jakie pomylenie trasy? Ja tego nie kojarzę, pilot nie kojarzy, panie sędzio, gdzie to było? Sędzia też nie kojarzy, ale jego kolega widział, ze w tamtym miejscu oponę nie z tej strony objechaliśmy co trzeba. Czas na protesty minął, do widzenia.Lekcja 14 - 4 mm to za małoPróba odzyskania trzeciego miejsca w RWD po powyższym. Znów szybko, po luźnym i wyboiście. Rok temu, mimo karetki na odcinku, poszło nieźle, a trasa prawie ta sama. No to teraz poszło gorzej. Pierwszy odcinek z ośmiu. Na szybkiej partii po bruku uderzam spodem w garb na drodze. Prędkość ponad 100 km/h i coś takiego sprawia, że płyta z czteromilimetrowego aluminium wygina się, opiera o miskę olejową i doprowadza do jej pęknięcia. Na szczęście dzieje się to tuż przed metą tego odcinka, więc zdążyłem wyłączyć silnik zanim oleju ubyło na tyle, by mu zaszkodzić. Ale jest po starcie. E36 zjeżdza z trasy na lawecie. Potem dostaje miskę olejową i nowego właściciela.Ostatni start za kierownicą E36Lekcja 15 - FWD też jest fajnePuchar RWD stracony na pewno, prawie trzy sezony jazdy BMW zaliczone, czas coś zmienić. W miejsce E36 pojawia się Astra GSi. Do zrobienia w niej jest parę rzeczy, więc samochód odbieram z warsztatu dwa dni przed startem. Deszcz, nowe auto to i jazda baaardzo zachowawcza. Siódme miejsce w klasie. Hmm, może te RWD jest nieco przereklamowane?Lekcja 16 - dobieraj opony do warunków.Grudzień, ale sucho. No ale zimno i po części po luźnym, to pojadę na zimówkach. Durny pomysł. Po dwóch odcinkach 14-ste miejsce w klasie. Szybka zmiana kół na letnie i nagle tempo wraca. Szóste miejsce w klasie na koniec. I to mimo nocnego odcinka, na którym okazuje się, ze reflektory w BMW, nawet zalepione błotem i tak lepiej świeciły od tych w Oplu.Lekcja 17 - hamowanie to sztukaImpreza na polbruku, dużo dohamowań. No i wychodzą braki. Hamowania albo za wczesne albo za późne. No ale siódme w klasie na koniec jest.Lekcja 18 - nie przesadzać z tempemDo dziś nie wiem co mi odbiło na tym KJS. Raz mało nie dachowałem, ze dwa razy mało się nie rozbiłem. Plus dwa razy złapałem kary czasowe przez własną głupotę. Do domu wróciłem bez punktów.Lekcja 19 - tor jest fajnyZlot civicklub.pl na torze w Ułęży. Mam Hondę, ale na zlot kolega, który kupił ode mnie BMW załatwił lawetę na dwa auta i pojechaliśmy naszymi nie-Hondami. No cóż, jazda poza klasyfikacją, typowo dla przyjemności. No i spodobało mi się - szybko, długie zakręty, a nie KJS-owe plątanie się na precyzję w ciasnocie. Trzeba będzie spróbować jeszcze kiedyś. Ale te 40 minut na torze wyraźnie pozwoliło mi poprawić technikę hamowania.Lekcja 20 - treningi procentująKJS po suchym i trochę po wybojach. Jadę nieco pewniej niż zwykle. Lepiej hamuję. Konkurencja nieco zaskoczona tempem. Potrącony pachołek to znów 5 sekund kary. Czwarte miejsce w klasie - blisko podium. Przydało się to jeżdżenie po torze i parę treningów ze znajomymi z KJS-ów.Lekcja 21 - podium jest fajneZnów wyjazd na tor - tym razem zawody Time Attack, więc już przynajmniej będę klasyfikowany. Tor znów w Ułęży. Po dwóch z trzech sesji okazuje się, ze jestem na czele klasy. Niestety, Toyo R1R jest fajną oponą, ale na Ułęży znika z niej bieżnik w rekordowym tempie. Na trzeciej sesji nie było już praktycznie na czym jechać, a jeden rywal zdołał poprawić czas na tyle by mnie pokonać. No cóż, drugie miejsce też nie jest złe, tym bardziej, że pokonał mnie kierowca w mocniejszym aucie. W końcu mam jakiś puchar.Lekcja 22 - nie samym tempem się wchodzi na podiumBardzo dziwny KJS - trasa albo wśród wysokich krawężników (strach się rozpędzić) albo tak koszmarnie oznaczona, że zbyt łatwo się pomylić. Więc też trzeba zwalniać, by kary nie dostać. Tempo bez rewelacji, ale za to jazda praktycznie bezbłędna. Ze zdziwieniem odbieram puchar za drugie miejsce w klasie.Lekcja 23 - najfajniej jest na najwyższym stopniu podiumNo i to jest powód powstania tego wpisu. Bo obiecałem sobie, że go stworze, gdy coś mi się uda wygrać. Zawody Time Attack na torze w Białej Podlaskiej były ku temu okazją. Kręta, dość wyboista (jak na Time Attack, bo na KJS to bym powiedział, że równo) trasa. Dosłownie zakręt za zakrętem. I to szybkie - była seria zakrętów, gdzie cały czas jechałem na maksymalnych obrotach czwartego lub na piątym biegu. Pokonane wszystkie auta z mojej klasy i znaczna cześć z klas mocniejszych. Opel Astra na KJS-owym zawieszeniu, z seryjnym silnikiem, tylko z krótką skrzynią i szperą, okazał się lepszy od dużo mocniejszych aut, przygotowanych typowo na tory. Wyprzedzić byłe auto - bezcenne!Pozostało odpalić sobie tak lubiany przeze mnie utwór Queen - "I'm in love with my car":PodsumowanieI co dalej? Nic. Nic się nie zmienia, bo przecież jest jeszcze tyle imprez w których można wystartować. A braki w jeździe nadal mam spore - ciasne, wolne próby sprawiają mi duży kłopot, bo brakuje mi na nich płynności. A to tylko jedna z rzeczy, które chciałbym poprawić. Jeśli po paru latach niepowodzeń mi się nie znudziło, to i teraz, gdy w końcu jakieś puchary pojawiają się na półce, też nie powinno. Z resztą, mało tych pucharów i nie są to jakieś ogromne osiągnięcia. Zrobienia kariery w tym sporcie i tak się nie spodziewam, więc pozostaje kontynuować jazdę dla zabawy. Poszło w tą zabawę mnóstwo pieniędzy, ale doprawdy nie wiem, na co innego mógłbym je wydać. Nic mi nie przychodzi do głowy, co dostarczyłoby mi tyle radości, co walka z czasem i własnym brakiem umiejętności za kierownicą auta.

