Były nieprzekupne, praktycznie nieomylne, złapały każdego który się wychylił. Niestety nadeszły ciężkie czasy. Przegrały starcie z piratami i zostały zawinięte w plastikowe worki. Dziś są bezużyteczne i nikt ich nie chce - fotoradary.

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Były nieprzekupne, praktycznie nieomylne, złapały każdego który się wychylił. Niestety nadeszły ciężkie czasy. Przegrały starcie z piratami i zostały zawinięte w plastikowe worki. Dziś są bezużyteczne i nikt ich nie chce - fotoradary.

Nic więc dziwnego, że w miejscach, gdzie fotoradary to już tylko metalowe, nieczynne budki kierowcy czują się bezkarnie przekraczając prędkość.Znowu sprawdza się moja teoria, że kultury inaczej jak siłą czyt. przepisami i mandatami nie nauczymy się. Z drugiej strony czy kultura na siłę to jeszcze kultura?Od 1 stycznia 2016 roku Straże Miejskie i Gminne utraciły prawo do kontroli prędkości. Z dniem 1 stycznie blisko 400 fotoradarów ustawionych zostało w pozycji OFF. Pewnie większość się cieszy, bo większość po prostu przelatywała na trasie i niestety musiała zwolnić w tych przeważnie niebezpiecznych miejscach. Wystarczyć postawić się przez chwile myślami na miejscu mieszkańców wokół fotoradarów. Dla Was to ,,przymusowe" hamowanie w niebezpiecznym miejscu,a dla nich - szansa na w miarę bezpieczne przejście na drugą stronę jezdni. Niestety bezpieczeństwo się skończyło. Mieszkańcy będą wspominać aktywne fotoradary w pozytywnych aspektach. Podejrzewam, że długo jeszcze będą wspominać o ile nie zawsze.Jak już wiecie śledząc mojego bloga, od jakiegoś czasu mieszkam w Warszawie. Jeżdżąc często na trasie Kielce - Warszawa mogłem zaobserwować jak to wszystko na S7 się zmieniło i zmienia na przełomie ostatnich kilku dobrych miesięcy. Na początku, kiedy tylko fotoradary były aktywne tuż przed wjazdem do Warszawy od strony Radomia kilka razy ,,trzeba było" zwolnić. Po 1 stycznia kierowcy na chwilę naciskali pedał hamulca w obawie, że ten worek może zleciał, może to tylko tak chwilowo. Odruchowo dawali po heblach, aż do momentu gdy zobaczyli, upewnili się, że faktycznie dziś ten worek też tam wisi - i tak przez miesiąc, dwa. Po kilku miesiącach kiedy już wiadomo, że fotoradary są nieaktywne i nikt ich nie chce to przecież nic się nie stanie jak te bezpieczne 30 czy 40km/h będę leciał więcej. Przecież tu wszyscy teraz tak jeżdżą, a ja zamulać nie zamierzam.Już teraz w miejscu gdzie jest 70km/h i kiedyś był aktywny fotoradar, spróbuj jechać dozwoloną prędkością to zaraz za Tobą ustawi się sznurek zakochanych fanów w twoim tylnym zderzaku, którzy psychicznie i mentalnie będą chcieli Cię rozjechać by pokazać, że dobry kierowca to szybki kierowca co jest gówno prawdą:)ITS przeprowadziło badania i w tych miejscach, gdzie kiedyś aktywny fotoradar pilnował bezpieczeństwa dziś ponad 70% kierowców przekracza dozwoloną prędkość. Co ciekawe, w niektórych miejscach pomiarowych niestety aż 45% kierowców przekroczyło prędkość o więcej niż 10km/h. Najlepsze na wjeździe do nowego Dworu Mazowieckiego - to ten ustawiony niegdyś w rejonie przejścia dla pieszych - w ciągu doby prędkość o więcej niż 10km/h przekroczyło aż 3302 kierowców! (33% ogółu). Dlaczego fotoradara nikt tam teraz nie chce? Bo jak był aktywny to wystawiali tylko 4 mandaty dziennie :)Kultura na siłę to nie kultura. Wychodzi czarno na białym, że kulturę i bezpieczeństwo na drodze większość kierowców ma głęboko w poważaniu - niestety. Niestety też inaczej jak wysokimi mandatami, wieloma punktami kierowców nauczyć kultury bardzo ciężko. Zresztą, jest wiele miejsc, gdzie nie wolno parkować lub parkować bez uprawnień a buce i tak się zawsze znajdą.AMStrefa Kulturalnej Jazdy

CMP #3 Kamieniołom Mogiłki nieopodal Kielc

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

CMP #3 Kamieniołom Mogiłki nieopodal Kielc

Kolejne miejsce, które warto zobaczyć znajduje się nieopodal Kielc jadąc w kierunku Łodzi. Jeżeli jedziemy od strony Kielc to zaraz jak tylko skończy się nam pod kołami obwodnica i dotrzemy do pierwszej sygnalizacji świetlnej w Kostomłotach Drugich, uderzamy na zielonym w prawo. Po nieco ponad kilometrze przebytej drogi przez miejscowość, skręcamy w prawo i drogą polną między domami docieramy do kamieniołomu Mogiłki.CMP #3 Kamieniołom Mogiłki nieopodal KielcGdzie dokładnie? Kilka kilometrów od granicy miasta Kielce jadąc w kierunku Łodzi  LINK GOOGLE MAPSCo można zobaczyć? Zaraz po tym jak pokonamy kilkaset metrów polną drogą ukazuje nam się kamieniołom Mogiłki. Na zdjęciach wprawdzie sporych rozmiarów Outlander, ale dostać się tam można praktycznie każdym samochodem.Kamieniołom jest nieczynny od dawna. Przestał funkcjonować w latach dziewięćdziesiątych oczywiście poprzedniego wieku. Wydobywano tutaj wapienie górnego dewonu. Na miejscu znajdziemy pięknie uformowane, wysokie, nawet dziesięciometrowe ściany, które rozciągają się na ponad 100 metrów długości. Od napotkanych osób zdążyłem się zorientować, że dopiero od jakiegoś czasu ta miejscówka jest w takim pięknym, czystym stanie. Wcześniej było tu nielegalne wysypisko śmieci, więc poza żyłami barytu i kalcytu, nawet miedzi można spotkać akcesoria rtv agd:D. Cena? Parking bezpłatnyToalety? BrakAMStrefa Kulturalnej Jazdy

Sokoli wzrok na drodze. Jak wybrać  lusterka motocyklowe?

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Sokoli wzrok na drodze. Jak wybrać lusterka motocyklowe?

Od tego, co widzimy na drodze podczas jazdy, zależy nasze zdrowie i życie. Dzięki dobrej widoczności mamy większe szanse na uniknięcie wypadku oraz dłuższy czas na reakcję. Radzimy, jak odpowiednio dobrać lusterka motocyklowe, aby zwiększyć bezpieczeństwo własne i innych uczestników ruchu.Dwa czy jedno lusterko motocyklowe? Nie zawsze jest tak, że lusterka od producenta motocykla spełniają swoje zadanie. Nierzadko spotyka się maszyny, które posiadają tylko lewe lusterko. W myśl polskich zasad ruchu drogowego, w przypadku motocykli pojedyncze powinno wystarczyć. Trzeba jednak pamiętać, że każdy kierowca jest tylko człowiekiem, dlatego należy być przygotowanym na różne sytuacje. Dobranie pełnej pary lusterek jest w tym przypadku najrozsądniejszym wyborem. Może się okazać, że na wielopasmowej drodze oraz w wyjątkowo zatłoczonych miejscach drugie lusterko bardzo się przyda. Prędkość: podstawowe kryterium wyboru lusterka Na wybór kształtu lusterka motocyklowego powinien wpłynąć nie wygląd, ale prędkość z jaką porusza się nasz jednoślad. Wiadomo, że im szybsza jest maszyna, tym bardziej opływowych akcesoriów wymaga. Wraz z parą odpowiednio wyprofilowanych lusterek może też iść przednia szyba (o ile możliwy jest jej montaż), która także poprawi jakość jazdy.  Warto tez pamiętać, że lusterka mocowane są na ruchomych elementach, dzięki którym można je ustawić pod odpowiednim kątem. Wybór dłuższych wysięgników do szybszego motocykla będzie kłopotliwy, ponieważ opór powietrza podczas jazdy będzie zmieniał pozycje naszych lusterek. Tego problemu nie mają użytkownicy cięższych i wolniejszych maszyn, którzy mogą do woli przebierać w wysokości i kształcie lusterek. Wraz z wyborem modelu na krótszych wysięgnikach, zwiększymy pole widzenia poprzez zastosowanie tzw. luster sferycznych z lekko wygiętym zwierciadłem.  Zadbaj o własną widoczność na drodze Aby zachować pełnię bezpieczeństwa na drodze powinniśmy zadbać nie tylko o nasze pole widzenia, ale także by inni kierowcy widzieli nas. Sprytnym sposobem na zwiększenie widoczności jest wybór lusterek z wbudowanymi kierunkowskazami. Wyróżniać może się nie tylko nasz jednoślad. Zakup kurtki lub nakolanników z odblaskami oraz zamontowanie dodatkowej sztuki z tyłu motocykla ułatwi innym kierowcom dostrzeżenie nas w trudnych warunkach.  Dzięki odpowiedniemu dobraniu lusterek motocyklowych, nasz komfort jazdy zdecydowanie się zwiększy. Bezpieczeństwo na drodze to podstawa, a w parze z nim idzie przyjemność jazdy, którą tak bardzo cenią sobie zapaleni kierowcy jednośladów.[Artykuł sponsorowany]AMStrefa Kulturalnej Jazdy

CMP#2 Piękna Zatoka Pucka

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

CMP#2 Piękna Zatoka Pucka

Tym razem po galerię zdjęć do drugiego wpisu z serii CMP (ciekawe miejsce parkingowe) wywiało mnie aż nad polskie morze. Czy warto zatrzymać się choćby na chwilę w drodze do Władysławowa? Oczywiście, że tak! Przejeżdżając przez tory ustawione tuż za granicami miasta Puck bądźcie uważni, bowiem nieco dalej, po prawej stronie jest parking z naprawdę ciekawym widokiem.CMP #2 Zatoka PuckaGdzie dokładnie? 200 metrów od granicy miasta Puck w kierunku Władysławowa jadąc drogą wojewódzką 216 (wjazd na parking jadąc od strony Pucka) LINK GOOGLE MAPSCo można zobaczyć? Przepiękną zatokę, którą niektórzy określają jako ,,młodszą siostrę" Zatoki Gdańskiej. Zatoka Pucka nie jest głęboka - maksymalnie ma nieco ponad 50 metrów głębokości. Za to na sporej ilości powierzchni jest dość płytko, dzięki czemu jest to idealne miejsce na naukę pływania, windsurfing, kitesurfing i ogólnie śmigania na innych pojazdach, które zamiast jeździć, pływają.Na miejscu są nawet ławeczki by przerwa w podróży mogła potrwać nieco dłużej.Po przeciwnej stronie drogi, naprzeciwko parkingu również mamy atrakcyjny widok na wiatraki, ale nie ukrywajmy - morze wygrywa!Pamiętajcie by uważać na linie w pobliżu parkingu - jest tam trochę podwójnych długich ciągłych więc się pilnujcie :)Cena? Parking bezpłatnyToalety? BrakAMStrefa Kulturalnej Jazdy

Hyundai i30 turbo, czyli biała rakieta do codziennej jazdy

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Hyundai i30 turbo, czyli biała rakieta do codziennej jazdy

Konkurencja w segmencie spora, ale czy i30 turbo, który ma 186KM pod maską sobie z nią poradzi?Jak w każdym aucie najważniejszy w wyglądzie jest kolor i felgi. Z lewej strony taki zwyklak, ale ta biała perła z prawej to coś pięknego - zwłaszcza z tymi 18" felgami. Taka różnica, a to przecież ten sam model Hyundai`ja.Wystarczyło przyczepić z tyłu podwójny wydech,...... a z przodu namalować czerwoną kreskę i już mamy na zewnątrz fajny hatchback, który odwraca głowy na ulicach.Zresztą posłuchajcie jak śpiewa - dla tej muzyki warto odwrócić głowę. Taaak - mógłbym go gasić i zapalać całą dobę :) Jeśli chodzi zaś o muzykę z głośników to także nie mam zastrzeżeń. Oczywiście nie gra tak dobrze jak tak z wydechu, ale jeżeli nie pierdzi i nie buczy przy większych lub mniejszych basach i innych tonach to jest okej.Wróćmy jednak do głównego wątku, czyli jak to wygląda na tle konkurencji. Cenowo nie jest źle, a największy plus hultaj ma u mnie za to, że daje nam wybór. Tego mocnego benzyniaka możemy zakupić albo w wersji trzydrzwiowej albo pięciodrzwiowej. U konkurencji czasem mamy tak, że albo 3D albo 5D albo idź Pan gdzieś indziej. Różnica między wersją 3D a 5D to ledwie 2000zł.Bagażnik. Kufer ma 378 litrów pojemności - czy to dużo? Mnie na weekendowe zakupy plus wózek spacerowy wystarczyło.Po złożeniu oparcia tylnej kanapy otrzymujemy 1316 litrów. Wynikiem takiego zabiegu nie jest płaska podłoga, ale dzięki takiej akcji coś tam więcej pewnie upchniemy.W podłodze nie zabrakło skrytek i koła zapasowego - na szczęście jest pod podłogą, a nie pod podwoziem. Generalnie pod tylną klapą nie ma się do czego przyczepić, jest źródło światła, skrytka, koło, kanapa się składa i jest dzielona więc idziemy, albo przejdźmy dalej czyli na tylną kanapę.Tutaj Hyundai również nie zawiódł i spisał się bardzo dobrze. Siedzisko kanapy jak i również jej oparcie dość wygodne ale dla niższych osób. Mamy wprawdzie podłokietnik z cup holderami, elektryczne szyby, siatki w przednich fotelach, ale nie oszukujmy się - i30 turbo to nie jest jakaś wielka buda, zresztą jak każda inna w tym segmencie, czyli z tyłu miejsca pod dostatkiem dla trzech osób w trybie średnio wygodny, a tryb comfort załącza się przy maksymalnie dwóch pasażerach. Mam 185cm wzrostu i niestety nie mogłem się z tyłu wygodnie wyprostować. O ile przy kolanach tego miejsca jakoś nie zabrakło o tyle nad głową już było gorzej. Być może jest to też spowodowane tym, że w aucie było panoramiczne w dodatku odsuwane okno, które pewnie zabiera właśnie te brakujące kilka centymetrów nad głową.Hyundai i30 turbo nie jest dużym autem, a mimo wszystko nie zabrakło mojego ulubionego gadżetu z kategorii komfort dla pasażerów z tyłu. Nie... nie o nie wysoki tunel środkowy mi chodzi tylko o nawiewy, które zdecydowanie przydają się tj. ułatwiają życie w upalne dni.Z przodu o narzekaniu mowy być nie może. Nic tylko jeździć i jeździć, a im dłuższa trasa tym lepiej, bo i frajda większa i dłuższa. Fotele dość solidnie wykonane, dobrze trzymają zwłaszcza w pięknych zakrętach. W aucie siedzi się dość nisko, ale bez przesady. Zawieszenie to kompromis między sztywne a komfortowe. Auto do codziennej jazdy, a nie tylko okazjonalnej po torze więc nie musimy się bać, że plomby nam powylatują na dziurawej i popsutej kostce brukowej. Cała tapicerka wewnątrz nie jest tylko w jednym nudnym szarym kolorze, ale te czerwone dodatki jakoś sprawiają, że i wewnątrz, od strony pasażerów i kierowcy to auto ma sportowy charakter.Wykończenie czerwoną nitką, aluminiowe pedały to kolejne elementy, które dają jasno do zrozumienia, że tam gdzieś z przodu pod maską jest z pewnością liczne stado chętnych do galopu koni.W coraz większej ilości nowo obecnych aut na rynku dominuje minimalizm i ergonomia. Na całe szczęście w i30 turbo w dalszym ciągu jest tylko ta druga cecha. Wszystko co niezbędne znajduje się na pokładzie, ale najważniejsze, że jest to dostępne pod przyciskami na wyciągnięcie ręki, kciuka, łokcia czy innej kończyny.Przy dolnych kończynach, a dostępnych dla górnych będziemy mieli do dyspozycji schowek na butelkę lepiej z wodą by skutecznie studzić nasze emocje.Wieniec kierownicy nie jest wprawdzie w kształcie mojej ulubionej litery D, ale jakoś w tej testówce mi to nie przeszkadzało. Kierownica i fotele ponoć podgrzewane, ale przy tym upale, który był na zewnątrz nawet mi się nie myślało by to włączać.Każdorazowo, gdy patrzyłem na zegary zapatrywałem się w cyfrę 260. Pamiętam jak za młodu każde spojrzenie przez szybę do lepszego samochodu oznaczało w pierwszej kolejności rzucenie oczami na to ile auto ma na liczniku - zdajecie sobie sprawę, że im więcej tym auto lepsze, szybsze:) Aaaa no i zegary duże i czytelne oczywiście.Rzućmy jeszcze raz oczami na środkową konsolę z bliska. Te przyciski tak duże, że bez trudu nawet takimi grubymi i dużymi paluchami jak moje można wciskać dokładnie te guziki, które chcemy wcisnąć, a pokrętłem od nawiewu możemy sterować bez problemu nawet w grubych, roboczych lub zimowych rękawiczkach.W testowym aucie nie zabrakło także wspomagaczy parkowania typu czujniki oraz kamery cofania, z której obraz był więcej niż zadowalający.Kolejny zbiór kilku sportowych i miłych dla oczu, cieszących dodatków.Silnik - czas sprawdzić co tam się kryje pod tą niewielką maską auta z napędem na jedną, przednią oś. Jest to czterocylindrowa jednostka benzynowa o pojemności 1.6 mająca 186KM i 265 Nm. Skrzynia to sześciobiegowy manual, który posiada dość krótkie przełożenia. Ze zmienianiem biegów, zwłaszcza tym takim szybkim nie było najmniejszych problemów. Auto nie jest ciężkie a silnik wcale nie odczuwał niewielkiej masy (niecałe 1300kg) czyt. nie męczył się. Zabielony i30 turbo z ładnym czarnym, otwieranym i panoramicznym oknem dachowym potrafił rozpędzić się do setki w dokładnie 8 sekund -całkiem dobrze, bo wszak to 2 sekundy poniżej dyszki. Średnie spalanie oscylowało w granicach 8.5L/100km - trochę można by rzec sporo, ale popatrzymy na to auto jeszcze raz. No właśnie - kusi na każdym kroku dając natychmiastową reakcję na pedał przyspieszenia. Pojemność baku to zadowalające i wystarczające 53 litry.Ciągle już się powtarzam, że to niewielkie auto, więc czas napisać wymiary - 430cm długości x 178cm szerokości x 147cm wysokości co sprawia, że z prześwitem 14cm nadaje się do miejskiej, nawet dużej dżungli.Jeśli chodzi o wrażenia z jazdy to cóż ja mogę napisać - szkoda cholercia, że tak krótko trwał ten test i już. W miarę sztywne acz wygodne zawieszenie. Bezstresowe pokonywanie zakrętów. Piękny dźwięk z silnika, zwłaszcza z wydechu - czego chcieć więcej. Fura niestety nie moja. Jeżeli komuś się spodobało auto ze zdjęć to kosztuje przynajmniej 83000zł w wersji 3D lub dwa tysie więcej w wersji 5D. Jeżeli mam być nieco bardziej szczegółowy to egzemplarz dokładnie taki sam jak mój testowy to koszt ponad 94000zł - cóż, za wygodne dodatki się płaci jak wszędzie. Jeżeli chcemy mieć po prostu i30 w wersji zwyklak bez żadnego tam turbo przy znaczku to startuje taki najsłabszy z najuboższym wyposażeniem w salonie od 48000zł (silnik 1.4 100KM).Jak to już standardowo na tym moim motoryzacyjnym blogu bywa, na koniec dorzucam relację w formie wideo (właśnie się montuje - hola hola jestem na wakacjach we Władku i będzie za kilka dni) oraz galerię smartfonowych fotek z białym hultajem w centrum auto fokusa. AMStrefa Kulturalnej Jazdy

Jakie jest idealne / prawidłowe ciśnienie w oponach?

