Mazda2 – pełna sprzeczności

Marek o samochodach

Mazda2 – pełna sprzeczności

Suzuki Celerio – Suzuki albo… BMW E92?

Marek o samochodach

Suzuki Celerio – Suzuki albo… BMW E92?

KIA Sorento – czy potrzebny Ci AWD?

Marek o samochodach

KIA Sorento – czy potrzebny Ci AWD?

Sprzedam, nie będę robił

Marek o samochodach

Sprzedam, nie będę robił

Toyota Auris – środek transportu

Marek o samochodach

Toyota Auris – środek transportu

Modułowe płyty podłogowe, bezpieczeństwo aktywne oraz bierne, autonomiczne prowadzenie. Tak wygląda zawartość mojej skrzynki mailowej. Toyota Auris doskonale wpisuje się w trend motoryzacyjnej szarości. I bardzo dobrze, bo przecież chcesz środek transportu, a nie samochód. „Nissan IDS Concept: wizja przyszłości samochodów elektrycznych i jazdy autonomicznej według Nissana”, „Audi wdroży system autonomicznego parkowania w pobliżu Bostonu”, „Volvo Concept 26 – autonomiczne auto przyszłości”, „Audi RS 7 piloted driving concept bije rekord autonomicznej jazdy na hiszpańskim torze wyścigowym”, „Autonomiczny przejazd prototypowego pojazdu PSA Peugeot Citroën”. To tytuły wiadomości poświęconych autonomicznym pojazdom z ostatnich dwóch miesięcy. Starszych nie mam, bo staram się czyścić skrzynkę mailową z informacji, których już nie wykorzystam. Nad autonomicznymi pojazdami pracują wszyscy i za 5-10 lat wszyscy będziemy mogli sobie taki samochód kupić. Do rozwiązania pozostały jeszcze kwestie prawne, które już teraz zaprzątają głowy adwokatów w serialu Żona Idealna (S07E07 uwaga! spoiler) i komunikacji autonomicznych samochodów z otoczeniem. Prawdopodobnie będzie to kombinacja połączeń pojazdów z infrastrukturą drogową, innymi pojazdami i ludźmi. Google opatentował już nawet sygnalizację. Wyobrażam sobie, że w Rolls-Roysie statuetka Spirit of Ecstasy przemówi do przechodnia: „Szanowna Pani/Szanowny Pan raczy być łaskaw przejść teraz po zebrze, albowiem panu memu śpieszno na spotkanie i nie chciałby Państwa potrącić, co prowadziłoby do ciągnącej się latami sprawy sądowej z licznymi apelacjami.” No i jeszcze okres przejściowy, w którym zaprogramowane, by przestrzegać przepisów drogowych samochody autonomiczne będą musiały się stykać z polskimi kierowcami (NSFW). Podobno rozważane są różne wersje oprogramowania na różne rynki, bo inaczej prowadzi praworządny Niemiec, a inaczej wyluzowany Włoch. Ale ja kupuję ideę autonomicznego samochodu, nawet jeśli oznacza to podcinanie gałęzi, na której siedzę. Samochód jako wymagające koncentracji narzędzie służące do codziennych dojazdów do pracy i na zakupy nie ma sensu. Dwie godziny dziennie w korkach wolę przeznaczyć dla rodziny. Co innego samochód, który dostarcza mi rozrywki na torze, albo na krętych drogach z dala od ludzi. W tej kwestii mój sprzeciw budzą plany wyścigów autonomicznych samochodów. Ale to zupełnie inna bajka. Na co dzień wsiadam za kółko do bliżej nieokreślonej szarej puszki i muszę przemieścić się z A do B. I taka właśnie jest Toyota Auris. Obejrzyj też testy Toyoty Auris sprzed liftingu. Toyota Auris hatchback. Toyota Auris kombi. Artykuł Toyota Auris – środek transportu pochodzi z serwisu wieruszewski.com.

Odcinkowy pomiar prędkości, czyli co tak jedziesz jak pizda

Marek o samochodach

Odcinkowy pomiar prędkości, czyli co tak jedziesz jak pizda

Chris Harris vs. Abstrachuje

Marek o samochodach

Chris Harris vs. Abstrachuje

Mazda6 AWD – nie zepsuli (test)

Marek o samochodach

Mazda6 AWD – nie zepsuli (test)