Motohistoria: downsizing w wykonaniu BRM - część druga

Motohistoria: downsizing w wykonaniu BRM - część druga

Czas  na część drugą historii BRM V16. Innymi słowy jest to kontynuacja uzupełnienia wpisu o BRM. Brzmi bez sensu, no ale to Autobezsens, więc pasuje.BRM Type 15 był ukończony w grudniu 1949 roku, po czym w 1950 rozpoczęły się testy. Trwały one do maja, kiedy auto zostało wystawione w Grand Prix Wielkiej Brytanii. Podczas treningu pękały głowice, tłoki i korbowody. Przejechano łącznie 7 okrążeń demonstracyjnych i stwierdzono, że debiut należy przełożyć. Nastąpił on podczas niezaliczanego do żadnych mistrzostw wyścigu na torze Silverstone, zorganizowanego w sierpniu 1950. Auto dotarło na tor dopiero w dzień wyścigu. Ponieważ nie brało udziału w sesjach kwalifikacyjnych, miało ruszyć z ostatniego miejsca. I ruszyło - odrobinkę. Przejechało kilka centymetrów, po czym rozleciało się przeniesienie napędu.źródło - http://www.nationalmotormuseum.org.ukMiesiąc później, na również niezaliczanej do żadnych mistrzostw, imprezie w Goodwood, poszło zdecydowanie lepiej. W ulewnym deszczu rozegrano kilka krótkich wyścigów, na mierzącym 3,8 km torze. Reg Parnell jadący BRM Type 15 wygrał dwa - na 5 i na 12 okrążeń. Mimo trudnych warunków pogodowych, udało mu sie nie tylko opanować potwornie mocny samochód, ale także pokazać, że to auto może być na prawdę szybkie.BRM Type 15 w Goodwood 1950 (?), źródło - http://www.nationalmotormuseum.org.ukDwa auta zgłoszono więc do, niezaliczanego do Mistrzostw Świata F1, wyścigu Grand Prix Penya Rhin, na hiszpańskim torze Pedralbes. Kierowcami byli Reg Parnell i Peter Walker. W kwalifikacjach BRM-y pokazywały, że mają świetną szybkość na prostych, ale na zakrętach były dużo wolniejsze od nowego auta Ferrari, wyposażonego w 4,5-litrowy, wolnossący silnik. Niestety, przez kłopoty techniczne, żaden z Type 15 nie ukończył zawodów.Nadszedł jednak sezon 1951 i znów pojawiła się okazja pojechać Grand Prix Wielkiej Brytanii. Niestety, pojawiły się pewne kłopoty. Układ wydechowy Type 15 był poprowadzony dość blisko kierowcy. W dotychczasowych, krótkich wyścigach nie stanowiło to problemu, ale w długim GP na torze Silverstone, atmosfera w kokpitach Walkera i Parnella zaczęła się robić, delikatnie mówiąc, gorąca. Obaj musieli zjeżdżać do boksu i owijać nogi opatrunkami przeciwoparzeniowymi. A oprócz tego starali się nie przekraczać 10 500 obr/min, by utrzymywać temperaturę na dającym się wytrzymać poziomie. Mimo to, oba BRM-y dojechały do mety - Parnell był piąty (5 okrążeń straty do zwycięzcy), Walker siódmy (6 okrążeń straty).Następnym wyścigiem dla Type 15 miało być Grand Prix Włoch na torze Monza. Niestety, podczas treningów wyszły problemy ze skrzynią biegów i oba auta nie wzięły udziału w wyścigu. Po Grand Prix, jeden egzemplarz Type 15 pozostał we Włoszech - miały się odbyć kolejne testy, podczas których zamontowano w nim, po raz pierwszy w historii aut F1, hamulce tarczowe.źródło www.speedhunters.comI na tym zakończyła się wyścigowa aktywność BRM w sezonie 1951. Następny rok miał być tym przełomowym. Do zespołu dołączył Stirling Moss, na początek w charakterze testera, choć szybko stał się pełnoprawnym kierowcą zespołu. Wystartował on w niezaliczanym do mistrzostw F1, Ulster Trophy. Jednak nie dojechał do mety z powodu awarii (tak samo jak drugi zgłoszony BRM). Lepiej było w Goodwood - BRM wystawił tam trzy auta, które zajęły trzy pierwsze miejsca.Raymond Mays zamierzał w sezonie 1952 dołożyć wszelkich starań, by pokazać swoje dzieło z jak najlepszej strony. Dlatego zaangażował do zespołu słynnego Juana Manuela Fangio, który w w 1951 roku zdobył swoje pierwsze mistrzostwo F1. Fangio po przejażdżce Type 15 powiedział, że samochód bardzo mu się podoba. Potrafił nim pojechać bardzo płynnie i opanować gwałtownie rozwijaną moc silnika. Aby odpowiednio przygotować auto dla tego świetnego kierowcy, zespół odpuścił, niezaliczane do mistrzostw, GP Turynu i skupił się na testach. Niestety, mniej więcej w tym samym czasie, decyzję o rezygnacji ze startów w Formule 1, podjął zespół Alfa Romeo. Na placu boju zostało tylko Ferrari i, niekonkurencyjne wtedy, Maserati. Plus BRM, który w ogóle nie wiadomo było czy gdziekolwiek pojedzie, mimo zapewnień Maysa. Władze F1 podjęły więc decyzję o zmianie regulaminu. Aby umożliwić start większej liczbie zespołów, zdecydowano, że sezon 1952 zostanie rozegrany wedle reguł Formuły 2. Tym samym BRM Type 15 nie spełniał już regulaminu i nawet jeśli udałoby się go uczynić bezawaryjnym, to i tak nie mógłby wystartować. Zespołowi BRM zostały już tylko wyścigi niezaliczane do Formuły 1. Zamierzali choć w nich pokazać na co stać ich V16. Juan Manuel Fangio brał czynny udział w pracach mających na celu usprawnienie Type 15. Poprawiono chłodzenie, układ wydechowy, a także podniesiono fotel kierowcy. Fangio stwierdził, że lubi widzieć dokąd jedzie, co przy dotychczasowym miejscu zamocowania fotela było dość trudne (ale za to obniżało środek ciężkości!).Tak poprawione auto wystawiono w wyścigu na torze Albi. Juan Manuel Fangio i José Froilán Gonzalez (drugi kierowca BRM w tym wyścigu) w pewnym momencie zajmowali dwa pierwsze miejsca. Ale obaj nie dojechali do mety. U Fangio zawiodła głowica, u Gonzaleza tłok.Tydzień później Type 16 pojechało w Ulster Trophy 1952. Fangio miał jednak znów kłopoty techniczne i nie osiągnął mety. Krótki film z wyścigu można znaleźć na YouTube. Dźwięku niestety nie ma, ale jest psujący się BRM:Po tych zawodach, Fangio został zapytany, czy kiedykolwiek jeszcze wsiądzie do auta BRM. Samochód był awaryjny, trudny w prowadzeniu, nie mógł startować w F1 (co uniemożliwiło słynnemu kierowcy obronę tutułu!), a mimo to Fangio odpowiedział:"Wsiądę. Uważam to auto za najlepszy samochód Formuły 1 jaki zbudowano. Potrzeba tylko dopracować pewne szczegóły. Żaden inny samochód nie dostarczył mi tylu wrażeń!"Niestety, niedługo po tej wypowiedzi, Juan Manuel Fangio miał wypadek podczas jazdy swoim Maserati i aż do sezonu 1953 nie był w stanie nigdzie startować.Mays musiał poszukać zastępcy. Na testy auta zaproszono bardzo szybkiego Mike'a Hawthorna, jednak ten nie był zachwycony:"To beznadziejne! Ilekroć zejdę poniżej 8000 obr/min, znika cała moc. Po czym nagle, kiedy już wrócę do 8000 obr/min, mocy nagle znów przybywa i ciężko utrzymać auto na prostej!"Po czym uciekł do Ferrari. Jakby tego było mało, ludzie finansujący BRM mieli dość ciągłych problemów z Type 15. Postanowiono wszystko sprzedać. Najlepsza oferta przyszła ze strony Alfreda Owena, z Rubery Owen Group.Louis Rosier przed José Froilán Gonzalezem na torze Albi w 1953 rokuNowy właściciel nadal zamierzał wystawiać auta z V16 w wyścigach. W 1953 roku, na podczas oczywiście niezaliczanego do mistrzostw Formuły 1, Grand Prix d'Albi udało się osiągnąć całkiem sensowny wynik. W kwalifikacjach, pierwsze miejsce zajął Juan Manuel Fangio. Również jadący BRM-ami Gonzalez i Ken Wharton, zajęli odpowiednio trzecią i czwartą pozycję. Fangio wygrał również jeden z krótkich wyścigów kwalifikacyjnych (taki format imprezy - były zarówno kwalifikacje jak i wyścigi kwalifikacyjne), tuz za nim dojechał Wharton, a Gonzalez był piąty. W wyścigu głównym zespołowi poszło już nieco gorzej - Wharton kompletnie rozbił swoje auto. Kierowca