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Jakie jest idealne / prawidłowe ciśnienie w oponach?

Ile atmosfer powinno być w oponie samochodu osobowego? Czy w przednich i tylnych oponach musi być tyle samo powietrza? Ile barów ma jedna atmosfera? Wyczerpujące odpowiedzi na te pytania znajdziecie w dzisiejszym artykule.Zaraz jak tylko zaczniemy wybierać idealne, przeważnie cztery opony do naszego samochodu, czyli przejdziemy przez męczącą drogę związaną z wyborem odpowiedniej dla naszego samochodu i portfela klasy opon, rodzaju bieżnika czy też rozwikłamy dylemat dotyczący rozmiaru homologowanego lub zmiennika to przychodzi kolejny problem, który jest już praktycznie ostatnim etapem poza montażem dzięki któremu będziemy mogli się cieszyć z zakupów. Jakie może być maksymalne ciśnienie w oponie?Warto znać odpowiedź na to pytanie by nie przedobrzyć pompując w opór przeważnie na stacji paliw nasze kółka. Jeżeli pamięć do cyfr mamy dobrą, ale krótką to dobrze jest wiedzieć, gdzie ewentualnie można znaleźć informację o maksymalnym dopuszczalnym ciśnieniu. Na szczęście nie będzie nam potrzebny do tego żaden katalog czy inna baza danych tudzież katalog opon producenta z danymi technicznymi. Wystarczy, że przypatrzymy się naszej oponie. Należy szukać na niej informacji w stylu ,,MAX PRESSURE: XXX kPa", gdzie XXX to maksymalna ilość kilopaskali jaka może znajdować się w oponie.Jak widać na załączonym powyżej obrazku maksymalne dopuszczalne ciśnienie w oponie od Kia Sportage to 300 kPa (kilopaskali).100 kPa to 1 bar, więc w przypadku opony ze zdjęcia lepiej nie nadmuchiwać jej w okolice 3 barów. Jakie powinno być prawidłowe ciśnienie w oponach Twojego samochodu?Przyjęło się, że taka uśredniona wartość ciśnienia w samochodzie osobowym to przeważnie 2.2 bara. Jeżeli jesteśmy aktualnie na jakimś pustkowiu bez dostępu do żadnego źródła informacji, a do głowy nie przychodzi nam super pomysł by sprawdzić jakie powinno być idealne ciśnienie w oponie koła, które właśnie zamontowaliśmy to bezpiecznie jest nadmuchać oponę właśnie do tej wspomnianej przed chwilą, uśrednionej wartości. Jeśli wartość będzie odbiegać od tej spersonalizowanej przez producenta to pewnie tylko nieznacznie i nie będzie miało to większego wpływu na dalszą jazdę.Informację o optymalnym ciśnieniu w oponach Twojego samochodu możesz uzyskać:- w serwisie / sklepie oponiarskim, gdzie nabyłeś swoje opony,- w salonie samochodowym oczywiście tej samej marki którą posiadasz,- ostatni, najlepszy, najpewniejszy i najszybszy sposób to zerknięcie na tabliczkę informacyjną, która zazwyczaj znajduje się na słupku przy przednich drzwiach kierowcy ewentualnie na klapce wlewu paliwa. Podane są tutaj jak widać optymalne ciśnienia zarówno dla przednich jak i tylnych opon w zależności od liczby pasażerów i ich bagaży. Gdybyśmy nadmuchali uśrednione 2.2 bara to jak widać przy choćby 3 osobach na pokładzie i nie wielkim bagażu nie odbiegało by to zbytnio od normy.Czy w przednich oponach musi być takie samo ciśnienie jak w tylnych?Na załączonym obrazku powyżej dostrzec możemy, że z tym ciśnieniem w oponach bywa różnie.Różnie ponieważ może to zależeć od obciążenia naszego samochodu oraz od jego rodzaju tj. wielkości oraz mocy. Jeżeli nasze auto to zwykły przeciętniak średniej wielkości o niewielkiej także mocy to we wszystkich oponach ciśnienie musi albo powinno być takie samo. Jeżeli jednak podróżujemy dość mocną rakietą, gdzie stado pod maską ma kilkaset KM to zalecane ciśnienia na pewno będą różne dla poszczególnych osi. Jakie powinny być idealne? Z pomocą przychodzą nam wszystkie patenty opisane powyżej, zwłaszcza ten o tabliczce znamionowej. Ile atmosfer ma jeden bar ?1 Bar = 1,019 716 213 Atmosfera techniczna [at] (nie mylić z atm czyli bardzo rzadko używaną Atmosferą fizyczną [atm], gdzie 1 Bar = 0,986 923 266 7 atm)Śmiało można przyjąć, że 1 bar to w przybliżeniu 1 atmosfera - niewielka różnica w ciśnieniu naszych opon nie będzie miała żadnego wpływu na bezpieczeństwo.Ciśnienie w oponach to dość ważny temat, który bezpośrednio dotyczy naszego bezpieczeństwa podczas jazdy. Błędne ciśnienie może doprowadzić do wypadku. Prawidłowe ciśnienie pozwala uniknąć większego zużycia paliwa oraz opon, czyli dbając i sprawdzając ciśnienie w oponach częściej jak dwa razy w roku podczas zmiany opon z letnich na zimowe i odwrotnie, eksploatacja naszego pojazdu będzie po prostu tańsza.Jeśli chodzi o moment sprawdzania ciśnienia w oponach to zawsze należy to robić przed trasą a nie po. Rozgrzane opony sprawiają, że wynik może być niedokładny.AMStrefa Kulturalnej Jazdy

Czy wolno mocować flagę na aucie oraz jaki nam grozi za to mandat? Auto (tylko) kibica?

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Czy wolno mocować flagę na aucie oraz jaki nam grozi za to mandat? Auto (tylko) kibica?

W ostatnim czasie na ulicy dość często można spotkać samochód z przyczepionymi flagami Polski, biało - czerwonymi nakładkami na lusterka oraz innymi gadżetami, które mają dać jasno do zrozumienia, że w środku danego samochodu, za kierownicą i nie tylko siedzą sami kibice - patrioci.Dużo nie trzeba. Wystarczy kilka złotych, aby stać się właścicielem upragnionego gadżetu w kolorze biało - czerwonym. Kupując jednak gadżety warto zwrócić uwagę na etykiety tj.  z czego są zrobione, czy posiadają atesty bezpieczeństwa oraz z jaką maksymalną prędkością możemy jechać samochodem gdy już je zamontujemy. Warto oczywiście podchodzić do wszystkiego z głową i nie należy ślepo ufać etykietom. Tocząc się pomału ulicami miast czy miejscowości raczej obawiać się tego, że coś zaraz odpadnie nie musimy, ale na krajówce, ekspresówce czy autostradzie lepiej flagę schować. Przednie szyby zostawmy w spokoju - nie należy i przede wszystkim nie wolno ich obklejać w żaden sposób - ich przepustowość musi wynosić przynajmniej 70% a pole widzenia kierowcy nie może być w żaden sposób naruszone. Kupując nakładki na lusterka warto kilka razy sprawdzić czy oby na pewno będą nadawać się do naszego samochodu i  nie odpadną zaraz po zamontowaniu.Jaki mandat? Ile punktów karnych? Jeśli chodzi o punkty to tutaj stan nie powinien się zmienić tj. nie są przewidziane zaś jeśli chodzi o kwotę mandatu to 500zł robi swoje i warto wszystko dobrze posprawdzać oraz zachować rozsądek. Kiedy i  za co możemy otrzymać mandat? Na pewno nie za to, że flaga czy nakładki na lusterka są zamocowane na aucie. Mandatowy problem pojawi się wtedy, gdy któryś z naszych gadżetów nam odpadnie. Wówczas za zaśmiecanie czy też stworzenie niebezpiecznej sytuacji w ruchu drogowym policjant może wypisać odpowiedni druczek do opłacenia w terminie 7 dni od daty wystawienia. Weźcie też pod uwagę to, że gdy flaga w odczepi się i lecąc w bezładzie spadnie komuś na przednią szybę samochodu na autostradzie, przy wyższej prędkości czy choćby w mieście to może dojść do większego, droższego nieszczęścia niż tylko te kilka stówek. Pamiętajcie także, aby gadżety nie wystawały poza obrys samochodu.Kibice czy patrioci, a może jedno i drugie?Szkoda tylko, że flagi na samochodach zazwyczaj widujemy tylko podczas meczy naszej reprezentacji. Śmiem twierdzić, że święta państwowe to także powinien być ważny czynnik do tego aby przyozdobić w biało - czerwone kolory nasze pojazdy. Ważny jak nie ważniejszy od meczy albo po prostu  - najważniejszy!Dla przypomnienia święta państwowe i narodowe w Polsce to:1 marca – Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”1 maja - Święto Pracy3 maja – Święto Narodowe Trzeciego Maja8 maja – Narodowy Dzień Zwycięstwa1 sierpnia – Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego31 sierpnia – Dzień Solidarności i Wolności11 listopada – Narodowe Święto NiepodległościFlaga narodowa to symbol jedności i radości - pamiętajcie o tym. Modą na ozdabianie aut modą, ale jak widzę, że gdy już jakaś flaga odpadnie a potem wszyscy po niej przechodzą lub przejeżdżają to mnie skręca, że niby tacy patrioci, a symbolu nie doceniają.AMStrefa Kulturalnej Jazdy

Elegancki, francuski crossover, czyli test Renault Kadjar dCi 130 4x4 Bose

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Elegancki, francuski crossover, czyli test Renault Kadjar dCi 130 4x4 Bose

Kolejnym owocem współpracy Renault i Nissana jest crossover o nazwie Kadjar. Poprzedni owoc Koleos, który czerpał wszystko co się dało z X-traila niestety nie dojrzał, a raczej zgnił. Szkoda, bo o ile Koleos stylistycznie cudem nigdy nie był to technicznie jest całkiem udanym modelem. Renault się jednak nie poddaje, więc zobaczymy jak to będzie tym razem.Kadjar to brat przyrodni Qashqai`ja - auto raczej z początku top listy najczęściej wybieranych crossoverów, a więc przyrodni brat to mocna konkurencja. Nie chciałbym za specjalnie porównywać tych modeli, ale muszę.Kształt bryły mają podobny. Zarówno przednie oraz tylne boczki są napompowane w podobny sposób. Niby podobne, ale gdybym miał wybierać, który ładniejszy to raczej udałbym się po kluczyk od Kadjara. Jednak co francuskie to i ładne -  w tym przypadku również tak jest. Zarówno w Qashqai`ju jak i Kadjar jest dokładnie taki sam rozstaw osi. Jeśli chodzi o to co jest identyczne to w głównej mierze można już zakończyć listę. Reszta to już co najwyżej podobieństwa.Kadjar ma 444,9cm długości x 183,6cm szerkości x 160,7cm wysokości. Dość spore auto, co z pewnością przekłada się na miejsce w środku. Auto ma 19cm prześwit, więc miejska dżungla czy też niewielkie bezdroża nie stanowią dla Kadjara żadnego problemu.W testowanym egzemplarzu pod maskę wstawiono silnik diesla 1.6, 4 cylindry, 16V, które generują moc 130KM i mają 320Nm co w połączeniu z 6-biegową manualną skrzynią biegów pozwala rozpędzić do setki ten pojazd nie należący do zbytnio opływowych w dokładnie 11 sekund - żadna tam rewelacja jeżeli chodzi o osiągi, ale przecież nie o wyścigi w crossoverach chodzi. Jeżeli osiągi dla kogoś nie są wystarczające to spalanie w zupełności je rekompensuje. Średnio auto pali 6-6.5L/100km, więc całkiem nieźle. Na duży plus zasługuje także pojemność baku - aż 65 litrów. Jaka szkoda, że tego wielkiego zbiornika paliwa nie udało się upchnąć do Talismana.Bagażnik w Kadjar to taka ciekawostka. Rozstaw osi wprawdzie jest taki sam jak u przyrodniego brata, ale bagażnik przy pięciu osobach w środku posiada 472litry pojemności czyli o jakieś 50L więcej niż w QQ. Przy dwóch osobach w środku wygrywa już QQ mając 1585litry w porównaniu do 1478L w Kadjar`rze. Nowy crossover od Renault posiada jeszcze jedno dość istotne udogodnienie jakim jest składany fotel pasażera z przodu - dzięki temu możemy przewieźć naprawdę spore oraz długie elementy. Z pewnością docenią to Ci, którzy właśnie wybierają długie karnisze z marketu do remontowanego salonu w mieszkaniu czy innym domu. W bagażniku nie zabrakło także innych udogodnień jak źródło światła, wydzielone skrytki, podwójna podłoga, a w podłodze subwoofer Bose.Jeżeli już jestem przy muzyce to nagłośnienie BOSE spisywało się rewelacyjnie. Warto dopłacić za porządny sprzęt grający zwłaszcza jeżeli jesteśmy muzyko-maniakami. Nawet po dość mocnej konfiguracji i wszelakim próbom chcącym jakoś skompromitować to audio - nie udało się - gra po prostu świetnie.Miejsca na tylnej kanapie w zupełności wystarczy nawet dla trzech dużych osób. W aucie było okno panoramiczne a i tak mimo to miejsca nad głową dla osoby mającej 185cm wzrostu nie brakowało. Niewielki tunel środkowy doceni osoba,  która będzie podróżować na środku. Szkoda tylko, że pośrodku przednich foteli znalazła się skrytka, a zabrakło miejsca na to co moim zdaniem powinno być w każdym aucie, czyli nawiewy dla pasażerów siedzących z tyłu.Z przodu pełna wygoda. Plastiki i wykończenie znacznie lepsze niż z tyłu chociaż.. jest taki jeden plastik, który idzie przez połowę deski rozdzielczej (plastik znajdujący się tuż nad lewym nawiewem od kierowcy który przechodzi także nad dwoma środkowymi). Plastik ten nieco słychać było gdy się go dociskało palcami. Niby podczas jazdy nic nie trzeszczało, ale mogłoby to być lepiej wykonane. Z drugiej strony podejrzewam, że może to być przypadłość egzemplarzu testowego - raz, że jest to jeden z pierwszych Kadjarów, a dwa, że nie jeden dziennikarz już próbował pokazać jak to Kadjar dźwięki wydaje dociskając i szarpiąc co się da. Kierownica w kształcie litery D, czyli nieco zakrzywiona u dołu - moje ulubione i najwygodniejsze rozwiązanie jeżeli chodzi o wieniec w samochodzie. Jeśli chodzi o pozycję za kierownicą to bez trudu znalazłem tą odpowiednią dla siebie. Pomimo tego, że Kadjar to auto z tych masywnych, czołgowych czyt. crossover to nie było problemu z podjeżdżaniem do sygnalizatora w sensie nie musiałem ustawiać się daleko od czerwonego światła bo je widzieć co nie we wszystkich suvach i crossoverach jest czymś normalnuym. Czasem albo brak doboru odpowiedniej pozycji za kierownicą w sensie słaba możliwość regulacji albo niewielka przednia szyba sprawia, żę taki problem mają wysokie osoby. Zegary, a właściwie to wyświetlacz z zegarem początkowo dość dziwny, ale po dwóch dniach człowiek tak się do niego przyzwyczaił, że coś co było dziwne stało się czymś normalnym. Najważniejsze, że zarówno w upalny dzień jak i ciemną noc są bardzo czytelne i nie przeszkadzają kierowcy. Zrobiłem dwie dłuższe trasy Kadjarem - jedna właśnie w ciągu dnia, a druga późną nocą. Zarówno podczas pierwszej jak i drugiej moje oczy nie ucierpiały. Kokpit bez jakiś niepotrzebnych fajerwerków. Wiele udogodnień znajduje się na pokładzie, a te najważniejsze nie wymagają macania paluchami po ekranie, a są tak jak powinny być - dostępne za pomocą pokrętła czy innego przycisku.W aucie nie zabrakło czujników parkowania z każdej strony samochodu, kamery cofania czy nawet asystenta parkowania, który nawet na raz zaparkuje auto idealnie w liniach. Gdyby jednak coś poszło nie tak, albo nasze ustawienie jest nietypowe tj. jesteśmy ustawieni pod skosem czy innym złym kątem - wówczas komputer również to wykryje i zaparkuje na dwa. Krótko pisząc ma być idealnie i kropka.Sami zobaczcie na powyższym filmiku jak atakowałem wolne miejsce parkingowe pod biedrą.Tuż za skrzynią biegów znajduje się wygodne pokrętło do zmiany pracy napędu, dwa dość płytkie cupholdery, które wbrew pozorom dość dobrze trzymają napoje, a także przyciski od podgrzewania foteli,  które umiejscowione są w nietypowym miejscu. Nietypowe miejsce jest jednak jednak na tyle sprytnie zrobione, że mając oparty łokieć na podłokietniku to podgrzewanie foteli mamy po prostu na wyciągnięcie palców.Gdy po raz pierwszy usiadłem za sterami Renault Kadjar to wiadomo, szybki rzut okiem na to co jest na pokładzie i po kilku chwilach ustawianie fotela, lusterek i właśnie. W dużym aucie powinny być duże lusterka, bo to niewątpliwie wygodne rozwiązanie. W Kadjar na ich wielkość nie można narzekać.Plusów Kadjar ma z pewnością sporo: duże lusterka, świetne audio o którym już wspominałem, spora ilość miejsca na tylnej kanapie, ładny design, ergonomia, silnik oraz 5 gwiazdek w testach EuroNCAP. Aby zaparkować Kadjarem w swoim garażu potrzeba nam co najmniej 75500zł (Qashqai 76900zł). Wersja silnikowa taka jak w mojej testówce zaczyna się od 104 900, ale dokładając do auta wszystko to co miałem na pokładzie musicie być w posiadaniu ok 130 000zł. Nie tylko w porównaniu do Qashqai`ja, przyrodniego brata Kadjar wydaje się być atrakcyjną ofertą. Za wspomnianą przed chwilą kwotę otrzymujemy dość wygodne auto, które jest równie ciekawie zaprojektowane co sprawia, że potrafi wyróżnić się z tłumu na ulicy, zwłaszcza tym masywnym przodem. Auto prowadziło się dość pewnie i było przewidywalne. W dodatku cicha praca silnika, dobrze wytłumione wnętrze i wygodne zawieszenie nie sprawiało problemów podczas autostradowych rozmów z pasażerami siedzącymi w środku.  Na koniec uzupełnienie testu w formie relacji wideo, a niżej kilka mniej lub bardziej udanych smartfonowych fotek.AMStrefa Kulturalnej Jazdy

Nie lubisz koloru swojego samochodu? Jest na to sposób.