Zakupy z Volvo On Call – takie rzeczy tylko w Szwecji

Marek o samochodach

Zakupy z Volvo On Call – takie rzeczy tylko w Szwecji

Toyota Mirai – za to z Tobą wypiję

Marek o samochodach

Toyota Mirai – za to z Tobą wypiję

Człowiek pojedzie na poważną prezentację, wypije szklankę wody i od razu robią mu zdjęcia. Normalnie #JeSuisKwaśniewski Ale tak na poważnie, to w Polsce po raz pierwszy pojawiła się Toyota Mirai – samochód zasilany wodorem. Gdyby ktoś mnie spytał, jaka technologia w motoryzacji najbardziej mnie dziś interesuje, ogniwa paliwowe zasilane wodorem nawet nie przyszłyby mi do głowy. Nie dlatego, że nie wiem o ich istnieniu, ale dlatego, że mieszkamy w Polsce – kraju, w którym właśnie ogłoszono ratowanie kopalń do samego końca – naszego lub ich. Tymczasem kolejne firmy stawiają na samowystarczalność, zamawiając energię zastrzegają w kontraktach, że ma to być energia ze źródeł odnawialnych. Jak mamy być krajem nowoczesnych technologii, skoro okopujemy się z paliwem do starych lokomotyw? Dlatego myśląc o nowych technologiach prędzej widzę nad Wisłą autonomiczne samochody. Chociaż i te pewnie będą zajeżdżać sobie drogę, a rozmawiające z infrastrukturą i między sobą nawzajem pojazdy będą sobie wysyłać obelgi. A na końcu takie auto trafi do magika, który wytnie całą tę ekologię, DPFy i inne syfy, żeby samochód mógł zapierdalać tanio i bez oglądania się na innych. Przecież te spaliny mnie nie dotyczą. Zostawiam je za sobą. O co chodzi więc z pojawieniem się w Polsce samochodu zasilanego wodorem? Toyota Mirai pojawiła się w Polsce przy okazji konferencji poświęconej europejskiemu projektowi HIT-2-Corridors. Projekt powstał w celu zbudowania w Europie zintegrowanej sieci infrastruktury tankowania wodoru. Jednym z omawianych zagadnień będą perspektywy rozwoju tej technologii na polskim rynku. Konferencja odbyła się w siedzibie Instytutu Transportu Samochodowego w Warszawie. Mirai jest pierwszym samochodem seryjnym Toyoty wykorzystującym wodorowe ogniwa paliwowe. Pobierany z baku wodór podlega reakcji z tlenem, dając prąd służący do zasilania silnika elektrycznego. Tankowanie Mirai trwa 3 minuty, a zasięg to 500-700 km. Mirai nie emituje żadnych spalin, a jedyne co wydobywa się z samochodu to woda. Teraz czekam, kiedy producenci samochodów usprawinią odzyskiwanie wody z samochodów zasilanych wodorem. Artykuł Toyota Mirai – za to z Tobą wypiję pochodzi z serwisu wieruszewski.com.

Fiat 500X – test terenowego Cinquecento

Marek o samochodach

Fiat 500X – test terenowego Cinquecento

Do pracy na rowerze. I samochodem

Marek o samochodach

Do pracy na rowerze. I samochodem

Renault Kadjar – ostatni test Renault na dłuższy czas

Marek o samochodach

Renault Kadjar – ostatni test Renault na dłuższy czas

Warsaw Moto Shore – będą cycki i bankiet

Marek o samochodach

Warsaw Moto Shore – będą cycki i bankiet

Kochani, mam jedyną i niepowtarzalną szansę na zdobycie prestiżowej statuetki Motoryzacyjnego Blogera Roku 2015. Właśnie dostałem wiadomość od prodżekt menedżera targów Warsaw Motor Show. Targi odbędą się od 20 do 22 listopada 2015 roku na terenie Warsaw Expo (jak sama nazwa wskazuje, w Nadarzynie). W wydarzeniu wezmą udział dealerzy światowych marek samochodów, a także właściciele serwisów samochodowych z całego kraju. Podczas wystawy odbędzie się panel dyskusyjny na temat rozwoju motoryzacji w 2015 r., który zakończy się konkursem na Motoryzacyjnego Blogera Roku 2015. Nagrodą główną w konkursie będzie statuetka Motoryzacyjnego Blogera Roku 2015 oraz wyjazd na Targi Autosport International w Birmingham (Wielka Brytania) w dniach od 14 do 17 stycznia 2016 roku wraz z zespołem Arrinera. Nagroda zostanie przyznana blogerowi, który napisze najlepszą zapowiedź  targów Warsaw Moto Show na swojej stronie internetowej. Dodatkowo dostałem zaproszenie na Dzień Zamknięty 20 listopada, w czasie którego odbędzie się Gala Auto Świat, Wybory Miss World Expo 2015 oraz bankiet. Innymi słowy będą cycki i bankiet. Przybywajcie! Artykuł Warsaw Moto Shore – będą cycki i bankiet pochodzi z serwisu wieruszewski.com.

Ben Collins – Jak prowadzić (materiał sponsorowany)

Marek o samochodach

Ben Collins – Jak prowadzić (materiał sponsorowany)

Honda Jazz – tak. CVT – nie. Test.

Marek o samochodach

Honda Jazz – tak. CVT – nie. Test.