został wyrzucony z samochodu i jakimś cudem nie odniósł poważniejszych obrażeń.Rozbite auto Kena Whartona na Albi w 1953 rokuFangio zaś odpadł z rywalizacji przez pękniętą oponę, której kawałki uszkodziły piastę. Ale Gonzalez zdołał doprowadzić Type 15 na drugim miejscu, za 4,5 litrowym Ferrari, którym jechał Louis Rosier. Wyścig pokazał kolejny problem z autem BRM - straszliwie darło opony. Tylko na dwóch przednich kołach auta Gonzaleza zachował się jakikolwiek bieżnik (o slickach wtedy jeszcze nikt nie myślał) - obie tylne były zaś kompletnie zdarte. Nic dziwnego - samochód miał problemy z trakcją jeszcze na czwartym biegu. Nie przeszkadzało to jednak jego kierowcom zbliżać się do 300 km/h (!) na długich prostych francuskiego toru.Inny kierowca Ferrari w tym wyścigu, Alberto Ascari, wspomniał potem, że przez hałas jaki generowały BRM-y nie słyszał nawet własnego silnika.Silnika zaś możemy posłuchać także dziś - nagrano kiedyś płytę z jego dźwiękiem. Takie coś można było sobie potem kupić i odpalać w domu. Sir Stirling Moss, gdy się o tym dowiedział, był podobno zaskoczony że V16 wytrzymało tak długo bez awarii, by móc go nagrać. Inne nagranie z dźwiękiem BRM V16 znalazło się na płycie CD dołączanej do książki "Into the Red". Książka ta została napisana przez... Nicka Masona - perkusistę Pink Floyd, prywatnie właściciela jednego z zachowanych BRM-ów V16. Nagranie jest na YouTube - link.W każdym razie po wyścigu w Albi, do zespołu dołączył Tony Rudd, którego pewno pamiętacie z wpisu o silniku H16. Miał on pomysł, żeby zbudować krótszą i lżejszą wersję auta. Powstały dwa egzemplarze, jeden z nich przy wykorzystaniu części z rozbitego samochodu Whartona. Gotowe auta, nazwane Type 30, miały zmodernizowane tylne zawieszenie i były o 70 kg lżejsze od Type 15. Był też mniejszy bak paliwa - 190 litrów. Auto było krótsze od poprzednika o sześć caliBRM Type 30Brały one udział w wyścigach Formuły Libre w 1954 i 1955 roku i szło im tam całkiem nieźle. Choć konkurencja nie była przesadnie mocna - poważne zespoły skupiały się na Formule 1.BRM Type 30W każdym razie BRM-y Type 30 wygrały 16 z rozegranych 33 wyścigów - w tym czasie silnik V16 był już w stanie przejechać dystans wyścigu bez większych awarii.Kierowcami byli Ron Flockhart i Ken Wharton. Okazyjnie także Fangio i Parnell. Zaś w 1955 dołączył do zespołu Peter Collins. Poniżej wyniki wyścigów, które udało mi się znaleźć: Data Wyścig Wynik kierowców BRM 18.07.1953 GP Wielkiej Brytanii na torze Silverstone – wyścig Formuły Libre na 50 okrążeń Juan Manuel Fangio – II miejsceKen Wharton – III miejsce 25.07.1953 USAF Trophy na torze Snetterton Ken Wharton – I miejsce w wyscigu Formuły Libre, a także I miejsce w wyścigu USA Invitation 15.08.1953 International Charterhall, Szkocja Reg Parnell – wypadek podczas treningu, auto zbyt uszkodzone by brać udział w wyścigu, kierowca bez obrażeńKen Wharton – I miejsce i nowy rekord okrążenia 26.09.1953 Woodcote Cup na torze Goodwood – 5 okrążeń Juan Manuel Fangio – II miejsceKen Wharton – III miejsce 26.09.1953 Goodwood Trophy – 15 okrążeń Juan Manuel Fangio – nie ukończył przez awarię skrzyni biegówKen Wharton – II miejsce 03.10.1953 Wyścig na torze Castle Combe Ken Wharton – I miejsce 09.01.1954 GP Auckland, Nowa Zelandia Ken Wharton – miał problem z przebitym przewodem hamulcowym i dojechał na drugim albo trzecim miejscu, ciężko o dokładne źródło. Wiadomo, że w aucie działaly tylko tylne hamulce! 07.02.1954 Lady Wigram Trophy, Christchurch, Nowa Zelandia Ken Wharton – III miejsce prowadził przez większą część wyścigu, niestety na koniec musał zjechać do boksów po paliwo (albo naprawić usterkę w układzie paliwowym) 19.04.1954 Chichester Cup, tor Goodwood – 5 okrążeń Ken Wharton – I miejsce w Type 30Ron Flockhart – IV miejsce w Type 15 19.04.1954 Glover Trophy, tor Goodwood – 21 okrążeń Ken Wharton – I miejsce w Type 15 mimo uszkodzeń po wypadku z Maserati. Ostatni wyścig Type 15Ron Flockhart – IV miejsce w Type 30, miał problemy z silnikiem 24.04.1954 Wyścig na torze Snetterton Ron Flockhart – I miejsce 08.05.1954 Wyścig na torze Ibsley Ron Flockhart – I miejsce 31.05.1954 Wyścig Aintree 200 Ken Wharton – czwarty w wyścigu kwalifikacyjnym, w wyścigu głównym wypadł z trasyRon Flockhart – wygral wyścig kwalifikacyjny, trzeci w wyścigu głównym, stracił sporo czasu wypadając z trasy 05.06.1954 Whitsun Trophy na torze Goodwood Ron Flockhart – II miejsceKen Wharton – V miejsce 14.08.1954 Wyścig na torze Snetterton Ron Flockhart – III miejsce 28.08.1954 Hastings Trophy na torze Castle Combe Ron Flockhart – II miejsce 04.09.1954 Wyścig na torze Charterhall Ron Flockhart – odpadł po pierwszym okrążeniu po tym jak kamień wpadł do gaźnika 25.09.1954 Wyścig na torze Goodwood Ken Wharton – II miejsceRon Flockhart – wypadł z trasy na pierwszym okrążeniu 02.10.1954 Wyścig na torze Aintree Ken Wharton – odpadł z powodu wypadkuRon Flockhart – III miejsce, problemy z układem zapłonowym 11.04.1955 Chichester Cup na torze Goodwood Peter Collins – I miejsce 28.05.1955 Wyścig na torze Snetterton Peter Collins – prowadził przez 6 pierwszych okrążeń, odpadł w wyniku kolizji z dublowanym zawodnikiemRon Flockhart – II miejsce 13.08.1955 Wyścig na torze Snetterton Peter Collins – odpadł z powodu awarii półosi 03.09.1955 Wyścig na torze Aintree Peter Collins – I miejsce 02.10.1955 Empire News Trophy na torze Castle Combe Ron Flockhart – II miejsce Po sezonie 1955, szesnastocylindrowe auta BRM nie pojawiały się już na torze inaczej niż podczas przejazdów demonstracyjnych. W latach 60-tych jeden z takich przejazdów wykonał nawet słynny Graham Hill. W czasach obecnych BRM V16 można zobaczyć podczas imprez typu Goodwood Revival i Goodwood Festival of Speed: Powyższy egzemplarz znajduje się w posiadaniu National Motor Museum Trust - jego odbudowa była częściowo finansowana z datków od osób pasjonujących się historią BRM.A tu, w 1999 roku José Froilán Gonzalez jedzie BRM Type 15 podczas imprezy na torze Silverstone:BRM V16 był jedną z największych osobliwości Formuły 1. Pod wieloma względami auto wyprzedzało swoje czasy - użycie małego doładowanego silnika było wizjonerskim pomysłem, który powrócił na tory F1 dopiero pod koniec lat 70-tych w Renault i do perfekcji został rozwinięty w następnej dekadzie przez pozostałe zespoły. O turbodoładowanych autach z lat 80-tych pamięta wielu, o niewiele słabszym BRM zaś niemal wyłącznie miłośnicy absurdalnej motoryzacji.BRM Type 15, źródło - www.speedhunters.comMimo wszystko uważam, że to był na prawdę dobry samochód, choć wymagający dopracowania. Jak pokazał Fangio, w odpowiednich rękach stanowił bardzo silną konkurencję dla Ferrari. Niestety, auto padło ofiarą zmian przepisów i problemów wynikających z wizjonerskiej konstrukcji. Raymond Mays do końca swoich dni bronił tego pomysłu na silnik. Swoją drogą, może to właśnie z poczucia niewykorzystanej szansy, zespół BRM po latach wziął się za budowę absurdalnego silnika H16?A inna sprawa: potwornie skomplikowany, doładowany silnik o małej pojemności i dużej mocy charakteryzujący się ogromną awaryjnością. Czy nie tak wygląda wiele współczesnych aut osobowych? A mi się do niedawna wydawało że już od dawna w obecnie projektowanych autach nie korzysta się z pomysłów opracowanych na torach...