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Nie lubisz koloru swojego samochodu? Jest na to sposób.

Od pewnego czasu dość modne staje się oklejanie samochodów folią. Moda ta spowodowana jest między innymi kosztami tj. folia jest tańszą alternatywą od wizyty u profesjonalnego lakiernika. Taniej obkleić auto niż je pomalować - takie są fakty.Kupując nowe auto z salonu mamy paletę kolorów otrzymaną od sprzedawcy i sami decydujemy jaki będzie miał kolor nasz wymarzony pojazd. Kupując używany samochód problem wzrasta bowiem kolor raczej już nie ma tak dużego znaczenia, albo inaczej - nie mamy nic do powiedzenia i bierzemy czyt. kupujemy jeżeli po prostu auto jest w dobrym stanie technicznym. Zarówno w pierwszym jak i w drugim przypadku kolor naszego auta może się nam najzwyczajniej w świecie znudzić. Co wtedy? Malowanie czy folia? - oto jest pytanie. Zarówno malowanie jak i oklejanie jest nie lada sztuką i wyzwaniem. Nie chodzi mi tutaj o oklejenie samochodu folią z internetowej stonki kupionej na metry, ale położenie dowolnie wybranego koloru folii w profesjonalnej firmie. Gdy patrzymy na obojętnie jaki samochód to pierwsza rzecz na jaką zwracamy uwagę to właśnie kolor danego pojazdu. Potem felgi, szyby itd. Niewątpliwą zaletą zmiany koloru auta poprzez folię jest szybkość działania. Zmienić kolor auta to dłuższa chwila, a zmienić możemy na tydzień, miesiąc rok lub ile tylko dusza zapragnie. W dodatku, gdy nam się znudzi folia to zawsze możemy ją odkleić pozostawiając oryginalny lakier. Sprzedając auto z folią na lakierze bardzo łatwo udowodnić właśnie poprzez jej odklejenie bezwypadkowość auta. Gorzej sytuacja będzie wyglądać gdy zmienimy kolor u lakiernika - ciężko będzie wówczas komuś uwierzyć, że przemalowaliśmy auto na inny kolor tylko dlatego, że poprzedni nam się znudził, a nie dlatego, że trzeba było zamalować szpachlę.  Oczywiście jak już wspomniałem jeżeli chcemy by coś było zrobione dobrze, a nigdy wcześniej tego nie robiliśmy to czasem trzeba to oddać w ręce fachowców, którzy zmieniają kolory aut codziennie. Średnio zmiana koloru samochodu trwa jakieś 2-4 dni. Przed oklejeniem auto należy dokładnie wypucować, odtłuścić i niestety rozebrać (chyba największa wada profesjonalnej zmiany koloru auta - tudzież właśnie dlatego lepiej dać tę robotę w ręce fachowców). Po przyklejeniu ostatniego skrawka auto nie nadaje się od razu do jazdy - nie ma tak szybko! Pojazd musi swoje odczekać w odpowiednich warunkach tak, aby folia się utrwaliła i nie odpadła na pierwszym zakręcie lub przy niekorzystnych warunkach atmosferycznych. Jeśli chodzi o koszty to oczywiście uzależnione będą one od wielkości naszego pojazdu oraz od zastosowanej folii do zmiany koloru. Można ,,zafoliować" auto za tysiąc, dwa, a można i za kilkanaście. Nasz pojazd to ważna rzecz, zwłaszcza jeżeli jesteśmy motomaniakiem. Nie wystarczy więc wpisać w google zmiana koloru auta w Krakowie czy innym mieście i wybrać pierwszą lepszą z brzegu firmę. Warto wcześniej zaznajomić się opiniami na forach internetowych czy choćby popytać wśród znajomych co sądzą o tej czy tamtej firmie.AMStrefa Kulturalnej Jazdy

Jazda do upadłego - szkoda mi czasu, czyli zabójczy pośpiech w rolach głównych!

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Jazda do upadłego - szkoda mi czasu, czyli zabójczy pośpiech w rolach głównych!

Koncentracja to bardzo ważny element jazdy. Gdy jesteśmy zmęczeni, bardzo zmęczeni to nasz stan psychofizyczny poddawany jest katuszom w postaci ,,jeszcze trochę, dam radę, dojadę!". Nigdy dalsza jazda za wszelką cenę nie ma sensu! Musimy wiedzieć, kiedy odpuścić. Najtrudniejsze kilometry to te ostatnie na naszej trasie w których myślami jesteśmy już w upragnionym łóżku nierzadko z wymarzoną kobietą obok.Niestety ciągły, niepotrzebny pośpiech sprawia, że nierzadko nasz organizm najzwyczajniej w świecie w końcu nie wytrzymuje czyt. zasypiamy, słabniemy za kierownicą powodując mniej lub bardziej tragiczne w skutkach spotkania bliskiego stopnia z zupełnie nieznajomym.. autem lub innym przedmiotem, który zazwyczaj się nie rusza czyt. przydrożne stare i wredne drzewo, które bez uprzedzenia mając myśli samobójcze wskakuje wprost przed maski nadjeżdżających, zmęczonych lub sennych kierowców. Statystycznie najwięcej wypadków jest u kresu podróży, a jeszcze więcej najbliżej własnego miejsca zamieszkania. Kierowców gubi pewność w postaci ,,oj tam jeszcze tylko 10km - dam radę" - okazuje się, że jednak nie zawsze.Nie zamierzam tutaj rozwijać swojego wpisu w stronę krótkiej przejażdżki, bo to bez sensu. Jeżeli jesteśmy w domu, bardzo zmęczeni, a do przejechania jest kilka, kilkanaście kilometrów to po prostu odpuśćmy trasę zostając w czterech kątach.Problem zmęczenia w trasie pojawia się zazwyczaj wtedy, kiedy wreszcie wybiła ostatnia minuta w pracy przed upragnionym urlopem, a my myślami jesteśmy już w na ekspresówce w drodze nad morze z całą ekipą wewnątrz naszego samochodu. Zazwyczaj te najdłuższe nasze trasy to przeważnie wakacyjne wojaże, rzadziej służbowe sprawy - przynajmniej dla większości kierowców. Jeżeli jedziemy za dnia to ryzyko zmęczenia, zasłabnięcia czy zaśnięcia za kierownicą jest mniejsze niż w nocy, ale powoli i od początku.Sprawy techniczne. Pierwsza podstawowa sprawa przed długą trasą to obowiązkowy przegląd naszego auta, zwłaszcza jeżeli nie wybieramy się nowym egzemplarzem prosto z salonu, a takim który już kilka wiosen zaliczył. Jeżeli nasz wóz jest sprawny technicznie tj. hamulce łapią na raz, olej najlepiej syntetyczny jest jeszcze do spożycia przez silnik, w zbiorniku na płyn do spryskiwaczy jest... płyn do spryskiwaczy, a w kołach jest odpowiednie ciśnienie to warto pomyśleć jeszcze o kilku ważnych sprawach, mianowicie odpowiednim ekwipunku w postaci kamizelki odblaskowej dzięki której w razie przeklinania obok samochodu jakiego to mamy znowu pecha z kapciem w kole będziemy lepiej widoczni dla pozostałych uczestników ruchu drogowego czyt. każdy będzie myślał, że ten zielony daleko odblask to pewnie policjant i odruchowo na w razie ,,wu" zwolni i zachowa szczególną ostrożność. Poza niezbędnymi i obowiązkowymi przedmiotami jak trójkąt i gaśnica przyda nam się także nieobowiązkowa wg przepisów apteczka, koło zapasowe czy choćby zestaw naprawczy. Jeżeli jesteście jak ja nocnymi markami czyt. trasa zaplanowana jest na noc to warto zabrać latarkę czy choćby zainstalować w telefonie aplikację latarki, która może okazać się niezwykle pomocna pośrodku jakiegoś pustkowia czy innej nieoświetlonej drogi. Picie i jedzenie. Warto zabrać ze sobą prowiant na drogę. Jeżeli jedziemy w ciągu dnia to na pewno przyda się spora ilość wody, bo nigdy nie wiadomo ile to się stoi w tych wakacyjnych korkach powyżej trzydziestu stopni Celsjusza w cieniu. Nocą nie zapomnijcie o kawie lub innym niezdrowym ale w przypadku dużego zmęczenia pysznym i potrzebnym energetyku. Jeżeli zapomnicie odpowiedniego prowiantu z domu to nic straconego - nie musicie się wracać, zwłaszcza jeżeli jesteście przesądni. Wystarczy kupić to nasze co nieco po drodze w jakimś spożywczaku czy na innej stacji paliw - zawsze to będzie pretekst do tego by się zatrzymać, dotlenić i wyprostować kręgosłup oraz zrobić choćby dwa przysiady. Dobra, jeszcze ze trzy razy podnieść obie ręce w górę robiąc falę przy dystrybutorze czy innym miejscu.Wypocznij przynajmniej dzień wcześniej. Najlepiej połóż się wcześniej niż zazwyczaj spać - wiem wiem - ciężko tak mówić, gdy przeważnie to dzień wcześniej pakujemy nasze walizki - jak zwykle wszystko na ostatnią chwilę. Postarać się więc co możesz ogarnąć wcześniej, a jeżeli jest możliwość to zrób tak aby kierowca dobrze wypoczął, a jego pasażerowie pakowali walizki. Jeżeli będziesz niewypoczęty to w trasie lepiej myśl logicznie i zastanów się czy odcinka kilkuset kilometrowego nie podzielić na przynajmniej dwie części zaliczając pit stopa gdzieś po środku lub nawet bliżej celu.Jeżeli jedziesz z ekipą lub choćby jedną osobą poza tobą i nie jest ona wymyśloną przez Ciebie postacią to staraj się utrzymywać rozmowę o pogodzie w ciemną noc, popsiocz trochę na głupie przepisy i wysokie mandaty i ponarzekaj na wszystkie polskie drogi, które przecież (wszystkie) są w kiepskim stanie i dlatego jest tyle wypadków na drodze, bo przecież jadąc 100km/h w zabudowanym i napotykając koleinę to właśnie ona zazwyczaj jest sprawcą wypadku pod szkołą podstawową czy innym licznym i obleganym żłobkiem dla najmłodszego pokolenia. Jeżeli jesteś osobą, która nie lubi rozmawiać i psuć powietrza mówiąc by mówić czyt. rozmawiać o głupotach to w miarę możliwości postaraj się, aby twój pasażer czuwał podczas podróży czy czasem te zapałki w oczach nie nagięły się już tak, że oczy Ci się zaraz zamkną czyt. zaśniesz czyt. trzeba włożyć wykałaczki w celu uzyskania lepszego efektu wybudzania. W najlepszej sytuacji są te osoby, których pasażer również jakimś cudem zdobył prawko i po prostu najzwyczajniej w świecie mogą się wymieniać podczas jazdy co jakiś czas.Trening czyni mistrza! Ciężko jest wam pewnie w to uwierzyć, ale o 2 czy 3 w nocy po przejechaniu kilku set kilometrów nic tak dobrze nie robi, nie wpływa na przywrócenie rześkości naszemu organizmowi jak kilka rundek na parkingu wokół naszego samochodu nie mówiąc już o przysiadach  czy innych wymachach naszymi kończynami o których pamiętacie już, bo wspominałem o tym kilkanaście linijek w tym artykule wyżej.Jeżeli lubisz ciepełko to możesz mieć problem z utrzymaniem otwartych oczu. Ciepłe powietrze zwłaszcza w nocy powoduje to iż jesteśmy bardziej senni. Lepiej więc nie nadużywać stopni w nieodpowiednią stronę. Dobrze jest również poza schłodzeniem auta za pomocą nawiewu także otworzyć okna na chwilę by przewietrzyć senną kabinę.Nowoczesnym wynalazkom mówimy nie! Tempomat, asystent toru jazdy, informacja o zmęczeniu kierowcy, trzymanie auta na pasie ruchu i inne cuda to oczywiście rzeczy poprawiające bezpieczeństwo na drodze. Niestety te nowoczesne funkcje potrafią też być czasem zdradliwe. Jeżeli oddamy się całkowicie elektronice np. poprzez ustawienie maksymalnej dozwolonej prędkości na danej autostradzie czy innej ekspresówce, których to w naszym kraju pełno to może to po kilkudziesięciu kilometrach zwłaszcza w nocy spowodować znużenie kierowcy.Zadbaj o odpowiedni nastrój, czyli muzyka dla moich uszu. Ważne, aby muzyka była taka jaką lubisz. Okej, jeżeli lubisz dobry chillout lub inne powolne kawałki to może zapodaj jakiegoś mocniejszego mniej monotonnego bita, który zamiast usypiać postawi cię na nogi tj otworzy szeroko oczy.Jeźdź ostro? Nie! - jeźdź przede wszystkim zgodnie z przepisami. Nie wiem dlaczego niektórzy czasem próbują mi wmówić, że gdy przysypiają za kółkiem to nagle włącza im się agresywny styl jazdy, jadą mniej pewniej, szybciej i dzięki temu adrenalina uderza im na tyle do głowy, że nie potrafią zasnąć. Kwestia czasu, kiedy adrenalina przestanie działać i zamiast uderzyć w drzewo, które niespodziewanie zazwyczaj wylatuje przed maskę z prędkością 50km/h to przywalą w nie razem z adrenaliną czyt. pewnie co najmniej ok. 100km/h.Odpowiednia pozycja za kierownicą. Gleba i tapczan? To pierwsze tak a drugie na pewno nie! Tak naprawdę im niżej naszej fotel jest opuszczony tym lepiej. Wiem, że wtedy trudno o zimny łokieć, ale siedząc nisko lepiej czuć auto to po pierwsze, a po drugie, najważniejsze w razie dachowania czy innej spadającej gałęzi na nasze auto - nasza łepetyna jest niżej, dalej od dachu więc mała wgniotka na nim nam nie zaszkodzi. Odnośnie pozycji na tapczana tj. z oparciem odchylonym do tyłu - pomijając fakt, że w razie wypadku łamiecie się jak zaniedbane paznokcie rysujące po szkolnej tablicy to najzwyczajniej w świecie zasypiacie  - zresztą jak zaśniecie na dobre to w tej samej pozycji zabiera was karawan z miejsca wypadku.Nie ma reguły! Wszystko na drodze jest zawsze jest zależne od danej sytuacji na drodze jak i również od danego kierowcy. Napisałem kilka porad, jednak nie dla wszystkich mogą one okazać się przydatne, pomocne. Osobiście uwielbiam jeździć nocą i planując wakacyjną podróż zazwyczaj wybieram tą porę doby na pokonanie długiej trasy. Jest wtedy mniejszy ruch albo praktycznie wcale go nie ma. Pisałem o muzyce - ja zawsze jednak jeżdżę przy wyłączonym grajku. Pisałem o rozmowie z pasażerami - moi przeważnie śpią, a mi to kompletnie nie przeszkadza. Znam swój organizm na tyle, że wiem kiedy muszę odpuścić. Jeżeli tylko mogę robię przerwy, włączam nieco chłodniejszy nawiew, a na skrzyżowaniach opuszczam na chwilę szyby. Czasem zapodaję kofeinę lub taurynę lub jedno po drugim, ale jedno wiem na pewno. Gdybym tylko czuł, że nie dojadę, że te 40km jeszcze do celu to za dużo to lepiej i bezpieczniej zjechać na pierwszy lepszy parking, przespać się kilka godzin i ruszyć dalej w dalszą trasę. Nigdy, ale to nigdy nie bądźcie chojrakami udającymi, że potraficie, że podołacie bo Henio z wioski obok zrobił tą trasę w 10 godzin to dlaczego wam by się miało nie udać. Kiedyś pewność i pośpiech może okazać się waszą zgubą. Lepiej późno niż wcale, więc myśl przed! Lepiej 30minut i więcej później niż kilkanaście, kilkadziesiąt lat za wcześniej - pomyśl o tym jak o tym co zrobisz, zrobiłbyś z emeryturą, której w razie nierozsądnej jazdy... nie weźmiesz.AMStrefa Kulturalnej Jazdy

Stan umysłu rowerzysty, czyli brak myślenia zwłaszcza o sobie

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Stan umysłu rowerzysty, czyli brak myślenia zwłaszcza o sobie