Co może pójść nie tak? (materiał sponsorowany)

Marek o samochodach

Co może pójść nie tak? (materiał sponsorowany)

KIA cee’d po faceliftingu – downsizing FTW! (test)

Marek o samochodach

KIA cee’d po faceliftingu – downsizing FTW! (test)

Dostałem mandat i punkty, bo jechałem za wolno

Marek o samochodach

Dostałem mandat i punkty, bo jechałem za wolno

Brałem dziś udział w kolizji. Zwykła stłuczka, której byłem sprawcą. W związku z tym zostałem ukarany mandatem w wysokości 250 złotych i sześcioma punktami. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że kolizji mogłem uniknąć, jadąc niezgodnie z przepisami. Na pierwszy rzut oka sprawa prosta: wjeżdżam na rodno za szarym crossoverem. Crossoverowi drogę zajeżdża bure Seicento. Crossover hamuje i unika zderzenia z Seicento. A ja czuję pod nogą pracę ABSu i czekam, aż samochód z łaski swojej się zatrzyma. Zatrzymał się o 10 cm za daleko, na zderzaku crossovera. Jechałem samochodem testowym, więc kontrolnie wzywam policję. Porządek w papierach musi być. Bez względu na ustrój. Moja wina, bo w końcu to ja przydzwoniłem. Czyli nie zachowałem bezpiecznego odstępu. Luzujemy się i każdy odjeżdża w swoją stronę. Ale… To, co teraz napiszę, jest czystą demagogią godną Janusza Korwin-Mikkego i Adriana Zandberga rozprawiających na temat idealnego modelu gospodarczego dla Polski. Ale na potrzeby tego wpisu zabawmy się w coś, co po angielsku nazywa się willing suspension of disbelief, a po polsku tłumaczone jest jako dobrowolne zawieszenie niewiary. Skąd wziął się przede mną szary crossover? Szary crossover wyprzedził mnie ze 100 metrów przed rondem, zajeżdżając mi drogę i zmuszając do wcześniejszego hamowania. Szary crossover wyprzedził mnie, bo na 40 jechałem raptem 60. Mogłem dodać gazu i uniemożliwić zajechanie mi drogi. Albo mogłem jechać tam 80 i przejechałbym przez rondo, zanim bure Seicento w ogóle by do niego dojechało. Ale jechałem za wolno jak na polskie warunki. I trzymałem przed sobą zbyt duży dystans (eco driving się kłania). I jak zwykle ktoś poczuł się w obowiązku do wykorzystania tej luki, bo przecież jemu/jej się spieszy po dziecko do szkoły. Przyjmując mandat, podzieliłem się z policjantką swoimi spostrzeżeniami. Wzruszyła ramionami i powiedziała: „Może jechał pan za wolno.” Opowiadam o tym z rozbawieniem, jakie powstaje po puszczeniu bąka w towarzystwie. Niby wszyscy się uśmiechają, ale wewnątrz krzyczą WTF!?! Nie jestem święty, nie jeżdżę zgodnie z przepisami, ale jak widać przekroczenie ograniczenia o 50 procent to nadal za mało, żeby zadowolić innych uczestników ruchu. Jadąc zgodnie z przepisami narażam się tylko na niebezpieczeństwo, bo przede mną i tak jednemu będzie spieszno, a drugi skręci ze złego pasa. A wszystko i tak będzie się działo przed moją maską, bo skoro mam dwie długości przed sobą, to zmieszczą się tam trzy samochody. I jak ja mam z ręką na sercu mówić ludziom, że na drodze warto być kulturalnym i jechać zgodnie z przepisami? Ja się mogę zmienić. A Wy? Artykuł Dostałem mandat i punkty, bo jechałem za wolno pochodzi z serwisu wieruszewski.com.

Lexus NX 200t – test

Marek o samochodach

Lexus NX 200t – test

Saab może znów jeszcze trochę żywy

Marek o samochodach

Saab może znów jeszcze trochę żywy

Jak wybrać nowy samochód?

Marek o samochodach

Jak wybrać nowy samochód?

BMW Serii 7 G12 – badam z tyłu i z przodu

Marek o samochodach

BMW Serii 7 G12 – badam z tyłu i z przodu

smart fortwo – słuszna koncepcja z dużym ALE

Marek o samochodach

smart fortwo – słuszna koncepcja z dużym ALE

Skoda Superb Combi – brać?

Marek o samochodach

Skoda Superb Combi – brać?

Toyota Avensis – krótko i na temat

Marek o samochodach

Toyota Avensis – krótko i na temat

Czego pragną kobiety?

Marek o samochodach

Czego pragną kobiety?

SsangYong Tivoli (test) – I luv it?

Marek o samochodach

SsangYong Tivoli (test) – I luv it?

Syrena kojarzy się z bajkami Disneya

Marek o samochodach

Syrena kojarzy się z bajkami Disneya

Jaguar XE – ani Jaguar, ani BMW

Marek o samochodach

Jaguar XE – ani Jaguar, ani BMW