BMW Z4 sDrive20i GT Spirit - w barwach M dla Japonii

BMW Z4 sDrive20i GT Spirit - w barwach M dla Japonii

BMW przedstawiło kolejną serię specjalną Z4 dla Japonii. Auto zostało przygotowane z okazji zajęcia 1. i 2. miejsca przez wyścigową wersję GT3 niemieckiego roadstera w rundzie otwierającej tegoroczną BMW przedstawiło kolejną serię specjalną Z4 dla Japonii. Auto zostało przygotowane z okazji zajęcia 1. i 2. miejsca przez wyścigową wersję GT3 niemieckiego roadstera w rundzie otwierającej tegoroczną serię Super GT.Czytaj więcej w Autokult.pl

Fiat 500L Trekking 1,6 Multijet S&S - test

Fiat 500L Trekking 1,6 Multijet S&S - test

Rodzinny długodystansowiec, przednionapędowy crossover na weekendowe wypady czy miejska bulwarówka z modnym nagłośnieniem Beats? Fiat 500L Trekking to auto o wielu twarzach. Czy w licznych wcieleniach…Rodzinny długodystansowiec, przednionapędowy crossover na weekendowe wypady czy miejska bulwarówka z modnym nagłośnieniem Beats? Fiat 500L Trekking to auto o wielu twarzach. 

Szkoła Auto Škoda po 10 latach działalności

Szkoła Auto Škoda to jedna z najstarszych, a z pewnością największa szkoła doskonalenia techniki jazdy w Polsce. W tym roku obchodzi swoje 10 urodziny. Oto historia projektu.Czytaj więcej w Autokult.pSzkoła Auto Škoda to jedna z najstarszych, a z pewnością największa szkoła doskonalenia techniki jazdy w Polsce. W tym roku obchodzi swoje 10 urodziny. Oto historia projektu.Czytaj więcej w Autokult.pl

Volkswagen Cross Polo 1,2 TSI - galeria testowa

Volkswagen Cross Polo 1,2 TSI - galeria testowa

Volkswagen Cross Polo 1,2 TSI - test, opinia, spalanie, cena

Volkswagen Cross Polo 1,2 TSI - test, opinia, spalanie, cena

Jakie auta najczęściej kradną złodzieje? Zobacz najnowszy raport

Jeden z popularnych dzienników zdobył najnowsze dane od Komendy Głównej Policji. Okazuje się, że nieznacznie spada liczba kradzieży. Znamy też pojazdy, które cieszą się największym...Post Jakie auta nJeden z popularnych dzienników zdobył najnowsze dane od Komendy Głównej Policji. Okazuje się, że nieznacznie spada liczba kradzieży. Znamy też pojazdy, które cieszą się największym zainteresowaniem złodziei.Jak podaje dzisiaj Dziennik, w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2014 roku policja zarejestrowała 10 117 przestępstw polegających na kradzieży i kradzieży z włamaniem, których przedmiotem był samochód. Z tego udało się odzyskać aż 4063 aut. Dla porównania w tym samym czasie 2013 roku policja zarejestrowała 10 501 postępowań o kradzieże aut, a z odzyskano 2695 pojazdów osobowych, dostawczych i ciężarowych. Jest więc nieco lepiej, ale nieznacznie. A które auta najchętniej kradną złodzieje?Według danych z KGP nadal na czele stawki pozostaje Volkswagen Golf. Taki sam wynik uzyskał rok wcześniej jak i dwa lata temu. Drugie miejsce to małe zaskoczenie. Tam o jedno oczko w porównaniu z rokiem ubiegłym wskakuje Audi A4. Tym samym Volkswagen Passat musi zadowolić się trzecią pozycją.Jakie auta najczęściej kradną złodzieje w tym roku? Zobaczcie pełne zestawienie poniżej:1. Volkswagen Golf 2. Audi A4 3. Volkswagen Passat 4. Audi A6 5. Audi A3 6. Honda Civic 7. Volkswagen Touran 8. Seat Leon 9. Ford Mondeo 10. Toyota CorollaPost Jakie auta najczęściej kradną złodzieje? Zobacz najnowszy raport pojawił się poraz pierwszy w MotoDay.pl - Serwis motoryzacyjny..

Fiat Panda Cross - mini SUV

Panda Cross to prawdziwy uterenowiony maluch - auto sprawdzi się wszędzie tam, gdzie inne miejskie modele nawet nie próbują wjechać.Niewielka Panda potwierdza swą wydajność terenową nie tylko „bojowymPanda Cross to prawdziwy uterenowiony maluch - auto sprawdzi się wszędzie tam, gdzie inne miejskie modele nawet nie próbują wjechać.Niewielka Panda potwierdza swą wydajność terenową nie tylko „bojowym" wyglądem i powiększonym prześwitem. Auto zostało wyposażone w układ napędowy