Kodeks drogowy, czyli popularna ustawa prawo o ruchu drogowym daje wiele przywilejów dla pojazdów napędzanych siłą własnych nóg tudzież rowerzystów. Cykliści mając tę świadomość, że tu i tam mają pierwszeństwo korzystają z dobroci przepisów zapominając o bezpieczeństwie. Ślepo więc ufają pozostałym uczestnikom ruchu drogowego i nierzadko decydują się na manewry obarczone dużym ryzykiem wypadku. Nierzadko jestem świadkiem sytuacji 50/50 czyli albo się uda przejechać ten długi kilkumetrowy odcinek... albo nie. Jeśli chodzi o przepisy to już dawno wspominałem w tym artykule co im wolno a czego robić nie powinni. Warto je znać by wiedzieć dokładnie i na pewno co wolno, a czego robić się nie powinno, więc Rowerzysto! poczytaj proszę byś nie jeździł tak jak Ci się wydaje albo tak jak ktoś komuś kiedyś gdzieś tam o czymś powiedział. Masz być wyedukowany i świadomy tego jak jeździsz!Przeważnie jeżdżę samochodem, ale ostatnio dość często zdarza mi się jeździć na rowerze albo monocyklu elektrycznym od którego bardzo się uzależniłem. To co mnie przeraziło to brak logicznego myślenia u rowerzystów. Wiedziałem, że no nie każdy musi jeździć bezmyślnie ale na kilkukilometrowych odcinku przynajmniej ze 3 czołówki by było. Jadę sobie wolno rowerem, gdy inny cyklista mnie wyprzedza. Wszystko spoko tylko z górki,z przeciwka po tejże samej ścieżce jechał inny rowerzysta, który musiał zahamować, potem parę wyzwisk i dalej. Za kilometr powtórka z rozrywki. Jadąc tą ścieżką rowerową czasem można być mocno wystraszonym, nawet bardziej niż w aucie - tam mamy poduszki trochę blachy i stłuczka nie jest wbrew pozorom groźna. Na rowerze nie mamy nic - jak zaliczymy glebę uderzając głową o asfalt to może być nieciekawie. Krótko stwierdzając zarówno na ścieżce rowerowej jak i na jezdni znajdziemy przejawy chamstwa i głupoty w tylu wersjach, że nie jesteśmy w stanie wszystkiego pojąć.Brakuje myślenia. Zwróćcie uwagę na powyższy filmik. Rowerzysta na pełnej bombie wjeżdża na śluzę. Oczywiście ma pierwszeństwo i tego nie neguję. Tak samo jak nie usprawiedliwiam kierowcę samochodu, który pomimo tego, że widoczność nie była przez tą eLkę rewelacyjna to zamiast zatrzymać się - po prostu jechał dalej, a efektem było złożenie rowerzysty jak gąsienicy po dotknięciu patykiem. Winny jest tylko kierowca Opla, ale co z tego? Czy wypisanie mandatu przywróci rowerzyście od razu sprawność sprzed tej stłuczki? Nie sądzę. Analizując film dostrzegamy, że rowerzysta jechał nawet nie zerkając na lewo czy prawo - nic - zero - sztywna szyja, mam pierwszeństwo i mam wyjebane - coś podobnego co zdarza się szeryfom drogowym przy jeździe, albo przy braku jazdy na suwak.Wracając jednak do głównego wątku spójrzmy na kolejny filmik. Tym razem popisało się srebrne kombi. Winny kierowca - bez zbędnej rozmowy! Zwróćmy jednak uwagę na rowerzystkę. Kiedy ona zobaczyła kombi? Gdy ten już był daleko od niej. Odwróciła głowę myśląc ,,ooo samochód". Kilka sekund nie w tę stronę co trzeba i Pani bez kasku na rowerze zaliczyła by spotkanie pierwszego stopnia ze srebrną blachą kombi. Zbyt pewnie czasem może okazać się zbyt szybko, zbyt wcześnie na tamten świat.Kolejny filmik tym razem myślącego rowerzysty. Jechał szybko, ale dojeżdżając do śluzy wziął poprawkę na debila w Toyocie. Myślał i dzięki temu uniknął poważnego wypadku lub nawet śmierci. Da się? Da się! Miał pierwszeństwo, ale jednak nie skorzystał na całe szczęście z tego przywileju.Oczywiście najgorzej jest w miastach jeśli chodzi o wojnę pomiędzy kierowcami a rowerzystami - jest ich tam najwięcej więc ma się gdzie to kumulować. Kierowcy powinni mocniej się edukować. Czasem gdy widzę, że kierowca wlatuje na śluzę dla rowerów nie zważając na nic poza tym, że jemu się spieszy to ręce i nogi na rowerze opadają. Jak w takim razie tacy gamonie zdali prawko? Sam nie wiem - ciężko to ogarnąć.Rowerzysta na śluzie rowerowej ma pierwszeństwo tak samo jak pieszy na przejściu dla pieszych! W dodatku jeżeli jest to śluza a nie przejście dla pieszych to rowerzysta wcale nie musi schodzić z roweru. Zapamiętać i stosować w praktyce! - dziwne, że o tym w ten sposób pisze. Przecież to oczywista oczywistość dla ludzi, którzy mają prawo jazdy.Najgorzej jest gdy ścieżka rowerowa biegnie równolegle, wzdłuż jezdni, a kierowca nagle zechce skręcić w prawo przecinając tor jazdy rowerzyście. Czasem jest tak, że ciężko zobaczyć rowerzystę, ale niemniej jednak dwie strony powinny zachować wtedy szczególną uwagę. Kierowca powinien nawet zatrzymać się by upewnić się, że nikogo nie zabije. Rowerzysta z kolei powinien zwolnić - jeżeli wpadnie jadąc z górki w dodatku wyskakując zza ekranów dźwiękochłonnych to ma... 50% szans, że się uda. Na zdjęciu powyżej możecie zauważyć właśnie taką 50% szansę. Zarówno kierowca jak i rowerzysta nie zobaczą się jeżeli nie będą bardzo blisko siebie - niestety. Zatrzymałem się w tym miejscu na chwilę i na 10 rowerzystów tylko 4 zwolniło! Reszta jakby im szyje posztywniały w dodatku nawet nie zwalniając, a nawet przyspieszali bo tam troszkę z górki jest. Tragedia! Szanuj swoje życie, bo masz je tylko jedno! Nawet będąc pieszym zawsze po zapaleniu się zielonego ludzika czy innej lampki staram się zanim postawię nogę na zebrze spojrzeć w lewo czy też prawo czy jakiemuś burakowi nie zachciało się na późno zielonym wczesnym pomarańczowym i krótkim czerwonym przelecieć przez skrzyżowanie... Pieprzony 1 metr! Tak! Tyle przepisowo, ale kulturalnie powinno się wyprzedzać rowerzystę jak najdalej się tylko da od niego. 1 metr na dziurawej drodze to niewiele - rowerzysta nie ma za wielkiego pola manewru.12. Kierujący rowerem może wyprzedzać inne niż rower powoli jadące pojazdy z ich prawej strony - cytat z ustawy. Podpinam pod ten wątek, bo może zobaczą to kierowcy-nauczyciele, którzy zajeżdżają w korku rowerzystą drogę tłumacząc, że wyprzedza się tylko z lewej. Heh, a zasady tj. nowelizacja weszła w życia bodajże w 2011 roku więc ładnych 5 lat temu. Rowerzyści! - weźcie na to kolejną poprawkę, bo wielu kierowców nie spodziewa się nigdy nikogo z prawej strony. Pamiętajcie także, że rowerzysta musi jechać prawie zawsze najbliżej prawej krawędzi jezdni ponieważ jak powszechnie wiadomo w Polsce obowiązuje ruch póki co prawostronny. Środkiem danego pasa możemy rowerem poruszać ze względów bezpieczeństwa wyłącznie na skrzyżowaniach. Szanujmy się nawzajem i dzielmy drogą.W żadnym wypadku czy innym przypadku dzisiejszy wpis nie powstał po to by usprawiedliwiać błędnego, nieprzepisowego i chamskiego zachowania kierowców wobec rowerzystów. Napisałem ten artykuł po to by bronić rowerzystów - by zaczęli w końcu się rozglądać tudzież myśleć na drodze. Wiele osób leży na cmentarzach, wielu z nich miało pierwszeństwo na drodze, ale co z tego? Żaden mandat, żadne punkty karne dla kierowcy nie przywrócą zdrowia i życia rowerzyście. Nie zawsze da się uniknąć spotkania, ale w większości przypadków, wypadków i innych stłuczek jest to jak najbardziej możliwe. Czasami chamowi lepiej odpuścić. Mniej boli i mniej poszarpanych niepotrzebnie nerwów zostaje na inne okazje. AMStrefa Kulturalnej Jazdy

CMP #1 Kadzielnia w Kielcach

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

CMP #1 Kadzielnia w Kielcach

CMP, czyli Ciekawe Miejsce Parkingowe to kategoria, gdzie postaram się w miarę swoich możliwości jak najczęściej publikować informację o miejscach, gdzie nie tylko można, ale nawet trzeba się zatrzymać będąc w trasie nie tylko po to by wyprostować nogi. CMP to przede wszystkim miejsca parkingowe, gdzie zatrzymując swoje kółka możemy zobaczyć ciekawy krajobraz czasami nawet nie opuszczając swojego samochodu. Idealne miejscówki na randkę z ukochaną czy choćby sesję fotograficzną ze swoim samochodem. Nie będę więc skupiał się na miejscach położonych obok parkingu a bardziej na samym miejscu postojowym. Na początek parking przy kieleckiej kadzielni.CMP #1 Kielecka KadzielniaGdzie? Kielce, ul. Krakowska (wjazd na parking jadąc od strony Krakowa) LINK GOOGLE MAPSCo można zobaczyć? Kadzielnia to wzgórze w Kielcach, gdzie znajduje się Rezerwat Przyrody Kadzielnia. Nazwa pochodzi od obecnego na terenie rezerwatu jałowca tzw. kadzielnika, którego wykorzystywano do produkcji kadzideł. Podobno na Kadzielni był niegdyś ołtarz, gdzie składano ofiary - podobno, ale kto wie. Na kadzielni jest także amfiteatr, który może pomieścić 5000 osób. Jeżeli ktoś z Was lubi kamieniołomy i tego typu sprawy połączone z ładnymi widokami to bez wątpienia powinniście to miejsce odwiedzić.Cena? Parking bezpłatnyToalety? TakAMStrefa Kulturalnej Jazdy

Praktyczne i wygodne auto dla dużej rodziny? Test Citroen Grand C4 Picasso

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Praktyczne i wygodne auto dla dużej rodziny? Test Citroen Grand C4 Picasso

Minivany to taki segment rynku w którym trudno o ciekawe, dobrze wyglądające, rodzinne auto.Okazuje się, że rozwiązaniem tego problemu jest dobrze wyglądająca propozycja od Citroena.Bez wątpienia pierwszą rolę w wyglądzie odgrywa przód. Gdy patrzymy na auto z tej perspektywy najbardziej w oczy rzuca się masywny przedni zderzak oraz światła do jazdy dziennej z diodami LED. Minivany to nie są auta opływowe choć jeśli chodzi o Grand C4 Picasso to jego czołowy opór powietrza wynosi zaledwie Cx=0.3.Jeśli chodzi o tył samochodu to tu także nie zabrakło francuskich tj. eleganckich rys. Mamy ciekawie wyglądające oraz dobrze świecące tylne lampy. Niby to takie z pozoru do kantu powinno być, ale jestem w tym jakiś taki smaczek, który choć trochę przykuwa uwagę.Patrząc na auto z boku na pewno najpierw zwrócimy uwagę na obramowanie okien bocznych. Cała ta listwa która jest dość długa sprawia wrażenie jakby mocno ściskała bryłę auta by ta tworzyła jedną, spójną całość.Gdy skupimy swój wzrok na dłużej na tym aucie mającym 459,7cm długości x 182,6cm szerokości x 163,8cm wysokości to odniesiemy wrażenie, że miniwany także mogą być udane stylistycznie. Spore wymiary auta nie przeszkadzają jednak w zwrotności. Średnica zawracania to zaledwie niecałe 11m, a dzięki takiemu wynikowi lawirowanie na parkingach, zwłaszcza tych ciasnych nie stanowi wbrew pozorom dużego problemu.W testowym egzemplarzu pod ogromną maską znalazł się silnik diesla o pojemności dwóch litrów generujący 150KM oraz mający 370Nm. Jest to jednostka 4 cylindrowa, 16 zaworowa, która pracuje dość wydajnie czyt. nie marudzi, gdy tylko dociśniemy pedał gazu tj. przyspieszania. Auto z napędem na przód w połączeniu z 6-biegową manualną skrzynią biegów potrafi rozpędzić się do 100km/h w dokładnie 9,8 sekundy choć siedząc w środku za sterami wydaje się jakby to było znacznie szybciej. Pomimo sporej masy (1430kg) silnik nie jest zbytnio paliwożerny. Średnie spalanie oscyluje w okolicach 7L/100km przy takiej dość dynamicznej, żwawej jeździe.Jeżeli będzie chcieli zaoszczędzić zwłaszcza na trasie to jak najbardziej jest to możliwe. Na odcinku Radom - nieco poza Kielce udało mi się uzyskać wynik widoczny na zdjęciu powyżej mianowicie 3.8L/100km - moim zdaniem biorąc pod uwagę masę auta to ta jazda hard eko driving może dać bardzo porządny wynik spalania. Generalnie do silnika nie ma się co czepiać - jednostka dość elastyczna i w dodatku cicha. Nawet przy prędkościach autostradowych bez problemu i bez podniesionego tonu można porozmawiać z pasażerami siedzącymi w środku pojazdu. Prawie jak w domu, czyli rodzina na swoim. Liczna rodzina bez trudu zadomowi się i to w bardzo szybki sposób we wnętrzu C4 Grand Picasso. Zacznę od bagażnika, który jest sporych rozmiarów dzięki praktycznie wcale nie zaokrąglonym kształtom bryły samochodu. Przy założeniu, że na pokładzie Cytryny będzie znajdować się 7 pasażerów to jego pojemność wynosi 165 litrów - niby nie dużo, ale pamiętajmy, że dzięki takiemu rozkładowi bez mandatu podróżuje 7 osób. Gdy dwa ostatnie fotele w trzęcim rzędzie będą złożone pojemność bagażnika wzrasta do średnio 645litórw. Dlaczego średnio? Ponieważ każdy fotel z osobna może być przesuwany do przodu i minimalnie pojemność bagażnika z piątką osób na pokładzie może wynosić 575 do maksymalnie 704 litrów.Jeżeli w aucie zostanie sam kierowca lub ewentualnie z pasażerem obok to otrzymujemy już małego dostawczaka, którego pojemność bagażnika to aż 1843litry. Po złożeniu 5 tylnych foteli podłoga jest płaska co umożliwia załadunek oraz przewóz większych towarów. W oparciach foteli jest coś ala mini deseczki, które po rozłożeniu niewelują lukę, która powstaję pomiędzy środkową a tylną częścią samochodu. W bagażniku nie zabrakło źródła światła, które jest jednocześnie przenośnią latarką - ot takie praktyczne z pożytecznym.Jeśli chodzi o miejsce w trzecim rzędzie foteli to nie oszukując się - jest go tam niewiele. W nogach i generalnie z zajęciem tam miejsca nie było problemu. Problem pojawił się, gdy po usadowieniu swoich czterech liter chciałem się wyprostować - nie dało się. Standardowo więc są to miejsca przeznaczone głównie dla tych najmniejszych, najniższych podróżujących z nami osób. Mimo wszystko i tak znalazło się tam wyjście 12V, cupholder oraz podświetlenie, a nawet nawiewy specjalnie dla dwóch ostatnich osób - komfort przede wszystkim.Środkowy rząd foteli to brak dyskomfortu. Nie brakuje tutaj miejsca zarówno przy kolanach jak i nad głową, nawet jeżeli byśmy mieli więcej niż 190cm wzrostu. Fotele dość wygodne więc zmęczenie nie wystąpi nawet po przejechaniu dłuższej trasy. Do dyspozycji osoby w środkowym rzędzie znajdą także źródła światła oraz nawiewy, które nie są zamontowane między przednimi fotelami w tunelu środkowym, a tuż przy drzwiach. Jest oczywiście możliwość regulacji oraz kierunku nawiewu. W przednich fotelach znalazły się także siatki oraz stoliki z lampkami. Poza tym wszystkim są źródła światła oraz wysuwane rolety. Brak środkowego tunelu sprawia, że bez problemu można lawirować w tym przedziale samochodu.Z przodu standardowo nie gorzej niż z tyłu. Kierowca oraz jego pasażer ma sporo udogodnień od spore ilości miejsca, szerokiego zakresu regulacji foteli na masażach kończąc. Fotele średnio wyprofilowane, ale i tak w zakrętach dają radę. To co przykuwa uwagę to na pewno zagłówki - dość nietypowe rozwiązanie jak na rodzinnego minivana.Pasażer z przodu, aby czuć się lepiej pomimo iż to nie on prowadzi ma do dyspozycji rozsuwany elektrycznie podnóżek - żona stwierdziła po kilkuset kilometrach, że to bardzo wygodne - mi po minucie też się to spodobało, choć wiadomo - moje ulubione miejsce to takie z kierownicą przed sobą.Widoczność w aucie jest na bardzo duży plus. Wszystko za sprawą dużej, atermicznej szyby. Gdy pierwszy raz siadłem do Grand C4 Picasso poczułem się jakbym był za sterami co najmniej dużego busa. Kierowca także kątem oka może zerkać co tam dzieciaki czy inne stworki wyprawiają na tylnych fotelach.Deska rozdzielcza niczym prawie ze statku kosmicznego. Na pierwszy rzut oka oczywiście rzucają się dwa duże ekrany. Większy panoramiczny wyświetlacz pośrodku kokpitu w podszybiu pełni standardowe funkcji tj. prędkościomierz, dane z komputera pokładowego o średniej prędkości, aktualnym spalaniu itd. Jeżeli włączymy nawigację to zamiast obrotomierza będziemy widzieć wskazania nawigacji. Po wbiciu wstecznego biegu w tym samym miejscu co obrotomierz pokaże się widok z kamery cofania - jakość obrazu bardzo dobra zarówno podczas słonecznego, widnego dnia jak i nocą na średnio oświetlonym parkingu. Mniejszy ekran to cały kombajn multimedialny - znajdziemy tam prawie wszystko co jest zapisane na liście dodatków na stronie ,,wyposażenie". Francuzi postawili na minimalizm, który nie tyle może się podobać co nie dla wszystkich może być wygodny. Mnie to nie przeszkadzało, lubię gadżety. Gorzej będzie z osobami, które wolą wciskać niż dotykać lub smyrać. Krótko podsumowując kokpit - minimalizm poziom hard. Wszystko oczywiście działało jak należy, ale ustawianie nawiewu wymagać będzie wprawy, ale kto takimi detalami się przejmuje - przecież auta nie kupujemy na kilka godzin tylko na dłuższych okres czasu. Najważniejsze jest, że materiały użyte do wykończenia kokpitu pochodzą z kategorii wysoka jakość. Tu gdzie trzeba wszystko ładnie się ugina pod naciskiem palców, więc raczej nie powinno wnętrze do nas piszczeć po jakimś tam bliżej czy dalej nie określonym czasie.Jeżdżąc Grand C4 Picasso trzeba się przyzwyczaić do kilku rzeczy:- pasy dociągają się po przekroczeniu kilkunastu kilometrów na godzinę - ważna sprawa, która wpływa na bezpieczeństwo tj. poprawną pozycję za kierownicą itd. Nawet jeżeli w naszym aucie nie ma dociągania pasów to powinniśmy sami, ręcznie to robić tak aby pas maksymalnie przylegał do naszego ciała - dzięki temu unikniemy poważniejszych obrażeń zwłaszcza podczas niespodziewanego wypadku, stłuczki czy innej kolizji drogowej,- auto ma system start-stop, ale działa to nie na zasadzie, że gdy zatrzymamy się do zaero to auto gaśnie wyłączając wspomaganie tylko Cytryn gasi silnik każdorazowo gdy prędkość pojazdu spadnie na biegu jałowym poniżej 20km/h,- minimalizm na desce rozdzielczej. Niby to wszystko takie dziwne, ale już po dwóch dniach człowiek się przyzwyczaja i nie zwraca potem na te i inne rzeczy uwagi.Podsumowując. Citroen C4 Grand Picasso bardzo mnie zaskoczył - oczywiście pozytywnie. W aucie bez problemu zadomowi się nawet liczna rodzina. Wiele schowków i spora ilość miejsca bez trudu poradzi sobie z nawet bardzo wymagającymi pasażerami. Praktyczność i użyteczność na wysokim poziomie. Auto ma miękko zestrojone zawieszenie, dzięki któremu wręcz pływamy po tych naszych polskich nie koniecznie równych i pięknych drogach. Udany technicznie oraz stylistycznie minivan od Citroena to ciekawa propozycja zwłaszcza na tle konkurencji. Najtańsza opcja z najsłabszym silnikiem i najuboższą wersją wyposażenia startuje w salonach od 80 tysięcy złotych. Egzemplarz taki jak mój testowy to już wydatek ok 115 tysięcy złotych. Czas na relację w formie wideo powyżej (właśnie się montuje - premiera za kilka dni) oraz standardowo galeria zdjęć poniżej z Cytryną/em w rolach głównych.AMStrefa Kulturalnej Jazdy