Nie rzucający się w oczy, czyli test Volvo XC60 D3 150KM

Nie rzucający się w oczy, czyli test Volvo XC60 D3 150KM

XC60 to najchętniej wybierany model Volvo i to nie tylko w naszym kraju. Co takiego ma w sobie i dlaczego podbił tyle serc kierowców? Zapraszam na test najsłabszej jednostki z oferty czyli diesel 2.0 o mocy 150KM.Gdy zasiadłem za kierownicą testowego XC60 nie czułem się jakbym przykuwał uwagę wszystkich napotkanych kierowców i przechodniów. Odczucia takie, a nie inne ponieważ zanim dojechałem pod dom, po drodze spotkałem po prostu wiele XC60 zarówno tych starszych przed faceliftingowych sztuk tj. sprzed 2013 roku czy też dokładnie takich samych jak mój testowy egzemplarz. Nie jest to więc auto dla kogoś, kto chciałby się wyróżniać. Owszem, gdyby w testówce zamiast 17" felg widniały inne, dużo większe, zamiast czekoladą, nadwozie byłoby oblane krwistą czerwienią lub białym puchem to kto wie. Nie mniej jednak moja testówka miała po prostu przewozić pasażerów z punktu A do punktu B w wygodnych, komfortowych wręcz, a najważniejsze bezpiecznych warunkach - tak też niewątpliwie było. Zaraz jak tylko otworzymy drzwi to pierwsze co nam się rzuci w oczy to ich grubość. Czuć tą masywność i solidność. Jadąc tym autem czujemy się trochę jak w jakimś czołgu. Dzięki temu, że auto jest dość masywne daje nam to poczucie bezpieczeństwa. Jadąc myślimy sobie, że nawet jakby jakiś szaleniec próbował się dostać do wnętrza choćby przez boczne drzwi to albo mu trochę z tym zjedzie albo będzie to niemożliwe. Drzwi otwarte i teraz czas na zajęcie pozycji za kierownicą - tutaj kolejne pozytywne zaskoczenie. Pierwsze co sobie pomyślałem zanim usiadałem za sterami i chwyciłem za wieniec kierownicy to to, że pewnie znowu jakieś krzesełkowe, typowe suvowe czy inne minivanowe fotele znajdują się w środku. Pomyliłem się i dość szybko zrozumiałem, że w XC60 jest inaczej. Po dobraniu odpowiedniej dla siebie pozycji, ustawieniu lusterek, wyregulowaniu kierownicy (dość szeroki zakres) i opuszczeniu fotela standardowo maksymalnie w dół czułem się jakbym siedział w S60, a nie XC60. Pozycja podchodzi bardziej pod komfortowego zwłaszcza w trasie sedana niż suva, ale to dobrze. Im bliżej gleby tym bezpieczniej, lepszy środek ciężkości i suma sumarum lepiej czujemy auto podczas jazdy.Zaraz po tym jak pomyślałem ,,kurcze ale fajnie się tu siedzi" przyszedł czas, aby się trochę po pokładzie porozglądać. Zacząłem więc od zegarów. Niby taki minimalizm, niby tam jakiś komputer pokładowy na środku, ale to wszystko było, jest po prostu bardzo ładne. Czuć, że nie jedna głowa musiała pracować przy tym, aby to wszystko razem tworzyło, jedną spójną całość.Rozglądam się dalej. Środkowa część kokpitu charakterystyczna już dla Volvo od wielu lat tj. nieco pochylona listwa na której znajduje się wiele różnych przycisków do których jednak łatwo i szybko można się przyzwyczaić. Po kilku chwilach wpatrywania się w deskę rodem ze statku kosmicznego zdajemy sobie sprawę, że nauka tego co i gdzie się włącza właśnie się zakończyła. Przycisków multum, ale poukładane są w taki sposób, że bez trudu ustawimy, zmienimy, włączymy i wyłączymy nawet w trakcie jazdy to co po prostu chcemy. Tuż za tą pochyloną listwą niewielki schowek na przedmioty, które podczas jazdy nie będą nam potrzebne. Pasażer do dyspozycji ma sporych rozmiarów schowek ze źródłem światła. Wróćmy jednak do panelu dowodzenia. Generalnie sterujemy stąd wszystkim co znajduje się na pokładzie. Jest nawigacja, dobre nagłośnienie, które nie pierdzi nawet przy dość mocno basowo-bitowej konfiguracji. Jedyne czego mi brakowało z listy użytecznych dodatków to kamera cofania. Owszem, są czujniki parkowania i dobra widoczność co sprawia, że zaparkowanie tym sporym autem (464,4cm długośći x 212cm szerokości x 171,3cm szerokości) nie jest żadnym problemem czy wyzwaniem. Niestety kupując auto za tak duże pieniądze to coś takiego jak kamera, choćby jedna mogła by być umiejscowiona na tej tylnej klapie. Poza kamerą generalnie wszystko co przydaje się i wpływa na wygodę kierowcy i pasażerów znajdowało się na pokładzie.Potem zwracam uwagę na wykończenie. Niby szare, ale plastiki wszędzie bardzo ładnie uginają się pod palcami. Wydawać by się mogło także, że ten kawałek nad zegarami jest już twardy jak kamień, ale tu kolejne miłe w dotyku zaskoczenie - ten element tylko wygląda jakby był zrobiony z kamienia, a w rzeczywistości to miłe w dotyku, dobrze wyginające się tworzywo, dobrze wykończonej deski rozdzielczej.Jeśli chodzi o fotele to napiszę krótko - wygląd i design - raczej zaliczyłbym do tych lepszych z którymi dotychczas miałem do czynienia. Najciekawsze są zagłówki - wydają się bardzo sportowe, ale były także bardzo wygodne. Z przodu miejsca oczywiście pod dostatkiem nawet dla takiej dużej i wysokiej osoby jak ja (185cm wzrostu).Z tyłu jest już nieco gorzej choć nie do końca. Zazwyczaj tylne drzwi wykończone są z gorszych materiałów jak te z przodu - w XC60 materiały użyte do wykończenia wszystkich drzwi są takie same. Wróćmy jednak to ilości miejsca dla pasażerów. Po ustawieniu przedniego fotela pode mnie czyli wiadomo jaką osobę, miejsca generalnie przy kolanach czy nad głową nie brakowało. Czułem jednak jakby na szerokość trochę było go mało, ale to może tylko złudzenie, że trzech Albinów na tylnej kanapie siedzących obok siebie podróżujących w długiej trasie miało by mało miejsca na 4 czy tam w sumie swoje 12 liter czyt. mogłoby być ciasno.Nawiewów przy średniej wielkości środkowym tunelu nie znalazłem. Na szczęście i lepszą w zasadzie opcją od nawiewów gdzieś tam nisko pomiędzy nogami środkowego pasażera są te umiejscowione na bocznych słupkach. Każdy pasażer z tyłu doceni takie rozwiązanie zwłaszcza w upalne, letnie bądź też lodowate, zimowe dni. Volvo od zawsze kojarzy mi się z bezpieczeństwem. W testowym egzemplarzu w tylnej kanapie były dwa zintegrowane fotele dla najmłodszych. Rozłożenie tego przydatnego wynalazku zajmowało mniej czasu (jakąś sekundę góra dwie) niż zajęcie przez małego pasażera miejsca na nim.Nad głowami nie zabrakło również takich udogodnień jak źródło światła, a między nogami bez problemu podłączymy np. swój telefon za pomocą ładowarki samochodowej.Środkowy zagłówek na tyle sprytnie zaprojektowany, że w razie podróżowania w czwórkę lub też z mniejszym pasażerem na środku tylnej kanapy mógł być tak schowany, że nie przeszkadzał zarówno osobie siedzącej na środku kanapy jak i kierowcy, który nie tracił zakresu pola widzenia spoglądając w tylną szybę.Jeżeli otworzymy klapę bagażnika, a zrobić to możemy za pomocą przycisku umiejscowionego przy pilocie lub też wciskając guzik na tejże klepie, a nawet ewentualnie przycisk znajdujący się niedaleko kierownicy to ukaże nam się 495litrów pojemności bagażnika. Podłogę możemy podzielić za pomocą specjalnej podnoszonej do góry przegródki. Pod podłogą znajdziemy kolejne wydzielone skrytki i miejsce na koło dojazdowe ewentualnie zestaw naprawczy.Jeżeli 495litrów to mało, zawsze możemy powiększyć przestrzeń składając oparcie tylnej kanapy. Nie dość, że otrzymamy większą powierzchnię to będzie ona płaska co przyczyni się do łatwego i szybkiego przewozu nie tylko tych mniejszych ale i większych zakupów, bagaży i innych niezbędnych lub zbędnych przedmiotów.Gdy podniosłem przednią maskę moim oczom okazał się 4 cylindrowy, 16 zaworowy silnik diesla o pojemności 2.0 generujący moc 150KM oraz mający 350Nm. W testowym aucie był napęd na jedną, przednią tylko oś. Testówka posiadała także automatyczną ośmio stopniową skrzynię geartronic, która potrafiła to ciężkie auto rozpędzić do setki w dokładnie 10 sekund, czyli wynik dobry jak na tak dużego SUVa. Stado koni, które znajdowało się pod maską nie było bardzo paliwożerne i zadowalało się spokojnie 7 litrami średnio na 100km. Na plus jest duża pojemność baku, gdzie nalejemy 70litrów. Duży plus dla Volvo również za to, że w ofercie XC60 ma sporo silników, ale nawet ten najsłabszy spisywał się znakomicie.Wrażenia z jazdy. Auto, które nie rzuca się w oczy. Bezpieczne, masywne, minimalistyczne, wręcz eleganckie, przeznaczone dla kogoś spokojnego, zwłaszcza jeżeli zamierzamy zakupić je z silnikiem D3. Marka Volvo kojarzy mi się z czymś jeszcze  - z kulturą na drodze. Zresztą nawet w mojej skromnej czy nie ankiecie przeprowadzonej na blogu jakiś czas temu wskazaliście, że to właśnie Volvo najmniej dokucza innym na drodze. XC60 to auto, którym się wręcz płynie po tych naszych polskich nierównościach drogowych. Zawieszenie skutecznie eliminuje wszystkie niepotrzebne stuki, puki, huki, a nawet ten wiatr - jakość nie specjalnie go było słychać, nawet przy tych większych autostradowych prędkościach. Użytkownicy suvów chyba raczej nie sprawdzają swoich maszyn w terenie, ale przecież to nie jest segment w teren. XC60 to auto, które w miejskiej dżungli z prześwitem 23cm  radzi sobie z każdym krawężnikiem bez problemu. Szkoda tylko że jest takie drogie. Staruje od 150 tysięcy złotych. No ale cóż, za jakość trzeba płacić - taka natura ekonomii.AMStrefa Kulturalnej Jazdy

100 samochodów, które musisz poprowadzić przed śmiercią [cz. 4]

100 samochodów, które musisz poprowadzić przed śmiercią [cz. 4]

Rekord parkowania równoległego pobity po raz kolejny

Rekord parkowania równoległego pobity po raz kolejny

Chiński drifter Han Yue dokonał niesamowitego wyczynu. Wślizgnął się autem w miejsce parkingowe dłuższe od samochodu o jedynie 8 cm. Poprzedni rekord Guinessa należał do Brytyczyka Alastaira Moffatta.Chiński drifter Han Yue dokonał niesamowitego wyczynu. Wślizgnął się autem w miejsce parkingowe dłuższe od samochodu o jedynie 8 cm. Poprzedni rekord Guinessa należał do Brytyczyka Alastaira Moffatta. Wtedy odstęp wyniósł 8,6 cm.Czytaj więcej w Autokult.pl

Poznań Motor Show 2015 - galeria zdjęć z klasykami

Poznań Motor Show 2015 - galeria zdjęć z klasykami

Poznań Motor Show to nie tylko nowe samochody. To także auta klasyczne. W tym roku na targach znalazło się miejsce nie tylko dla legend PRL-u, ale i dla prawdziwych perełek światowej motoryzacji.CzytaPoznań Motor Show to nie tylko nowe samochody. To także auta klasyczne. W tym roku na targach znalazło się miejsce nie tylko dla legend PRL-u, ale i dla prawdziwych perełek światowej motoryzacji.Czytaj więcej w Autokult.pl

Używana Toyota RAV4 2,0 [1995-2000] - SUV na każdą kieszeń - poradnik kupującego

Używana Toyota RAV4 2,0 [1995-2000] - SUV na każdą kieszeń - poradnik kupującego

To już ostatnie z aut z cyklu „Używany SUV na każdą kieszeń". Tym razem sprawdzimy rynkowego pewniaka, czyli Toyotę Rav-4, która w swoim czasie zajmowała pierwsze miejsca w rankingach niezawodności. JTo już ostatnie z aut z cyklu „Używany SUV na każdą kieszeń". Tym razem sprawdzimy rynkowego pewniaka, czyli Toyotę Rav-4, która w swoim czasie zajmowała pierwsze miejsca w rankingach niezawodności. Jak takie auto będzie się spisywało po wielu latach eksploatacji i na co warto zwracać uwagę?Czytaj więcej w Autokult.pl

Ferrari F430 wbite pod ciężarówkę… [wideo]

Ferrari F430 wbite pod ciężarówkę… [wideo]

Ten incydent z udziałem czarnego Ferrari F430 miał miejsce na przedmieściach Miami. Włoskie auto z ogromną prędkością wbiło się pod ciężarówkę z naczepą. Na szczęście, 26-letni kierowca i jego dziewczTen incydent z udziałem czarnego Ferrari F430 miał miejsce na przedmieściach Miami. Włoskie auto z ogromną prędkością wbiło się pod ciężarówkę z naczepą. Na szczęście, 26-letni kierowca i jego dziewczyna wyszli z wraku tylko z niewielkimi obrażeniami. Policja informuje, że kierowca Ferrari był pijany i zostanie aresztowany. Źródło: NBC Miami

Auta typu SUV - wady i zalety [felieton]

Autokult

Auta typu SUV - wady i zalety [felieton]

Kiedyś nie do pomyślenia, dziś codzienność na drogach. Auta typu SUV to jeden z nowych sposobów na połączenie zalet kilku typów pojazdów, który w dodatku szybko znalazł uznanie i miejsce na…Kiedyś nie do pomyślenia, dziś codzienność na drogach. Auta typu SUV to jeden z nowych sposobów na połączenie zalet kilku typów pojazdów, który w dodatku szybko znalazł uznanie i miejsce na wielu domowych podjazdach. Co decyduje o jego popularności i czy rzeczywiście zalet jest więcej niż wad?