Test Renault Talisman 1.6 150KM EDC 4Control, czyli Król Stylistyki

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Test Renault Talisman 1.6 150KM EDC 4Control, czyli Król Stylistyki

Po blisko dwóch dekadach Renault wycofało Lagunę z oferty w której to była od 1993 roku. Negatywną sławę Laguna zdobywała dzięki swojej drugiej generacji tj. od 2001 roku. III generacja, która była pozbawiona wad poprzedniczki ze względu na złą opinię II generacji nie sprzedawała się dobrze. Dziś klienci, którzy szukają dobrego auta w rozsądnych pieniądzach na rynku wtórnym z pewnością docenią III generację Laguny.  Od 2015 roku w segmencie D zrobiło się nie małe zamieszanie - pojawił się Talisman, który bez wątpienia jest jednym z ładniejszych jak nie najładniejszym autem w swoim segmencie.Wygląd to kwestia gustu, ale sami zobaczcie - Talisman wydaje się być perfekcyjny, doskonały z każdej strony. Mnie osobiście bardzo się podoba.Przód to duży grill z charakterystycznym już sporym logotypem marki pośrodku. To co na pewno rzuca się w oczy to duże i nietypowe, w pełni diodowe reflektory Pure Vision. Wydaje się jakby nieco płakały tworząc niemałą spadającą łezkę. Powodów do płaczu jednak nie ma, bo one nie tylko pięknie wyglądają ale równie dobrze świecą.Tyłek to niemal złączone ze sobą tylne lampy, które w połączeniu z resztą krągłości na klapie tworząc jedną spójną całość.Patrząc na Talismana z boku dostrzegamy, że to naprawdę spore auto. W testówce były piękne 19" felgi w stylu coś ala wiatrak, które więcej niż znacznie przykuwały spojrzenia na ulicy. Tylne szyby przyciemnione, spora ilość chromu tu i ówdzie, która w połączeniu z czarnym kolorem nadawała charakteru prawdziwej limuzyny.Talisman ma 484,9cm długości x 186,8cm szerokości x 146,3cm wysokości - spore auto co przekłada się na miejsce w środku. Podsumowując wygląd stwierdzę krótko - Renault Talisman to król stylistyki.W aucie nie zabrakło czujników oraz kamery cofania, aby ułatwić parkowanie tym sporym samochodem. Dodatkowo niebieskie linie wyznaczają aktualny tor jazdy auta, aby jeszcze bardziej ułatwić temat parkowania. Kamera cofania ma wiele możliwości personalizacji. Czy piękny wygląd zewnętrzny to wszystko co ma nam Talisman do zaoferowania?Prezentowana testówka nie jest liftbackiem jak to było w przypadku Laguny a pełnowartościowym sedanem. Bagażnik, a w zasadzie kufer ma 608 litrów pojemności. W dodatku zawiasy zamontowane są w taki sposób by ich obecność nie przeszkadzała nam w pakowaniu zakupów i innych ciekawostek. Sprawdziłem - sporo tam się zmieści, zwłaszcza jeżeli jeździmy tam, gdzie jest dużo i tanio, a chcemy przywieźć wiele. Przestrzeń załadunkowa powiększa się do 1022 litrów gdy tylko złożymy oparcie tylnej kanapy co trwa dosłownie chwile. Po złożeniu podłoga nie jest płaska, ale i tak pojemność robi wrażenie. Co ciekawe do bagażnika można się także dostać od środka - z pewnością czasem tak się zdarza, że chcemy czy też musimy zajrzeć do bagażnika, ale nie specjalnie lubimy eksponować jego zawartość na środku ulicy w centrum miasta. Bagażnik można otworzyć za pomocą trzech ,,patentów". Pierwszy to normalny, czyli za pomocą guzika umieszczonego na tylnej klapie.Drugi sposób to przycisk na jakże ciekawym i designerskim pilocie. Trzecia opcja przydaje się zwłaszcza, gdy wychodzimy choćby ze spożywczaka z wypchanymi po uszy torbami, a akurat pada deszcz więc niespecjalnie chcielibyśmy kłaść reklamówki ekologiczne na ziemi by nie zamoczyć potem bagażnika i całej jego zawartości - rozwiązanie polega na machnięciu, przesunięciu nogi pod tylnym zderzakiem, a gdy tylko odpowiedni czujnik wyczuje co i jak to klapa unosi się sama do góry.Bardzo duży plus za to, że koło zapasowe znalazło swoje miejsce pod podłogą bagażnika. Zawsze to lepsza i wygodniejsza opcja od schylania się pod podwozie w mokry deszczowy dzień, gdy jesteśmy ubrani w garnitur by zmienić brudne i szybciej niszczejące, uzależnione od warunków atmosferycznych koło zapasowe. W bagażniku nie zabrakło także udogodnienia w postaci źródła światła, więc nawet w nocy znajdziemy w tym dużym kufrze co tylko chcemy bez problemu.Wnętrze. Już po otwarciu tylnych drzwi dostrzegamy, że materiały użyte do wykończenia wnętrza pochodzą z kategorii ,,wysoka jakość". Wnętrze pozbawione jest różnych niedociągnięć w stylu kiepskie spasowanie. Tylna kanapa dość duża, miła w dotyku i w miarę wygodna. Mam 185cm wzrostu i nieco szurałem włosami o dach - oczywiście kwestia przyzwyczajenia, ale niemniej jednak miejsca na tyle są przeznaczone raczej dla osób do ok. 180cm - takie nie powinny mieć żadnych powodów do narzekań. Pomimo i tak moich sporych rozmiarów przy kolanach znalazło się miejsce na dwa palce, a przedni fotel był odsunięty maksymalnie do dechy ponieważ akurat tak miałem ustawiony system by po każdym zgaszeniu samochodu fotel odsuwał się maksymalnie do tyłu aby ułatwić wsiadanie i wysiadanie z samochodu - oczywiście kwestia wyłączenia tego udogodnienia to tylko kilka chwil grzebania w opcjach.Nawiewy dla pasażerów z tyłu - udogodnienie, które moim zdaniem bardzo wpływa na komfort podróżowania zwłaszcza w upalne letnie dni. Nie zabrakło także aż dwóch wyjść USB do ładowania swoich smyrfonów i nie tylko. Obok ulokowane zostało jeszcze wyjście 12V. Jeżeli z tył będzie podróżować jedna lub dwie osoby to z oparcia tylnej kanapy możemy wysunąć wygodny podłokietnik z dwoma cupholderami. W podłokietniku znalazło się również miejsce na małą skrytkę - generalnie po całym aucie sporo jest porozmieszczanych różnych schowków dzięki którym szybko uporamy się ze swoim bałaganem czyt. schowamy swój zabawki tak aby ich nie było widać.Z przodu jak to już bywa nie gorzej, a lepiej niż z tyłu. Kierowca i jego pasażer ma ustawiany fotel elektrycznie. Oba fotele podgrzewane oraz chłodzone, a nawet wyposażone w masaże. Jeśli chodzi o wersję wyposażenia to nie była ona najwyższa, ale lista dodatków i tak była obfita. Na pokładzie znalazło się sporo udogodnień, które ułatwiają i umilają podróż osobom znajdującym się wewnątrz Talismana. Wracając do tematu - fotele dość mocno wyprofilowane, więc trzymanie boczne czyt. bezstresowe pokonywanie zakrętów występuje jak najbardziej. Talismanem zrobiłem ok. 1000kilometrów i nawet po dłuższej trasie nie odczuwałem żadnego bólu kręgosłupa ani też innych dolegliwości występujących w niewygodnych samochodach.Jeśli chodzi o kokpit to trochę taki bajerancki w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nie jest może rodem ze statku kosmicznego, ale taki raczej bardziej nico stonowany. Wszystko do siebie pasuje. Materiały tu gdzie trzeba uginają się wręcz wyginają czyt. są na tyle elastyczne, że raczej po przejechaniu nawet wielu tysięcy kilometrów nie powinny krzyczeć i piszczeć do kierowcy. W budowie kokpitu występuje pewien minimalizm. Generalnie wszystko co najważniejsze znajduje się w ekranie - to swego rodzaju baza, która steruje całym ,,statkiem". Wiele funkcji dostępnych jest wyłącznie poprzez może nie tyle spory wyświetlacz co po prostu tablet, ale nie tylko. Niektóre, te najważniejsze jak temperatura, podgrzewanie i chłodzenie foteli dostępne są za pomocą pokręteł lub przycisków. Jeżeli nie chcemy dotykać ekranu to możemy go obsługiwać także za pomocą dżojstiku znajdującego się tuż za skrzynią biegów. Przy skrzyni biegów także znajdziemy schowki, cupholdery oraz w tunelu środkowym  - ukryte miejsce z przeznaczeniem na puszki czy butelki do którego możemy dostać się tylko poprzez schowek w podłokietniku.Cały system działał ogólnie bez zarzutu. To co mi się również spodobało to szeroka możliwość personalizacji wielu ustawień. Możemy wybierać pomiędzy kilkoma trybami pracy silnika za którą również idzie zmiana odgłosów wydobywających się spod maski. Do wyboru jest trub SPORT, COMFORT, NEUTRAL, ECO czy spersonalizowany Perso - wymyślony przez nas.Nawet takie pierdoły jak podświetlenie - do wyboru kilka kolorów, które także mogą się zmieniać w zależności od wybranego stylu pracy silnika.Silniki w Talismanach mogą mięc między 110 a 200 koni mechanicznych. Najsłabszy diesel 1.5 ma moc 110KM. Diesel 1.6 to albo 130 albo 160 koni. W testowym egzemplarzu pod maską znalazł się słabszy silnik benzynowy czyli jednostka 1.6 150KM. Mocniejsza benzyna 1.6 wyposażona jest w 200KM. Do setki auto przyspiesza w 9,6 sekundy - wynik przyzwoity. Średnie spalanie w trybie ECO to coś ok. 6,5L/100km lub bez patrzenia na licznik, przy normalnej, żwawej jeździe z wyłączonym trybem ECO to 7.5L/100km. Silnik to jednostka 16 zaworowa która ma 220Nm. Na pokładzie do mojej dyspozycji znalazła się także rewelacyjne automatyczna skrzynia EDC - 7biegowa, dwustopniowa. Nie brakowało jej elastyczności i szybkości w działaniu, a w dodatku cicha praca sprawiała, że nie ma się zbytnio do czego przyczepić. To co mnie bardzo zasmuciło to pojemność baku - zaledwie 47 litrów - niewiele. Teoretycznie limuzyna w długie trasy, spalanie średnie, a bak malutki. Z drugiej strony przecież stacji paliw jest dziś od groma... no chyba, że na S8 z Łodzi do Wrocławia, gdzie nie ma żadnej. W testowym egzemplarzu był układ 4Control, który zabiera 5 litrów z pojemności baku. W przypadku Talismana bez 4Control - bak ma pojemność 52litrów. Co to jest układ 4Control? Żadna tam jakaś nowość - układ 4 skrętnych kół, który był już w Preludzie czy 3000gt lub Lagunie III generacji. Dzięki 4Control tylne koła do prędkośći 80km/h skręcają do ok. 3.5stopnia w przeciwnym kierunku niż te na przodzie. Powyżej 80km/h tylne koła pracują zgodnie ze stopniem skrętu przednich. Stwierdzam iż to świetne rozwiązanie dające poczucie bezpieczeństwa w zakrętach do którego jednak trzeba i można się szybko przyzwyczaić. Trzeba początkowo uważać przy manewrowaniu zwłaszcza na parkingach, gdzie tyłek zachodzi bardziej niż w innych autach chyba, że myślimy teraz o przegubowym Ikarusie, gdzie takie rozwiązanie również znalazło swoje zastosowanie.Przyczepiam się ponieważ jest:- mała pojemność baku - niby stacji jest pełno, ale auto tak wygodne w trasie mogłoby mieć ciut większą pojemność zbiornika paliwa- tylna kanapa dla osób do 180cm wzrostu - 185cm jeszcze jakoś wytrzymałem, ale 190 miałby powody do narzekań - z drugiej strony ten segment raczej taki jest- mała gama silników - niby jest i 110 i 200, ale przydałoby się jeszcze coś takiego ekstra, gdzie potrzebne by były do pełni szczęścia jeszcze łopatki przy kierownicyPochwalić mogę za:- stylistykę - wygląd to 10/10 - projektantom z pewnością należy się premia- dobrze wykończone wnętrze - wysoka jakość i spasowania materiałów- 4Control - auto dzięki czterem skrętnym kołom w zakrętach jest niczym przyklejone do jezdni- rozbudowany komputer R-Link2 dający wiele możliwości spersonalizowania- oszczędny i w miarę dynamiczny silnik- duży bagażnik- 5 gwiazdek w EURO NCAPPodsumowując cały test stwierdzam, że Renault Talisman to dość udane auto zarówno pod względem stylistycznym jak i technicznym za rozsądne pieniądze. Cena dobrze wyposażonego już egzemplarza testowego oscylowała w okolicach 125tys. zł. Za taką kwotę otrzymujemy auto, które dość dobrze spisuje się zarówno w mieście (wszelkie systemu ułatwiające parkowanie) jak i przede wszystkim na trasie, zwłaszcza w trybie Comfort, gdzie tym autem się po prostu płynie. Felgi to spore 19" a zawieszenie w połączeniu z wygodnymi fotelami daje tak wygodny zestaw, że do środka nie przedostaje się to co niepożądane czyt. stuki, zgrzyty i inne puki. Nawet najdłuższa podróż to dla kierowcy w tym aucie żadne wyzwanie - to coś normalnego, czysta przyjemność.Dotrwaliście już do tego momentu, więc zapraszam na film (właśnie go montuje - skończę za kilka dni), a poniżej galeria mniej lub bardziej udanych lub nieudanych moich amatorskich fotek z Talismanem w rolach głównych. Na niektórych zdjęciach to coś starego w tle to ruiny huty Józefów w Samsonowie nieopodal Kielc.AMStrefa Kulturalnej Jazdy

Kiedy i czy w ogóle można wyprzedzać na podwójnej ciągłej? Rower, skuter, ciągnik rolniczy, walec drogowy i inne ,,utrudnienia

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Kiedy i czy w ogóle można wyprzedzać na podwójnej ciągłej? Rower, skuter, ciągnik rolniczy, walec drogowy i inne ,,utrudnienia" na drodze w rolach głównych.

Generalnie wyprzedzanie na podwójnej ciągłej jest zabronione i ta kwestia nie podlega zbytnio dyskusji, ponieważ podwójna ciągła to podwójna ciągłe, chociaż....Traktor, kombajn czy inny walec drogowy to inaczej pojazd wolnobieżny. O ile pierwsze dwie opcje raczej widujemy rzadko czyt. sezonowo o tyle maszyny budowlane biorąc pod uwagę napięte terminy wszystkich drogowców można spotkać dość często, zwłaszcza na głównych krajowych drogach jak choćby sytuacja ze zdjęcia  - długi już remont mniej więcej w połowie drogi z Kielc do Radomia w okolicach Szydłowca. Jest tłoczno nie tylko jeżeli chodzi o natężenie ruchu, ale także o drogowców. Jest kilka odcinków gdzie pomimo dobrej widoczności, długiej prostej, gdzie wszystko ładnie i pięknie widać na jezdni jest namalowana podwójna linia ciągła. Czy w sytuacji jak na zdjęciu, gdzie przed VW jedzie walec drogowy dozwolony jest manewr wyprzedzania? Jak się mają do tego wszystkie aktualne przepisy, czyli cała ustawa prawo u ruchu drogowym. Istnieją jakieś wyjątki, odstępstwa od linii ciągłej?Pojazd wolnobieżny to maszyna, której vmax wynosi do 25km/h - każdy taki pojazd poza ciągnikiem rolniczym musi mieć z tyłu przyczepiony trójkąt ostrzegający o niebezpieczeństwa wszak choćby na krajowej 7 - jedna z dróg o największym natężeniu ruchu, gdzie jazda z prędkością do 25km/h ze sznurkiem aut za takim pojazdem to niebezpieczeństwo dla kolejnych nadjeżdżających chociaż Ci jak zawsze powinni dokładnie analizować drogą wokół siebie, a zwłaszcza przed sobą.Podwójna ciągła to podwójna ciągła - przepisy jednoznacznie wskazują na to, iż nie wolno nam na nią najeżdżać a co dopiero przekraczać. Idąc tym tokiem rozumowania w przypadku szerszego pasa ruchu wyprzedzenie rowerzysty jest osiągalne przy założeniu że prowadzimy niewielkie auto, a jednoślad napędzany mięśniami nóg śmiga blisko prawej krawędzi to bezpieczną odległość przynajmniej 1 metra zwłaszcza przy niższej prędkości jako tako jesteśmy w stanie zachować bez przekraczania czy najeżdżania na linie ciągłe. Wyprzedzanie pojazdu wolnobieżnego jest raczej niemożliwe bez najechania na ,,ciągłą". Jeżeli jednak byśmy się zdecydowali na taki krok to musi nam być nie żal 5punktów i 200zł.Kodeks drogowy odnosi się także do kierowców pojazdów wolnobieżnych mianowicie:Kierujący pojazdem wolnobieżnym, ciągnikiem rolniczym lub pojazdem bez silnika jest obowiązany zjechać jak najbardziej na prawo w celu ułatwienia wyprzedzania. Kiedyś było inaczej? Ustawa nieco się zmieniła podczas ostatniej nowelizacji i to tej która miała niedawno miejsce. Wcześniej w ustawie był jeszcze zapis, który nakazywał wręcz kierowcy pojazdu wolnobieżnego by ten nawet zatrzymał się w celu ułatwienia wyprzedzania, a w zasadzie już późniejszego ominięcia. Co zostało wycięte? ...,,i – w razie potrzeby – zatrzymać się w celu ułatwienia wyprzedzania."Tak - przepisy też się zmieniają, więc jeżeli masz prawko od x długich lat to warto czasem zajrzeć do tej, ciekawej, treściwej i obowiązkowej lektury każdego kierowcy. Sytuacja jest prosta, gdy pojazd wolnobieżny nie jest w ruchu - wówczas bez problemu z zachowaniem szczególnej ostrożności możemy taki pojazd ominąć nawet na podwójnej ciągłej i legalnie czyt. bezmandatowo pojechać sobie dalej.Art. 90. Kto tamuje lub utrudnia ruch na drodze publicznej lub w strefie zamieszkania, podlega karze grzywny albo karze nagany.Przed nowelizacją można było się pokusić o tłumaczenie w obronie przed mandatem na ten powyższy paragraf, że pomimo wymalowanej linii ciągłej na jezdni wyprzedzanie odbyło się z zachowaniem należytej ostrożności, dobrej widoczności oraz tym, że nie chcieliśmy tamować ruchu, a np. kierowca pojazdu wolnobieżnego nie reagował na nasze sygnały, nie zjechał na bok a powinien zgodnie z uprzednią ustawą to zrobić by ustąpić, umożliwić nam dalszą, szybszą jazdę.Reasumując - linia ciągła to linia ciągła i nie powinno się na nią najeżdżać, a co dopiero przekraczać. Pojazd wolnobieżny wlekący się nawet 15km/h nie będzie miał kilkudziesięciokilometrowej trasy do pokonania, a my jadąc za nim będziemy mieli przymusowy slowdriving, ochłoniemy, odpoczniemy przed dalszą drogą.AMStrefa Kulturalnej Jazdy

Kolejny sukces, czyli Strefa Kulturalnej Jazdy w RMF MAXXX

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Kolejny sukces, czyli Strefa Kulturalnej Jazdy w RMF MAXXX

Z góry dziękuję RMF MAXXX, a w szczególności Panu Michałowi za zainteresowanie się tematem kultury na drodze. O tym, że będę na antenie informowałem Was już jakiś czas temu w social mediach, ale nie każdy może zawsze i wszędzie słuchać radia, więc nie przedłużając zachęcam do wysłuchania dwóch audycji poniżej. Pamiętajcie także by słuchać RMF MAXXXa w kolejnym tygodniu, który także będzie poświęcony kulturze na drogach. AMStrefa Kulturalnej Jazdy

Test Volkswagen Golf Sportsvan 1.4 TSI 150 KM - czy w pakiecie ,,praktyczny i wygodny

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Test Volkswagen Golf Sportsvan 1.4 TSI 150 KM - czy w pakiecie ,,praktyczny i wygodny" można otrzymać dreszczyk emocji?

VW Golf Sportsvan to następca mało popularnego Golfa Plus, który nie odniósł większego sukcesu. Czy aktualna generacja jedzie tą samą drogą kariery czy wręcz przeciwnie?Minivany to takie napompowane hatchbacki. Na przełomie ostatnich kilku, kilkunastu lat trendy na rynku motoryzacyjnym mocno się zmieniły. Dziś na topie są crossovery i inne duże suvy, a co za tym idzie klienci nieco zapomnieli o minivanach. Aktualnie producenci muszą się więc mocno postarać by przyciągnąć uwagę klienta do auta z segmentu minivan.VW Golf to jeden z najpopularniejszych samochodów na świecie, a w europie na podium z koszulką lidera od wielu lat. W 2012 roku zadebiutowała już 7 generacja Golfa. Rok później przyszedł czas na wersję kombi czyli Variant, a w 2014 w salonach sprzedaży pojawił się Sportsvan.Jeśli chodzi o wygląd to niezaprzeczalnie jest to po prostu kwestia gustu - albo się komuś coś podoba, albo się spodoba po pewnym czasie albo nigdy nie będzie przykuwać naszej uwagi. Sportsvan to taki minivan do kantu o sportowych akcentach. Na pierwszy rzut oka bardzo podobny do zwykłego Golfa choć większość elementów zostało zaprojektowanych i wyprodukowanych w zupełnie innych wymiarach. Jeśli chodzi o wymiary to Sportsvan jest dłuższy od zwykłego Golfa o 83mm i o 224mm krótszy od wersji Variant. 433,8cm długości x 180,7cm szerokości x 161,3cm wysokości = bez większego problemu nie tyle znajdziemy co po prostu zaparkujemy na ciasnym, osiedlowym parkingu. W parkowaniu poza wymiarami pomoże nam także wiele innych czynników jak wygodna pozycja za kierownicą z dobrą widocznością w każdą stronę, czujniki parkowania oraz kamera cofania.Obraz z kamery jest rewelacyjnej jakości, a w dodatku duży wyświetlacz bardzo ułatwia sprawę. Bardzo pomocne są również czujniki parkowania, które nie tylko informują kierowcę gdy coś jest za nami, ale tylko także jeżeli np. wycofujemy ze słabo widocznego miejsca to pikając poinformują nas, że coś zbliża się, nadjeżdża z jednej lub z drugiej strony.Kamera jest umiejscowiona pod znaczkiem VW na klapie bagażnika - znaczek się podnosi, a kamera się wysuwa każdorazowo po wbiciu wstecznego biegu. Aby dostać się do środka bagażnika również musimy podnieść znaczek w taki sposób jak ten widoczny na powyższym zdjęciu.Dreszczyk emocji czyli silnik. W testowym egzemplarzu był pod maską dość żwawy i dynamiczny silnik. Jednostka benzynowa, 4-cylindrowa o pojemności 1.4 generująca moc 150KM i 250Nm. Masa własna auta to nieco ponad tonę, dokładnie 1334kg, a automatyczna skrzynia DSG radzi sobie z nią na tyle sprytnie, że przyspieszamy dobrze nawet przy tych większych prędkościach. Do setki auto potrafi się rozpędzić w zaledwie 8.8 sekundy. Najlepsze wrażenia jednak sprawiają osiągi 0-80km/h - zaledwie 6.1 sekundy co w przypadku auta z tego segmentu jest wynikiem więcej niż zadowalającym. Jedyne co mnie nieco zasmuciło to pojemność baku - zaledwie 50litrów, chociaż z drugiej strony na to patrząc na wakacje przecież nie jeździmy tydzień w tydzień, a średnie spalanie na poziomie 7-7.5L/100km bez specjalnego oszczędzania auta i tak pozwala na całkiem spory zasięg. Jeśli chodzi o bagażnik to nie mogło być w minivanie inaczej jak tylko sporo wolnej przestrzeni. Sportsvan oferuje na bagaże pasażerów 500 litrów. Pojemność możemy zwiększyć przesuwając tylną kanapę nieco do przodu uzyskując wynik 590 litrów lub jeżeli chcemy naprawdę przewieźć duży towar to wystarczy złożyć oparcie tylnej kanapy i uzyskamy praktycznie płaską podłogę oraz 1520 litrów pojemności - sporo. W bagażniku nie zabrakło udogodnień typu haczyki, źródło światła czy wyjście 12V. Pod podłogą znalazło się miejsce na koło zapasowe oraz subwoofer - wolę zapas wozić w bagażniku niż miałby być zamontowany pod podwoziem - zawsze to wygodniej zmienić koło.Wnętrze. Pasażerowie na tylnej kanapie nie powinni mieć żadnych powodów do narzekań zarówno pod względem miejsca, widoku czy wszelakich udogodnień. Środkowy tunel jest wprawdzie wysoki, ale na tyle wąski, że osoba, która zajmie środkową część kanapy także nie powinna odczuwać żadnego dyskomfortu. Nawet taki duży człowiek jak ja zmieścił się tam bez problemu zostawiając sporo wolnego miejsca zarówno przy kolanach jak i nad głową. Biorąc pod uwagę fakt, iż przednie fotele były ustawione pode mnie, czyli odsunięte praktycznie do przysłowiowej dechy to wynik jak najbardziej zasługujący na pochwałę. Jeżeli z tyłu będą podróżować wyłącznie dwie osoby to ze środkowej części kanapy wysuwamy wygodny podłokietnik z cupholderami. Środkową część kanapy możemy także złożyć w takich sposób, który umożliwi nam dostęp do wnętrz bagażnika - przydatne jeżeli mamy np. wartościowe przedmioty w bagażniku, które nie chcemy wystawiać na pokaz zwłaszcza na ulicy w centrum miasta.Kolejny plus dla Sportsvana za to jest to coś czego mi zazwyczaj brakuje w autach o dużych gabarytach, czyli nawiewy dla pasażerów siedzących z tyłu. Niby nic wielkiego, ale przy tak dużej budzie potrafią zwiększyć komfort podróżowania zwłaszcza w upalne, letnie dni. Poza tym mamy tutaj także wyjście 12V oraz niewielką półkę. Przednie fotele wygodniejsze jeszcze od tych pozostałych wszak każdy dla siebie ma swój i w dodatku są ciut wyprofilowane więc zakręty pokonujemy bezstresowo. Najlepiej być oczywiście kierowcą - ten dla jeszcze większej wygody ma do dyspozycji masaże:) Generalnie cała tapicerka miła w dotyku i zrobiona z więcej jak tylko jednego, nudnego, szarego koloru.Deska rozdzielcza. Jest sporo bajerów, ale bez niepotrzebnego przepychu. Pomimo wielu użytecznych funkcji dostępnych na wyciągnięcie ręki nie ma tutaj efektu rodem ze statku kosmicznego - taki minimalizm poziom ekspert.Materiały użyte do wykończenia deski są z kategorii wysoka jakość. Spasowanie wszystkich elementów zalicza się także do tej samej kategorii z której zostały zrobione. Wszędzie, gdzie powinny uginają się palcami więc nie sądzę, żeby deska rozdzielcza nawet przy dużym przebiegu piszczała czy wykrzykiwała do nas różne dziwne rzeczy.Na kierownicy spora ilość przycisków do których jednak szybko i łatwo można się przyzwyczaić - ergonomia jak to w VW już bywa na dość wysokim poziomie. Kierownica nie jest strikte okrągła tylko nieco spłaszczona od dołu - kształt litery D, który bardzo lubię. Przy kierownicy nie zabrakło dyskretnych, małych łopatek, które dobrze działają, ale także dodają takiego sportowego akcentu do tego jakby nie było bardziej rodzinnego niż sportowego auta. Zegary duże i czytelne z komputerem pokładowym pośrodku. Generalnie wszystkie elektroniczne rzeczy znajdujące się na pokładzie działały tak jak powinny działać czyt. bez niepotrzebnych zacięć i innych zawiasów.W testówce był internet - tak - internet, a nawet WIFI.Przez to, że w aucie jest Internet to można sprawdzić pogodę, wiadomości a nawet jakie jest natężenie na głównych ulicach.Schowki, a nawet szuflady - rozwiązań praktycznych by uporządkować bałagan w Sportsvanie nie brakuje. Podsumowując. Ogółem VW Golf Sportsvan to całkiem udane auto. Na duży plus na pewno zasługuje wykończenie wnętrza oraz ilość miejsca zarówno dla pasażerów jak i ich bagaży. Praktyczny, funkcjonalny minivan, który potrafi zaskoczyć dobrymi osiągami jadącymi w parze z ekonomią. Pozycja za kierownicą oraz zawieszenie to kolejne dwie mocne cechy testowanego Golfa. W dodatku kabina jest na tyle dobrze wyciszona, że nawet przy autostradowych prędkościach rozmowa z pasażerami w środku może odbywać się bez zbytnio podniesionego tonu. Największym minusem Sportsvana jest niewątpliwie jego cena. Najtańsza opcja z najsłabszym silnikiem 1.2 85KM startuje w salonach za 68290zł. Wersja wyposażenia Highline z silnikiem 1.4 150KM to już koszt 99590zł. W testówce nie zabrakło także sporej ilości dodatków ułatwiających i umilających życie podczas jazdy, zwłaszcza w długich podróżach. Cena egzemplarza dokładnie takiego jak mój testowy to wydatek 140 130zł - sporo. Z drugiej strony nie można mieć dobrze wyposażonego auta w cenie golasa, bo to przecież nie byłoby ekonomiczne. Kolejny minus to małe lusterka - kwestia przyzwyczajenia, ale mogłyby być ciut większe. Z drugiej strony znowu można by bronić to tym, że na pokładzie były czujniki parkowania z przodu, z boku, z tyłu, które w połączeniu z kamerą cofania i informacją o martwym punkcie skutecznie niwelowały ten problem. Na koniec jako uzupełnienie testu relacja Sportsvan`a w formie wideo. AMStrefa Kulturalnej Jazdy

Dla handlowca czy dla rodziny, a może jedno i drugie? Test Skoda Fabia Combi Joy 1.2 TSI 90KM

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Dla handlowca czy dla rodziny, a może jedno i drugie? Test Skoda Fabia Combi Joy 1.2 TSI 90KM

Grubo ponad 1000km za sterami nowej, trzeciej już generacji Fabii w wersji Combi. Czy widoczna na zdjęciu powyżej Fabia jest mocnym graczem w segmencie B?Kiedy dowiedziałem się, że będę miał Fabię w wersji Combii byłem sceptycznie nastawiony do tego testu ponieważ o ile zwykła Fabia zarówno obecna jak i poprzednia generacja podobała mi się o tyle druga generacja w wersji Combi to coś po prostu brzydkiego.Na całe szczęście Skoda pojechała w dobrą stronę i w końcu Fabia Combi po prostu mi się podoba. Odebrałem auto i podjechałem pod sklep - takie tam parę spraw do załatwienia i akurat natrafiła mi się poprzednia generacja, nawet w białym kolorze, więc sami zobaczcie to porównanie. O ile patrząc z tyłu z przymrużeniem oka na 2 generację jakoś to wyglądało o tyle patrząc na nią centralnie z boku to taki... ogórek? Trzecia generacja zyskała kilka ostrych rys nadwozia, ciekawe tylne światła w kształcie litery ,,Ce" - nieco przyciemnione - fajne. Relingi na dachu to na pewno kolejny gadżet na plus. Wymiary - 425,7cm długości x 173,2cm szerokości x 148,8cm wysokości - całkiem spore auto jak na ten segment co przekłada się na miejsce w środku.Taa... to trzecie auto to również Skoda - czułem się jak na zlocie przedstawicieli handlowych:)No ale zaraz zaraz, przecież to chyba też powinno być rodzinne auto?:) Jak widać na załączonym obrazku Fabia Combi to również rodzinne auto. Plecak, wózek spacerowy i spora walizka mieści się bez problemu, a nawet zostaje jeszcze sporo wolnego miejsca więc funkcja ,,rodzinna" zaliczona.Jeżeli chodzi o bagażnik to jest naprawdę spory - 530 litrów pojemności - jeden z większych jak nie największy w tym segmencie B. Pod podłogą znalazło się miejsca na koło zapasowe. Po bokach jak widać na obrazku również kilka schowków i haczyków. Po złożeniu oparcia tylnej kanapy podłoga nie jest całkowicie płaska, ale i tak bagażnik rośnie wówczas do aż 1395 litrów pojemności. W kufrze nie zabrakło również takich udogodnień jak źródło światła czy wyjście 12V.Ilość miejsca z tyłu jest wystarczająca, aby dwie osoby czuły się w miarę komfortowo. Trzecia jak to standardowo już bywa, z tunelem pomiędzy nogami ma trochę ciaśniej czyt. mniej wygodnie. Tapicerka miła w dotyku, a w dodatku wykonana nie tylko w jednym jakimś szarym i nudnym kolorze. Być może i ta szarość w środku dominuje, ale nie na tyle, żeby nazwać wnętrze nudnym. Osoba mająca tyle co ja, czyli 185cm wzrostu bez problemu usadowi swoje 4 litery na tej kanapie. Owszem, w kolanach brakuje trochę luzu, ale przedni fotel ustawiony był pode mnie czyli raczej sporą osobę. Na plus jest także system Isofix- możecie wierzyć lub nie, ale nie w każdym aucie nawet strikte rodzinnym wpięcie fotelika z Isofixem to nie taka prosta, łatwa i szybka sprawa.Z przodu jak to z przodu - po prostu wygodnie. Fotele ciut wyprofilowane, więc trzymanie boczne jak najbardziej występuje. Po przejechaniu nawet 500 kilometrów jednego dnia nie czułem się zmęczony. Zawieszenie, które dobrze tłumi nierówności i wszelakie inne dołki w połączeniu z tym fotelami sprawia, że ból kręgosłupa czy inne dolegliwości nie powinny występować. O tym, że nad głową i przy kolanach miejsca jest sporo nie trzeba zbytnio mówić - bo z przodu dla kierowcy, przeważnie i zwłaszcza w tym segmencie czego jak czego, ale miejsca ma pod dostatkiem.Deska rozdzielcza bez szaleństw. Plastiki na pierwszy rzut oka bardzo ładnie wykonane choć także bardzo twarde. Ich spasowanie jest bym stwierdził - dobre - mogło być lepiej, ale jeżeli nie trzeszczą i nie piszczą to znaczy, że jest generalnie okej. Jak to w Skodach już bywa - ergonomia jest na wysokim poziomie - wszystko co niezbędne jest na pokładzie i w dodatku na wyciągnięcie kciuka czy innego palca. Kierownica bardzo dobrze i pewnie leży w dłoniach - nie jest spłaszczona od dołu, ale bez przesady - taka trójramienna jest całkiem spoko czyt. niczego sobie. Multimedia - bez zarzutu. System oraz komputer pokładowy - bez zarzutu. Odnośnie funkcjonowania i działania wszystkich ,,bajerów" nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Zegary duże i czytelne nawet w nocy o północy.Silnik. Testowy egzemplarz wyposażony był w silnik benzynowy 1.2 TSI o mocy 90KM i 160Nm. Do setki dość żwawo przyspieszał w 10,9sekundy. Nawet przy tych wyższych prędkościach między 90-120km/h nie czuć było, żeby to maleńkie 1.2 jakoś specjalnie się męczyło. Skrzynia manualna, pięciobiegowa działała bez zarzutu. Często już po ,,jedynce" zdarza mi się wyrobić dobrą albo złą opinię - tu było bez zastrzeżeń. Szkoda tylko, że jeżeli wóz głównie z przeznaczeniem dla przedstawiciela to zabrakło w nim tego szóstego biegu, który by sprawił, że w portfelu zostało by pewnie więcej. Jeżeli już jestem przy spalaniu to średnio trzeba założyć okolice 6L/100km - wynik znośny czyt. przyzwoity. Na trasie udało mi się jadąc 80km/h zejść nawet do 3,7litra/100km. Średnio jednak trasa, przy spokojnej jeździe to coś koło 4,5litra.Podsumowanie. Testowana Fabia Combi to wydatek dokładnie 63 230zł z dodatkami, których jak to zwykle w testówkach bywa było sporo - całkowity koszt wszystkich dodatków to 7000zł. Na plus w tym aucie na pewno są fotele, zawieszenie, kierownica trójramienna, system audio no i niech będzie ten wygląd wszak to nadwozie typu kombi, a nie każde kombi jest ładne czyt. nie każde przypomina karawan. Jeżeli miałbym się czegoś przyczepić poza ceną oczywiście, ale to już kwestia długiej debaty, bo zawsze można wziąć z salonu golasa jak komuś nie zależy na komforcie i temat zamknięty. Przyczepić można się do spasowania plastików - albo jestem już za bardzo wybredny, albo dostałem akurat taki model, ale ich spasowanie mogłoby być ciut lepsze. Poza tym śmiem twierdzić, że auto zarówno dla rodziny jak i dla przedstawiciela zwłaszcza. W końcu Fabia kombi nie odstrasza kiepskim wyglądem.Powyżej tego zdania będzie filmik (właśnie się montuje - wybaczcie, będzie gotowy za parę dni), a poniżej galeria zdjęć z kamieniołomu Mogiłki nieopodal Kielc.  AMStrefa Kulturalnej Jazdy