Jeep Grand Cherokee 3.0 CRD Overland Summit – Wayne Rooney wśród aut

Jeep Grand Cherokee 3.0 CRD Overland Summit – Wayne Rooney wśród aut

Test Hyundai IONIQ hybrid, czyli hybryda może się podobać

Test Hyundai IONIQ hybrid, czyli hybryda może się podobać

Hyundai był pierwszym producentem, który rozpoczął masową produkcję samochodów napędzanych wodorem. Do 2020 roku koreańska marka planuje zgromadzić w swojej ofercie 22 ekologiczne modele, w tym 12 hybryd, 6PHEV, 2 elektryczne oraz 2 wodorowe. Hyundai wjeżdża na parking z napisem ,,dbamy o ekologię" nowym modelem IONIQ, który będzie niebawem dostępny w 3 różnych wariantach napędu - elektryczny, hybrydowy typu plug-in oraz zwykły hybrydowy. Auto z głównego zdjęcia to klasyczna hybryda, która właśnie pojawiła się w ofercie Hyundai`ja. Czy IONIQ będzie mocnym, hybrydowym graczem na rynku?Jeśli chodzi o wygląd to moim zdaniem jest po prostu ładny i z pewnością będzie rzucał, rzuca się w oczy bardziej niż jego konkurencja. Czasem bywa tak, że marka wypuszczając nowy model na rynek opiera się na podzespołach, choćby płycie podłogowej na jakimś innym modelu. W przypadku IONIQ jest zupełnie odwrotnie. Jest to auto zbudowane na nowej, innej płycie podłogowej od pozostałych modeli Hyundai`ja. Najprawdopodobniej chodziło tutaj o to by uzyskać jak najniższe spalanie razem z jak najmniejszym oporem powietrza, który w przypadku IONIQ wynosi zaledwie 0,24.Wymiary. Auto posiada 447cm długości x 182cm szerokości x 145 wysokości. Prześwit w IONIQ wynosi 14cm, czyli standardowo jak na ten segment. Jeśli chodzi o wygląd to cały prezentuje się dość atrakcyjnie, zwłaszcza jak na hybrydę. Tyłek dość ładnie nakreślony, jak widać na powyższym zdjęciu kolor marina blue bez wątpienia jest jednym z ciekawszych w ofercie. Zintegrowany tylny zderzak który powiedzmy dzieli tylną szybę na dwie części dodaje sportowego akcentu. Niestety takie umiejscowienie zderzaka wydaje się jakby zabierało dość dużo pola widzenia. Tak pomyślałem, gdy IONIQa zobaczyłem pierwszy raz. Po przejechaniu kilkunastu kilometrów wcześniejsza teoria została obalona i w praktyce owszem, nieco mniej widać, ale nie wpływa to jakoś znacząco na bezpieczeństwo, zwłaszcza, gdy na pokładzie jest kamera cofania, z której obraz jest dość dobrej jakości, a pomocnicze linie bez problemu pomogą zaparkować nawet na ciasnym marketowym parkingu.Z przodu mamy bardzo duży grill na którym osadzono logo producenta - charakterystyczny wzór dla nowych modeli Hyundai`ja - generalnie chyba tylko ta część kojarzy mi się z innymi modelami. W aucie są biksenony HID otoczone ledami w kształcie litery ,,C", a niżej w zderzaku światła do jazdy dziennej - także ledy powiedzmy odwrócona litera ,,L". Hyundai chcąc odchudzić auto wykonał z aluminium część elementów,  takich jak maska, klapa bagażnika czy choćby zaciski hamulcowe oraz niektóre elementy zawieszenia.Wnętrze IONIQ`a jest wykonane z ekologicznych materiałów takich choćby jak pył wulkaniczny (plastikowe elementy). Tapicerka, która jest dość miła w dotyku i wygodna, gdzieś tam w swoim składzie posiada trzcinę - nie tylko ekolodzy są zadowoleni. Na pokładzie nie znajdziemy ostrych fajerwerków chociaż guzików i tak jest sporo - wszystko jednak dość ładnie poukładane tworząc elegancką spójną całość. Inne wnętrze jakie dotychczas można było spotkać w Hyundai`ju, ale to dobrze - inne auto od pozostałych modeli, więc niech się wyróżnia. Tu gdzie trzeba plastiki miłe w dotyku, delikatnie uginające się pod palcami. Na duży plus jest także spory wyświetlacz na konsoli środkowej.Cały ten system multimedialny zwłaszcza audio marki Infiniti, która to już nie pierwszy raz dostarcza ,,granie" do Hyundai`ja spisywał się świetnie nawet przy jakichś tam mocniejszych, bitowych utworach.  Nawigacja działała naprawdę szybko, bardzo przypadła mi do gustu, a dość intuicyjnie menu sprawiało, że wszystko co trzeba można było znaleźć i ładnie, a przede wszystkim czytelnie to wyglądało podczas słonecznego dnia. Z tego co się dowiedziałem to w IONIQu są mapy TomToma, które przez 10 lat będą podlegać bezpłatnej aktualizacji.Brak przepychu nie oznacza, że na pokładzie jest brak nowoczesności. Przy podłokietniku znajduje się miejsce wydzielone na ipada. Przy skrzyni biegów wyjście USB, AUX czy system bezprzewodowego ładowania telefonu, gdzie wystarczy położyć naszego smyrfona w wydzielonej skrytce, aby ten zaczął się ładować - sprawdzałem, działa jak należy.W IONIQ nie brakuje także takich systemów jak aktywny tempomat SCC, system autonomicznego hamowania AEB (również sprawdzone - działa nieźle), system ostrzegania w martwym polu BSD, a także system znany już z innych modeli marki, LKAS - utrzymanie auta w obrębie danego pasa ruchu, który w Hyundai`ju działał zawsze tak jak działać taki system powinien. Oczywiście to nie wszystkie cuda elektroniki, a jedynie nieliczne z tych o których myślę warto wiedzieć.Wieniec kierownicy z jednej strony dość masywny, ale w moim ulubiony kształcie litery D. Leżąc dobrze w dłoniach dawał pewne prowadzenie, a rozmieszczone guziki sprawiają, że ergonomia jest na wysokim poziomie.Tuż za kierownicą cyfrowy wyświetlacz TFT, który może różnie wyglądać w zależności od trybu jazdy (EKO lub SPORT). Co ważne równie dobrze czytelny jak nawigacja.Bagażnik w IONIQ posiada 443 litry pojemności. Wydaje się jakby niewiele, ale gdy popatrzymy na niego nieco dłużej uświadamiamy sobie, że sporo się tam może zmieścić. Można także złożyć oparcie tylnej kanapy co powiększy nie tylko optycznie przestrzeń załadunkową do 1505litrów. Podłoga wprawdzie nie jest płaska po złożeniu oparcia, ale litraż się zwiększa. Roleta bagażnika jest na prowadnicach, a na podłodze mamy siatkę tak aby nasze zakupy nie latały jak mucha po pustym polu.To co widać na tym powyższym zdjęciu to manualne otwieranie klapki wlewu paliwa - wystarczy pociągnąć i wlew się otwiera. Taki bajer jakby ktoś podjechał pod stację i zapomniał użyć przycisku przy kierownicy to zawsze może otworzyć bagażnik i pociągnąć za linkę.W bagażniku pod podłogą nie zabrakło także miejsca na ekstra koło, które to wiadomo,oby nigdy nikomu nie było potrzebne.Na  tylnej kanapie bardzo dużo miejsca pod warunkiem, że mamy do 180cm wzrostu. Mam 185cm i niestety nie mogłem się wygodnie wyprostować. Nowy Hyundai Ioniq nie jest specjalnie dużym autem, ale mimo to na środkowym niskim tunelu nie zabrakło nawiewów dla pasażerów siedzących z tyłu, którzy z pewnością docenią ich obecność nie tylko w te letnie gorące, ale także chłodne zimowe dni i noce. Podłokietnik na środku wygodnej kanapy (tym razem z ciekawości postanowiłem przejechać się z tyłu by sprawdzić odczucia pasażerów podczas jazdy nie tylko po równym asfalcie, ale także po nierównościach) sprawia, że 4 osoby średniej wielkości w bardzo przyzwoitych warunkach będą pokonywać nawet dalsze trasy. Z przodu jak to z przodu, zawsze lepiej. Zaczynając od plastików na drzwiach, a na wolnej przestrzeni dla kierowcy i jego pasażera obok kończąc. Fotele wygodne, ciut wyprofilowane więc nasze cztery litery nie są w bezładzie na zakrętach. Siedzi się dość nisko, a co ciekawe środek ciężkości znajduje się 3mm niżej niż jest to w aktualnym VW Golfie GTI.Sercem hybrydy są dwa silniki. Jeden z nich to spalinowy benzyniak o pojemności 1.6, 4 cylindrowiec generujący 105KM oraz 147Nm. Drugi, elektryczny (synchroniczny z magnesami stałymi) generuje 43,5KM oraz 170Nm. Łącznie daje nam to całkiem spory wynik. Ioniq posiada napęd na przednią oś. Ciekawostką jest tutaj także skrzynia - żaden tam bezstopniowy CVT, a dwusprzęgłowa automatyczna, sześciostopniowa DCT. Sprint do setki zajmuje 10,8 sekundy chociaż wydaje się jakby to było znacznie szybciej. Średnie spalanie przy takiej solidnej jeździe oscylowało w okolicach 5 litrów na 100km/h. Pojemność zbiornika paliwa to 45 litrów - wydaje się, że jest to niewiele, ale jeżeli będziemy jeździć eko to starczy na naprawdę spory dystans. Podczas jednostajnej prędkości moc jest dostarczana przez silnik elektryczny lub benzynowy w zależności od tego co w danej chwili jest bardziej efektywne. Hyundai w IONIQ`u zamontował akumulatory polimerowe, litowo-jonowe o wyższej gęstości, a zarazem wydajności.Podsumowanie. IONIQ pomimo tego, że jest nowym modelem to już na wstępie dobrze zaczął. Dużą przewagę będzie mu dawać dostępność 3 wariantów napędu. Klasyczna, bazowa hybryda, którą przyszło mi jeździć bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Dobrze wyciszona kabina uświadamiała mi zwłaszcza korku jak duże znaczenie ma hałas w naszym życiu. Na plus na pewno też jest zawieszenie, które dość dobrze tłumiło wszelakie nierówności i to nie tylko te chwilowe. Cennik IONIQ`a rozpoczyna się od 105 900, a najdroższa werjsa 124 900. Aktualnie jest jednak promocja w salonach i najtańszy IONIQ to wydatek 99 900zł. Do czego można się przyczepić? Za specjalnie nie ma do czego, ale na pewno jest to ta widoczność do tyłu chociaż eliminuje ją całkowicie kamera cofania. Można by dodać mały bagażnik, ale gdzieś ten silnik elektryczny i inne eko akumulatory trzeba było poupychać kosztem czegoś innego. Minusik także za to, że miejsca na tylnej kanapie przeznaczone są dla osób do 180cm wzrostu - rozumiem, że musi być jak najbardziej opływowy kształt itd, ale o minusach, nawet tych niewielkich wspomnieć muszę. Czy cena też jest minusem? Rzecz względna, bo dobre auto musi kosztować, a na tle konkurencji źle na pewno nie jest. Jednym z atutów IONIQ`a poza niskim spalaniem to zawieszenie, które doskonale radzi sobie na naszych nie zawsze pięknych, polskich drogach. Nabywając IONIQ otrzymujemy 5-letnią gwarancję bez limitu kilometrów. Na baterię oraz na zespół napędowy jest 8lat gwarancji lub 200 000km. AMStrefa Kulturalnej Jazdy

News: nowy sedan Fiata

News: nowy sedan Fiata

Ostatnimi czasy aktualizacje są rzadsze, bo walczę z zamocowaniem foteli kubełkowych do E36. Ogólnie jeśli ktoś się nad tym zastanawia, to szczerze odradzam - droga przez mękę, nic nie pasuje, gotowe adaptery nadają się na złom, a zrobienie wszystkiego tak, by fotel kierowcy był faktycznie naprzeciw kierownicy jest wybitnie trudne.W każdym razie dziś krótki news. Otóż Fiat ogłosił, że powstanie nowy sedan. 10 lat temu taka informacja nie wzbudziłaby sensacji. Obecnie, gdy jedynymi nowościami są SUVy i crossovery, każde auto należące do któregoś z "tradycyjnych" segmentów rynku zasługuje na uwagę.W skąpych, jak na razie, informacjach od Fiata wyczytać można, że auto będzie zupełnie nowym modelem. Czyli najprawdopodobniej powstanie na płycie podłogowej modelu 500L. Podejrzewa się, że pod maskę trafią m.in. silniki benzynowe 1.4 turbo i diesel 1.3.A dlaczego sedan? Ano dlatego, że głównym rynkiem zbytu dla nowego Fiata ma być Turcja, a sam samochód ma powstawać w zakładach Tofas. Turcy pod względem gustu motoryzacyjnego są nieco podobni do Polaków w latach 90-tych - wszystko musi być sedanem. Jak nie ma wersji sedan, to nikt tego nie kupi. I nikogo nie obchodzi, że hatchbacki są bardziej praktyczne - sedan to jest limuzyna, a limuzyna to prestiż! I przez najbliższe lata żadnemu marketingowcowi raczej nie uda się wmówić Turkom, że SUV to jeszcze większy prestiż.Mimo wszystko, sprzedaż nowego Fiata nie będzie ograniczona do rynków Bliskiego Wschodu. Auto ma być oferowane także w Europie. Będzie stanowić konkurencję dla Citroena C-Elysee i Peugeota 301. Biorąc pod uwagę, że nie pamiętam, bym kiedykolwiek spotkał któreś tych aut na ulicy, to do pokonania Francuzów wystarczy jeśli Fiatowi uda się znaleźć tu klienta na choć jednego nowego sedana.Sprzedaż auta ma ruszyć w październiku. Oficjalna prezentacja zaś ma mieć miejsce na salonie samochodowym w Stambule. Póki co opublikowano tylko jeden obrazek, przedstawiający fragment tyłu. Na autoevolution.com znalazłem zdjęcia zamaskowanego prototypu, ale nie sposób stwierdzić, czy przód jest, jak zwykle, od 500-tki.Swoją drogą ciekawe, jest to pierwszy od dłuższego czasu Fiat, na premierę którego czekam z zainteresowaniem. W sumie przerażające jest to, że ostatnie ciągłe premiery SUVów doprowadziły mnie już do tego, że włoski sedan, produkowany w Turcji wydaje się pasjonujący.

Znamy największego producenta samochodów na świecie

Oto najnowsze wyniki sprzedaży aut za rok 2014. Rywalizacja miedzy trzema koncernami jeszcze nigdy nie była tak zacięta. Wszyscy producenci aut w końcu podsumowali rok...Post Znamy największego producOto najnowsze wyniki sprzedaży aut za rok 2014. Rywalizacja miedzy trzema koncernami jeszcze nigdy nie była tak zacięta.Wszyscy producenci aut w końcu podsumowali rok 2014. Na pierwszym miejscu z największą liczbą sprzedanych pojazdów znalazła się Toyota. To piąty rok z rzędu kiedy to japoński producent znajduje się na szczycie listy. W sumie Toyota sprzedała na całym świecie 10,23 mln samochodów, czyli o 3 procent więcej niż w 2013 roku. W skład całego koncernu wchodzą takie marki jak Toyota, Lexus, Daihatsu i Hino.Druga pozycja przypadła Volkswagenowi. Niemiecki producent sprzedał w sumie 10,14 mln, zatem niewiele mu brakuje do pozycji lidera. Warto jednak dodać, że Volkswagen posiada w ramach koncernu więcej marek niż Toyota, a mianowicie: VW, Audi, Porsche, Skoda, Seat, Lamborghini, Bentley, Bugatti oraz Scania. Wiele z nich to też marki luksusowe, które nie sprzedają się tak dobrze jak chociażby dwie pierwsze. Co ciekawe, Volkswagen nie rezygnuje z ambitnych planów i już do 2018 roku chce wskoczyć na pierwszą pozycję.Na trzecie miejsce zasłużył z kolei amerykański General Motors, który posiada takie marki jak Opel, Cadillac i Chevrolet. Udało mu się sprzedać 10 milionów aut. To pierwszy taki wynik tego producenta od założenia firmy. Co jednak interesujące, zanim Toyota stała się liderem sprzedaży, to właśnie GM królował w zestawieniu i to przez prawie 80 lat. Niestety nieco ponad 6 lat temu firmę dotknął ogromny kryzys finansowy, co wiązało się ze zwolnieniami tysięcy pracowników koncernu i zmniejszeniu liczby produkowanych samochodów. Później sporo pieniędzy w GM zainwestował rząd USA i jak widać po kilku latach pomoc państwa przynosi efekty.Post Znamy największego producenta samochodów na świecie pojawił się poraz pierwszy w MotoDay.pl.

Felgi aluminiowe - jak poprawnie o przygotowac je do sezonu letnigo

Wielkimi krokami zbliża się termin zmiany kół zimowych na letnie. Już niedługo większość właścicieli założy na swoje auta, wraz z letnim ogumieniem, piękne i ozdabiające auto felgi aluminiowe. Ale co Wielkimi krokami zbliża się termin zmiany kół zimowych na letnie. Już niedługo większość właścicieli założy na swoje auta, wraz z letnim ogumieniem, piękne i ozdabiające auto felgi aluminiowe. Ale co zrobić aby te felgi faktycznie ozdabiały, a nie czyniły auto brzydkim? Jak przygotować je do sezonu, aby pięknie lśniły i łatwo się czyściły?Czytaj więcej w Autokult.pl