Przydatność języków obcych w podroży samochodowej

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Przydatność języków obcych w podroży samochodowej

Dla własnego komfortu jazdy jak i bezpieczeństwa podróży wyjeżdżając za granicę należy przygotować się pod kątem języków obcych.Pomocne są w tej sytuacji fiszki z tematyki podróży. Wbrew pozorom nawet w językach słowiańskich nie warto jest liczyć na intuicję. Szukając hotelu np. w Czechach na próżno jest szukać noclegu w hostińcu, który jest gospodą, zaś na Węgrzech pytając o szpital ratować się słówkiem angielskim hospital, bowiem po węgiersku szpital to kórház. Wystarczy zaledwie około stu słówek i wyrażeń z nimi związanych, by poradzić sobie w podróży. Bezsprzecznie nie należy polegać na swojej znajomości angielskiego, bowiem nie wszędzie się nam on przyda. Warto jest umieć w języku kraju, do którego się wybieramy zapytać o drogę rozumiejąc przy tym czy mamy pojechać w prawo, czy w lewo. Język obcy przydać się nam może również przy okazji kontroli drogowej, granicznej, w kontaktach z Policją. Nie musimy znać perfekcyjnie języka, jednak warto jest zapoznać się ze słówkami potencjalnie występującymi w takich sytuacjach. Mimo, iż znaki drogowe przynajmniej w Europie są takie same i mają to samo znaczenie to są też pewne odrębności jak pomarańczowa strzałka we Francji, czy kolorystyka tablic informacyjnych w różnych krajach. By bezstresowo podróżować samochodem po drogach wielu krajów warto jest poznać słownictwo jakim operują kierowcy, a także rodzime nazewnictwo miast, kierunków jazdy. Nie trudno jest pomylić kierunki jazdy z Genewy na Genova, czy minąć zjazd na Nurnberg wypatrując Norymbergii, mimo iż wydaje się to takie oczywiste w praktyce takie nie jest. Nie wszystkie nazwy miast mają podobne brzmienie do polskich odpowiedników, zaś nazbyt podobne nazewnictwo kilku kierunków może być równie mylące. Dobrze wiedzieć jak nazywa się po niemiecku np. wyjazd z autostrady (ausfahrt) jak i co to jest area (włoski odpowiednik przystanku wypoczynkowego na autostradzie). Poza słownictwem na drodze istotne jest także słownictwo przydatne w postoju na stacji benzynowej, gdzie niespodzianek nie brakuje. Przykładowo we Włoszech benzyna to senza piombio zaś diesel to gasolio, a gaz LPG to GPL.Artykuł powstał przy współpracy z:AMStrefa Kulturalnej Jazdy

Drgania na kierownicy - skąd się biorą i jak temu zaradzić?

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Drgania na kierownicy - skąd się biorą i jak temu zaradzić?

Problem drgań kierownicy dotyczy nie tylko starych, używanych samochodów, ale także tych nowszych. Przyczyn może być wiele choć jest kilka opcji, które można typować w pierwszej kolejności.Pierwsza i najważniejsza sprawa to musimy określić, dokładnie przeanalizować kiedy te drgania występują. Czy kierownica drży podczas wyższej bądź niższej określonej prędkości, podczas przyspieszania czy tylko podczas hamowania? Czasem bywa, że drgania są minimalne bądź występują tylko na chwile, ale ani pierwszy ani tych drugich nie powinniśmy bagatelizować. Nie powinno się zostawiać tego ,,na jutro" tylko trzeba to zrobić dziś! Drgająca kierownica wpływa na rozkojarzenie, obniżenie komfortu jazdy kierowcy, a co za tym idzie na bezpieczeństwo na drodze. Jeżeli czujesz, że coś zaczyna być nie tak to zainteresuj się tym tematem i nie wrzucaj go do szufladki ,,nic się nie dzieję, da się jechać dalej".,,Najczęstszym winowajcą wibracji na kierownicy są koła. Może się zdarzyć, że odważnik odkleił się od felgi, albo do bieżnika przyczepił się np. kamień. Bywa również, że swój żywot kończą klocki hamulcowe lub przeguby, w ten sposób domagając się wymiany. Jedno jest pewne – czując drgania na kierownicy w trakcie jazdy należy czym prędzej zająć się problemem i wyeliminować usterkę, która odpowiada za ten niekomfortowy stan." - cyt. http://ladnefelgi.pl/Zacznij od kół, czyli guzy na oponach bądź też nieprawidłowe wyważenie. Nasze wymarzone bądź też nie koła, opony czy inne felgi aluminiowe przemierzając nasze polskie, nie zawsze piękne i równe drogi niszczą się. Żeby jednak to nie było mało to ich stopień zniszczenia może być różny dla każdego koła, opony, felgi czy innej alufelgi z osobna.Kolejny winowajca drgań może mieszkać czyt. pochodzić z układu hamulcowego, napędu czy nawet serca naszego samochodu, czyli od silnika.Zanim jednak zaczniesz narzekać na swoje auto i myśleć ile to Cię znowu będzie kosztować naprawa to przeczytaj artykuł do końca. Jeżeli:- kierownica drży w minimalnym stopniu i to tylko przy dużych prędkościach to przyczyny powinno się zacząć szukać w błędnym wyważeniu kół. Z wyważaniem jest podobnie jak z ciśnieniem w oponach, od czasu do czasu warto to sprawdzić - oczywiście śmiało można to robić rzadziej niż sprawdzanie ciśnienia w oponach, ale w przypadku zmiany felg czy choćby samych opon warto pojechać do diagnosty na wizytę kontrolną.- kierownica zaczyna ci się wymykać spod kontroli czyt. drży każdorazowo podczas hamowania to pierwsze co powinieneś sprawdzić to klocki i tarcze hamulcowe. Oczywiście nie zawsze trzeba od razu inwestować nowe tarcze - czasami można te nieco zużyte przetoczyć ponownie. Kolejną rzeczą, która może być źle ustawiona podczas drgań przy hamowaniu to zbieżność i luzy w układzie jezdnym, która niekorzystnie wpływa na ,,toczenie" się naszych nawet nowych felg aluminiowych,- drgania są uzależnione od prędkości jazdy, a Ty masz napęd na jedną, tylną oś to warto tam zajrzeć. Być może uszkodzeniu uległy łożyska głównego wału,- podczas ostrej zmiany biegów i mocnego wciskania pedału przyspieszania czujesz jak twój silnik się rusza czy słychać go jakby w coś uderzał to nie znaczy, że właśnie twój styl jazdy jest taki jak twoje nowe felgi i można go nazwać sportowym tylko najprawdopodobniej poduszka silnika właśnie kończy lub nawet zakończyła swojego żywota,- zdarzyło się kilka razy obedrzeć felgę o krawężnik, a teraz Twoja kierownica wręcz szarpie Cię za ręce to prawdopodobniej spotkanie z krawężnikiem było bliższe niż zazwyczaj, a felga uszkodziła się na tyle, że jest po prostu przyczyną drgań na kierownicy,- słyszysz, że szum spod kół wydobywa się głośniej niż zazwyczaj to może oznaczać, że niedawne zaliczenie dołka dopiero co wyważoną oponą z piękną felgą jest główną przyczyną bicia, drgania wieńca kierownicy.Pamiętaj, zwłaszcza podczas zmiany kół, że śruby, które pasowały do letnich felg nie zawsze muszą pasować do zimowych i odwrotnie. Felga i śruba muszą tworzyć jedną wspólną całość - jeżeli będzie inaczej to poza zniszczeniem felgi w gratisie otrzymamy niekomfortowe drgania kierownicy.Im wcześniej zainteresujemy się tematem drgań naszej kierownicy tym lepiej dla naszego bezpieczeństwa oraz portfela. Wczesna reakcja może nam zaoszczędzić sporych, późniejszych wydatków, które byśmy mogli przeznaczyć na zakup nowych i pięknych alufelg.AMStrefa Kulturalnej Jazdy

(SZ) SmartZombi - nowoczesne niebezpieczeństwo!

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

(SZ) SmartZombi - nowoczesne niebezpieczeństwo!

Smartfon to niezwykle użyteczny przedmiot. Sam dość często z niego korzystam. W zasadzie nie oszukując się niemal codziennie tj. poczta, smsy, rozmowy, internety, aparat, kamera i wszystkie inne cuda które się w nim mieszczą. Okazuje się jednak że to przydatne urządzenie może być bardzo niebezpieczne, gdy będzie w nieodpowiednich rekach, a więc uważajcie, zanim będzie za późno.Zły, niedobry i niebezpieczny kierowca - taki jest zazwyczaj przekaz większości kampanii mających służyć poprawie bezpieczeństwa na drogach. Każdorazowo winny jest nikt inny jak tylko kierowca, a ja nie rozumiem skąd taka moda. Czyżby ktoś wyliczył co nie jest trudne że więcej jest pieszych niż kierowców? Jako że piesi to większość, więc więcej ludzi poprze atak na drugą, mniej liczna stronę - podejrzewam że to właśnie jest głównym powodem. Nie zawsze winny jest jednak kierowca. Bywa i tak że żadne nawet 40mniej nie uratuje pieszemu życia, jeżeli ten nie zacznie w końcu myśleć. Pieszy musi zrozumieć że nawet gdy auto będzie jechać, a w zasadzie nawet toczyć się 20km/h to możne zginać. Pieszy powinien przyjąć zasadę ,,myśl bo zginiesz" i to niezależnie od tego czy masz pierwszeństwo czy też nie. Ludzi na cmentarzach którzy mieli pierwszeństwo leży naprawdę sporo - zabrakło logicznego myślenia. Kierowca co najwyżej zmieni zderzak, szybę, lusterko ale pieszemu ciężko będzie wymienić bez uszczerbku na zdrowiu swoje podzespoły zwłaszcza że niektóre oryginalne jak mózg są raczej z tego co wiem jeszcze niewymienialne. SmartZombi na zebrze.Jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało jest prawdą. Ogólnie całego tego smart zombie można porównać do kogoś kto ma kaptur na głowie, a w uszach słuchawki w których pewnie leci wszystko się może zdarzyć. Przyczepić do takiego delikwenta się nie można dopóki nie zacznie w swoim stylu ,,mam wyjebane" wchodzić na przejście dla pieszych czy przechodzić przez ulice nawet w dozwolonym miejscu. Jaki to ten styl? Styl wchodzę kiedy chcę i jak chcę - patrzeć rozglądać się na boki, a zwłaszcza myśleć nie muszę, bo chyba zawsze i wszędzie mam pierwszeństwo. Zwykle po pierwszym wypadku i analizie biegłych okazuje się jednak, że pieszy tu czy tam nie miał pierwszeństwa i nie wszedł na przejście tylko wtargnął z głową ,,zatopioną" w wyświetlaczu swojego smyrfona. Niestety pech, a w zasadzie brak logicznego myślenia sprawił, że smartzombie zrobił to w nieodpowiednim momencie czytaj wtargnął wprost pod auto, którego kierowca nie miał szans na reakcje bo np. smartzombie wyszedł zza rogu lub miał czerwone, ale kto by tam patrzył przed siebie. On patrząc w szmartfona widział gdzieś na ziemi poza pulpitem skrawek linii które zwykle oznaczają przejście dla pieszych - tyle mu przeważnie wystarcza do tego, żeby targać się na swoje życie. Niestety swojego życia, tak jak smartfona nie uruchomi ponownie. SmartZombi na chodniku. Tym razem przestaje denerwować kierowców i całą swoją nieuwagę skupia na równym sobie. Nie rozumiem dlaczego zombie maja tendencje, że skoro patrzą na wyświetlacz to idą jak chcą. Wkurzające to jest zwłaszcza w zatłoczonych miastach, gdzie na chodnikach występuje sporo osób. O ile większość ludzi idzie logicznie i płynnie śmigając zazwyczaj ze swojej prawej strony, dzieląc chodnik na dwie niby części to jakoś to idzie. Najgorzej jest jednak, gdy nagle bezmyślny smartzombi wyskoczy zza rogu i śmiga slalomem albo innym zygzakiem pomimo że tak nie musi. Reszta części społeczeństwa na chodniku zbytnio nie wie jak się zachować, więc czasem się zatrzymuje, zwłaszcza matki z dziećmi w wózkach zastanawiając  się jednocześnie czy smartzombi w nich nie wejdzie. Smartzombie za kołkiem. Stało się, zombi awansował jakimś cudem i zdał prawko. Teraz siać strach, śmierć i zniszczenie może także za kierownicą nawet niekoniecznie swojego samochodu. O ile na dwóch nogach raczej stwarzał zagrożenie dla samego siebie o tyle na 4 kołach jest już typowym killerem, który potrafi zabić innych, a sam przetrwać. Często go można poznać na skrzyżowaniu, zwłaszcza na zielonym świetle, gdzie trzeba ruszyć do przodu a ten stuka ,,co tam słychać?" w smsie. Bardziej mroczna historia to ta w której smartzombie jedzie grubo ponad stówą choćby w zabudowanym z jedna ręką na kierownicy a drugą nie na skrzyni biegów tylko na telefonie - właśnie wystukuje czy wymacuje na ekranie do ważnej bliskiej osoby ,,zaraz będę" - okazuje się jednak że to zaraz oznacza czasem później albo wcale. Smartzombi lubi dużo gadać. Rozmawia więc jadąc samochodem, ale nie przez zestaw głośnomówiący tylko trzymając w ręce swój nowy, drogi model telefonu by pokazać ze go na niego stać. Szkoda tylko, że robi to jadąc 40km/h na jedynce i tamując ruch. Tak naprawdę czasy kiedy litr paliwa był droższy od minuty w bezsekundowym naliczaniu już dawno minęły. Telefon to też żaden luksus - dziś taniej jest zadzwonić niż przyjechać. Okazuje się, że smartfony i inne tablety czy telefony komórkowe to miał być postęp w naszej cywilizacji i tak też niewątpliwie się stało. Pamiętajcie jednak, żeby jak zawsze używać wszystkiego z głową. Uważajcie żeby nie stać się ofiarami smartzobmich lub gapiąc się w nieodpowiednim czasie na wyświetlacz nie zostać jednym z nich, a ten artykuł zamiast dla was nie był o was samych. Na koniec przyszło mi pewne hasło do głowy ,,zgaś wyświetlacz - włącz myślenie" - takie tam słabe przed wypadkiem czy kolizją. Dopiero po wypadku okazuje się, że takie hasło jest bardzo mocne i bolesne. Nie bądź więc chamem korzystając bezmyślnie i w nieodpowiednim miejscu i czasie ze swojego smartfona.  AMStrefa Kulturalnej Jazdy

Jazda samochodem zgodnie z przepisami - czy tyle wystarczy?

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Jazda samochodem zgodnie z przepisami - czy tyle wystarczy?

Można być chamem za kółkiem, wkurzać wszystkich dookoła i podnosić nerwy na czerwone pole bardziej niż jedynka w dieslu przy 50km/h? Można! W dodatku taka jazda może być zgodna z przepisami.Płynność i kultura jazdy - obie te rzeczy idą albo w zasadzie jadą tym samym wózkiem, a przynajmniej powinny. O ile to pierwsze tak sobie, to drugie zazwyczaj jest tematem tabu wśród kierowców, no bo kto by rozmawiał przy kawie, że dobrze jest czasem wpuścić kogoś przed siebie, że jazda na suwak ma sens, że pieszy na pasach to nie powietrze, że dwa miejsca parkingowe są przeznaczone dla dwóch aut - przecież to nudne i głupie. Przecież każdy kierowca to miszcz król wyprzedzacz pierwszy. Być może należałoby zacząć od początku, od podstaw szkolenia czyli podczas kursu nauki jazdy. Generalnie tam jest tak mała liczba godzin teoretycznych i praktycznych, że niestety też pewnie nie ma czasu na zajęcie się tematem płynności i kultury jazdy - temat nierzadko ignorowany, a tak być przecież nie powinno. Nie powinniśmy się tylko uczyć jak zdać egzamin, ale także jak zachowywać się, jeździć po zdaniu egzaminów i odebraniu plastiku z napisem ,,prawo jazdy". Niby może się wydawać, że płynność jazdy to nic wielkiego, ale uwierzcie, że to taka rzecz, która ma wpływ na wiele spraw na drodze.Podobno dobry kierowca hamuje biegami - jak w każdym powiedzeniu tak i w tym jest sporo prawdy. To powiedzonko nie odnośni się do niczego innego jak właśnie do płynności jazdy. Dlaczego dobry kierowca hamuje biegami? Ponieważ potrafi dobrze przewidywać to co może się wydarzyć na drodze za kilka sekund - jest dobrym obserwatorem, a to mu daje tylko i wyłącznie same korzyści. Jeżeli jedzie i widzi przed sobą korek, podwójną ciągłą to nie siedzi nikomu na zderzaku i nie czai się jak szpak na czereśnie tylko zostawia sobie trochę miejsca przed sobą i gdy tylko auto przed nim hamuje, on mając zapas zdejmuje nogę z gazu. Jedzie płynnie, a przy tym oszczędza hamulce, paliwo, a przede wszystkim nerwy. W dodatku taka jazda jest o wiele mniej męcząca, dzięki temu właśnie, że mamy sporo czasu na reakcję. Nierzadko mi się zdarza, że jadąc np z Radomia do Kielc hamulca używam dosłownie kilka razy. Oczywiście nie trzeba popadać w paranoję typu ,,nie użyję hamulca" ponieważ dążenie do takich rekordów może nas zgubić i gdy będziemy potrzebowali depnąć ostro w podłogę to zamiast depnąć po heblach, tylko i wyłącznie zredukujemy. Jeżeli wydaje Ci się, że jesteś dobrym kierowcą ponieważ masz ostry, sportowy styl jazdy - ciągle szalejesz przebierając nogami z pedału hamulca na pedał przyspieszenia to masz niestety złudne wrażenie ,,szybkiej" jazdy. Wydaje Ci się, że u celu będziesz szybciej bo co chwile depczesz w podłogę - tylko Ci się wydaje. Jedyne co w takiej sytuacji jest pewne to to, że Twoi pasażerowie z pewnością zmęczą się zastanawianiem i to nie o której dotrzecie do celu, ale czy w ogóle.Podczas ostatniego weekendu miałem taką sytuację. Mianowicie jadę sobie w stronę centrum Warszawy, przede mną standardowo w tym i w tamtym miejscu korek, ale zanim dojadę do jego końca trochę minie. Widzę, że przede mną jedzie seiko jakieś 40km/h to ja 20metrów dalej za nim, bo a to ktoś co chwilę przełazi na przejściach, a to ktoś kogoś wpuszcza. Za mną jednak pewna piękna Pani w pięknej beemce emce pałerce jedynce ostro siedzi mi na zderzaku. A to się wychyla, a to dojeżdża na centymetry jakby chciała mnie popchnąć. Nagle jest, długa przerywana i z przeciwka w końcu nic nie jedzie. Beemka ostro w podłogę i odchodzi... za 15 sekund już ja widzę w oddali... jak daje po heblach ustawiając się na końcu długiego sznureczka. Udało się, ,,nadrobiła" i jest przede mną. Ja powolutku dojeżdżam, zielone się zapala, zmieniam pas, bo akurat remont - z 3 pasów na dwa się jezdnia schodzi. Jadąc na zderzaku u kogoś pewnie bym tego nie zobaczył. Cyk, pyk i jestem na drugim pasie. Pani w beemce znowu za mną, ale wciąż na ,,szybszym jak zwykle" lewym. Po 200metrach koniec remontu i znowu piękna dwupasowa, jednojezdniowa. Za ok 2 kilometry ustawiam się na pas do skrętu w lewo. Czekam i czekam aż tu nagle z mojej prawej dolatuje beemka. Można było jechać 60km/h w tym miejscu ale co z tego jak 60km/h po pewnym czasie i tak zrównało się z moim 40.Jaki z tego morał? Krótki - nie opłaci się zapierdzielać, bo albo niewiele zyskamy, albo nic, ale stracić możemy sporo.Zero obserwacji. Inny, kolejny przykład kiedy to raz widziałem jak pewien starszy Pan szarpał swojego Lanosa przez kilka dobrych skrzyżowań. Fakt faktem wyprzedzał mnie i innych, ale tylko na chwilę ale za to wiele razy - kto wie może o to chodziło w tym ,,wyścigu". Jechał generalnie raczej zgodnie z przepisami, ale tak nerwowo, tak ostro, że slalom, test łosia, kontrolę hamulców i pomiar przyspieszania to chyba Lanos z piętnaście razy zaliczył - nie potrzebnie. Wystarczyło jechać rozważnie czyt. włączyć zmysł obserwacji i policzyć sobie w myślach, że w tym miejscu szybsza jazda zwłaszcza slalomem i z piskiem opon na jedynce na wczesnym zielonym spod świateł nie da zupełnie nic poza wzrostem ciśnienia we krwi oraz przypływem adrenaliny, a bardziej stresu. O większym zużyciu samochodu i poniesionych wyższych kosztach za przejazd poprzez zwiększone zużycie paliwa nie trzeba zbytnio pisać.Dzięki płynnej jeździe:- stajemy się ekokierowcami. Płynna jazda to jeden z ważniejszych elementów ecodrivingu. Jadąc eko nasze auto pali mniej, a my oszczędzamy pieniądze. Jadąc eko silnik, hamulce oraz tarcze zużywają się w mniejszym stopniu - znowu oszczędzamy pieniądze i czas, który musimy poświęcić mechanikowi.- zwiększamy komfort jazdy nasz i naszych pasażerów. Płynna jazda jest dużo bardziej mniej męcząca od stylu ala sportowego czyt. szarpanego. O ile kierowca trzyma się tej kierownicy i wie co za głupi numer za chwilę odstawi na drodze, to pasażer, który tylko najzwyczajniej w świecie chce podziwiać okolicę przez szybę to nie może bo robi mu się słabo, niedobrze na widok tego jak prowadzi jego ,,szofer".- zwiększamy bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu drogowego. Mniej agresywny styl jazdy to styl bardziej przewidywalny. Głupie zachowania w stylu nagłe hamowanie, przyspieszanie może spowodować efekt domina, małpowania przez pozostałych kierowców do tego stopnia, aż któryś zawini, pomyli się, nie zdąży tu czy tam i wypadek gotowy.- poprawiamy płynność ruchu na drodze. Ten punkt bardzo ważny zwłaszcza jeżeli mamy na myśli obszary zabudowane. Jeżeli ktoś dostrzeże przed sobą antypłynnego kierowcę to zawsze stara się zostawić przed sobą więcej miejsca niż mu nawet to potrzebne ze względu iż nie wie co za numer odwali, może odwalić ten przed nim.Wróćmy jednak do nagłówka tytułowego dzisiejszego wpisu, czyli czy jazda zgodna z przepisami wystarczy by się określać mianem dobrego kierowcy? Pewnie, że nie wystarczy!Kiedyś wdałem się w jakąś tam polemikę na forum motoryzacyjnym. Temat dotyczył właśnie kultury na drodze. Jedni pisali, że często ustępują innym, a drudzy, że wręcz przeciwnie. Nie ustępują, bo po prostu nie muszą. Nie wpuszczą nikogo z podporządkowanej (zazwyczaj takim kierowcom sztywnieje szyja i łapią zawias by choć na chwile nie spojrzeć na kierowcę, który oczekuję na odrobinę dobroci stojąc w tej podporządkowanej) bo mają pierwszeństwo. Nie ustępują pieszym ponieważ nie muszą - pieszy ma pierwszeństwo dopiero na pasach, więc jeżeli stoi obok przejścia... to niech sobie stoi - nie muszę to jadę dalej. Problem pojawi się wtedy, gdy sytuacja się odwróci - to my będziemy pieszym, albo takim kierowcą na podporządkowanej. Wtedy zrozumiemy, że gdyby wszyscy byli uprzejmi wobec siebie to dziś jakoś by to szło. Jakoś ten suwak by działał i ruch były bardziej płynny czyt. a my szybciej u naszego celu. Zazwyczaj jest jednak tak, że skoro ja wczoraj byłem pieszym, stałem na podporządkowanej i nikt mi nie chciał ustąpić czyt. swoje musiałem odstać to tym bardziej nie będę się zatrzymywał i robił z siebie coś tam kulturalny kierowca czy coś w ten deseń. Ktoś kiedyś musi to wszystko czyt. kulturę na drodze zapoczątkować. Jeżeli nie ty, nie teraz, nie od dziś to nic się nie zmieni... niestety.Jak już wywnioskowaliście płynność i kultura na jednym jadą wozie. Jeżeli obie te cechy będziemy starać się rozwijać za kółkiem to zaczniemy sobie wyrabiać pozytywną opinię. Jeżeli któryś z Twoich pasażerów powie Ci, że po tych kilkuset kilometrach z Tobą za kółkiem nie czuje się zmęczony to wiec, że jesteś dobrym kierowcą. Ponoć dobro wraca z podwójną siłą, a jak się kulturę zacznie rozmnażać na drodze to będzie jej po prostu więcej. Wszak łatwiej nam zrobić uprzejmy gest wiedząc, że ktoś kiedyś i nad nami się zlitował. Do roboty! AMStrefa Kulturalnej Jazdy

Duży i sprytny, czyli test Mitsubishi Outlander 2.2 Diesel AWD 6AT

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Duży i sprytny, czyli test Mitsubishi Outlander 2.2 Diesel AWD 6AT

Długi i szalony, a przede wszystkim majowy weekend na drogach spędziłem z trzecią już generacją Outlandera, która przeszła w 2015 roku facelifting.Nowy Outlander to nowa twarz, nowy wizerunek marki Mitsubishi - oczywiście pozytywny.W porównaniu do poprzedniej generacji jest bardziej zadziorny i taki mniej toporny. Widać zdecydowaną poprawę i krótko stwierdzając - w końcu Outlander mi się podoba. Prezentowany samochód posiada nieco ostrą linię nadwozia i sporą ilość chromu tu i tam.W testówce znalazły się 18" felgi, przyciemnione szyby tylne oraz ciemny brązowy lakier - całość świetnie kamufluje ten duży pojazd tj. świetnie optycznie go nieco zmniejsza dzięki czemu nie wygląda jak beznadziejna ciężarówa, a zgrabny, po prostu sporych rozmiarów suv. Z przodu oraz z tyłu komplet lamp ledowych, które zarówno świetnie się prezentują jak i dobrze świecą.Nowy Outlander rozciągnął się w porównaniu do poprzednika o 4 cm. Posiada aktualnie 469,5cm długości x 181cm szerokości x 167cm wysokości. Teoretycznie mogłoby się wydawać, że sporym autem ciężko jest manewrować, zwłaszcza na ciasnych parkingach. Wbrew pozorom Outlander jest jednak dość zwrotny - promień skrętu to zaledwie 5.3m. Z pomocą na parkingach przychodzi także kamera cofania oraz sporych rozmiarów lusterka w których dużo widać, więc temat parkowania i ogólnego manewrowania nie jest taki straszny jakby mogło się wydawać.Koło zapasowe umiejscowione jest pod podwoziem - nie lubię takiego rozwiązania, ale przecież za często go nie będziemy używać - no chyba, że ktoś ma często pecha. Generalnie całe zwieszenie jest dosyć miękkie czyt. komfortowe. Do środka nie przedostają się żadne niepożądane stuki czy inne puki. 19cm prześwit ułatwia jazdę w lekkim terenie i po innych bezdrożach, a miejska dżungla nie jest dla niego absolutnie żadnym wyzwaniem. Silnik. Testowana wersja posiadała silnik diesla o pojemności 2.2 generujący moc 150KM i 360Nm. Silnik pracuje dość cicho, nie słychać żadnego wycia i generalnie nie ma się do czego przyczepić. Kabina jest dobrze wyciszona, także nawet przy wyższych, autostradowych prędkościach w środku jest na tyle cicho, że bez problemu możemy wdać się w konwersację z pozostałymi pasażerami nie podnosząc zbytnio przy tym tonu głosu. Auto miało napęd 4x4, automatyczną sześciobiegową skrzynię, która ten pojazd ważący 1610kg potrafi rozpędzić do setki dokładnie w 11.6 sekundy choć wydawało się jakby to było znacznie szybciej. Automatyczna skrzynia działała z lekkim opóźnieniem. Z jednej strony można by uznać, że to jakaś wielka wada, ale z drugiej - nie było żadnych efektów gwałtownego szarpnięcia. Auto po wciśnięciu pedału przyspieszania rozpędzało się bardzo delikatnie, płynnie czyt. po prostu komfortowo. Suma sumarum nie jest to przecież rajdówka tylko duży suv. Średnie spalanie podczas całego testu to nieco ponad 8 litrów, dokładnie 8.2-8.3L/100km co klasuje Outlandera w przyzwoitym jak na tak duże auto przedziale. Owszem, jak zawsze wynik będzie uzależniony od naszego stylu jazdy - jeżeli się będziemy starać to z pewnością znacznie może podskoczyć. Jeżeli jednak będziemy jeździć eko to coś tam uda nam się zbić, a może nawet ta ósemka z przodu zniknie. Pojemność baku to standardowe 60 litrów więc zasięg jest całkiem znośny. W silniku diesla napęd 4x4 jest w standardowej ofercie. Wyboru pracy napędu dokonujemy za pomocą przycisku nieopodal skrzyni biegów. Tryb Auto oznacza, że załączony jest napęd na przednią oś, a tylna dołączana jest w razie niespodziewanej i nagłej konieczności. Tryb Eco to nic innego jak napęd tylko na przednią oś. Jeżeli już zechcemy ,,poszaleć" poza pięknym i równym asfaltem to tryb Lock jest naszym zbawieniem - jest to blokada centralnego mechanizmu różnicowego która ułatwia jazdę w nieciekawym czyt. śliskim, błotnistym, śniegowym terernie.Bagażnik. 591 litrów pojemności, które możemy konfigurować na wiele różnych sposobów. Nie zabrakło rozsuwanej rolety, schowka w podłodze, a podłoga w dodatku jest płaska. W bocznej ściance znalazło się także miejsce na ważne przedmioty takie jak trójkąt, apteczka itd. Zarówno schowanie, rozłożenie rolety czy foteli trzeciego rzędu trwa zaledwie kilka sekund.Mam 185cm wzrostu, jest racze większą osobą, więc trzeci rząd foteli raczej nie jest mi przeznaczony. Owszem, na upartego jakiś krótki dystans byłbym w stanie przetrzymać, ale na dłuższą metę nie dałoby rady. Środkowy rząd foteli to już zupełnie inna bajka. Siedzi się wyżej w stosunku do kierowcy co mi w samochodach bardzo się podoba. Nie brakuje przestrzeni zarówno nad głową czy przy kolanach. Oparcie kanapy można także pochylać w stronę bagażnika co zwiększa komfort. Także całą kanapę, która jest dzielona, można przesuwać do przodu oraz do tyłu. Niewielki środkowy tunel sprawia, że nawet w trójkę na tej kanapie będzie po prostu wygodnie. Pod przednimi fotelami sporo miejsca na nogi. Szkoda, że w tak dużej budzie zabrakło nawiewów dla pasażerów siedzących z tyłu. Trochę się czepiam, bowiem te nawiewy które są w zupełności wystarczają, ale na pewno gdyby były także z tyłu to komfort podróżowania byłby jeszcze większy, zwłaszcza w upalne, letnie dni. Przednie fotele jak to już standardowo bywa najwygodniejsze. Dość mocno wyprofilowane, więc trzymanie boczne zwłaszcza w zakrętach występuje, a te z kolei pokonujemy bezstresowo. Kokpit - zrobiony z materiałów wyższej jakości. Tu gdzie trzeba wszystko ładnie ugina się pod palcami. Nawet te czarne elementy w stylu black piano bardzo ładnie się prezentują i w dodatku nie zostają na nich odciski palców, nawet gdybyśmy się o to mocno chcieli postarać. Na lewych i prawych drzwiach a także nad schowkiem pasażera występuje akcent sporotwości jakim jest listwa imitująca karbon - bardzo ładnie ona wkomponowuje się w ogólną całość i sprawia, że jest ciekawym gadżetem, a nie jakąś tandetną przylepą.Kierownica może i jest ciut duża, ale za to przynajmniej świetnie leży w dłoniach. Auto prowadzi się dość pewnie, a to jest chyba najważniejsze. Na kierownicy masa przycisków. Po kilkunastu kilometrach okazało się, że wszystkie bardzo przydatne, a to że większość dostępna jest praktycznie na wyciągnięcie kciuka świadczy o wysokiej ergonomii. Zaraz za kierownicą znajdziemy wielkie łopatki do zmiany biegów - szczerze mówiąc korzystałem z nich tylko kilka razy celem sprawdzenie jak to działa. Nie jest to sportowe auto, ale fajnie że są - zawsze to kolejny ciekawy, sportowy akcent.Zegary w Outlanderze są duże i czytelne. Niebieskie podświetlenie czy tam fioletowe to już standard w autach z dalekiego wschodu. Pomiędzy zegarami znajduje się komputer pokazujący najważniejsze funkcje. Generalnie cały system zarówno przy zegarach jak na środku kokpitu działa bardzo dobrze czyt. bez nikomu niepotrzebnych i wkurzających zwiech.Podsumowując. Mitsubishi Outlander trzeciej generacji to ciekawe auto zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz. Duże wymiary idą w parze z ciekawym designem. Myślę, że gdyby przestali produkować pierwszą czy drugą generację to raczej niewielu ludzi by z tego powodu płakało. Trzecia generacja pod względem wyglądu jest bardzo atrakcyjna, a Mitsubishi jadąc tym tropem sprawia, że już nie mogę się doczekać następnego kroku. Outlander to duży rodzinny, nawet siedmioosobowy wózek, którym bez problemu i wygodnych warunkach będziemy podróżować z punktu A do punktu B nawet jeżeli te punktu będą oddalone od siebie o wiele kilometrów. Trasa z punktu A do punktu B niekoniecznie także musi przebiegać po równym asfalcie. Bezdroża, lekki teren czy miejska dżungla - w każdych warunkach nowy Outlander ze sporym prześwitem czuje się świetnie. Można by się nieco przyczepić tej skrzyni biegów, która ciut za wolno reaguje, ale mnie to zbytnio jakoś nie przeszkadzało. Bardziej skupiłbym się na cenie, która wg mnie jest troszkę za wysoka, albo inaczej. Z racji iż jest to silnik powyżej dwóch litrów to normalną sprawą jest, że akcyza na pojazd musi być wyższa i stąd taka a nie inna cena. Szkoda tylko, że w tych pieniądzach nie ma np. nawigacji - niby nic bardzo koniecznego, ale za kwotę ok. 150 tysięcy złotych (148 890) dobrze by było mieć taki gadżet na kokpicie. O skórze nie wspominam, bo welur, który był w testówce w zupełności był na tyle wygodny, że skóra to rzecz zbędna. Na pocieszenie mogę dodać, że najtańszy Outlander z silnikiem benzynowym to koszt ok 96tys. zł.Na koniec dorzucam filmik (przewidziany czas montażu - kilka dni:)), a jeszcze niżej niewielka majówkowa galeria zdjęć z Outlanderem w rolach głównych.AMStrefa Kulturalnej Jazdy

Damska torebka na kołach, czyli test Renault Twingo Bizuu 0.9 TCe 90KM

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Damska torebka na kołach, czyli test Renault Twingo Bizuu 0.9 TCe 90KM

Najbardziej kobiece auto jakim mi przyszło jeździć, czyli co powstało z połączenia mody i motoryzacji. Niektóre auta bardziej, innej mniej pasują do kobiet, a to ze względu na ich bryłę czy choćby kolor. Oczywiście nikogo nie dziwi  w tych czasach fakt, że skromna i niepozorna kobieta może jeździć dużym suvem, terenówką czy czymś co ma grubo ponad 200 konii mechanicznych pod maską. Istnieją jednak auta, a zwłaszcza wersje wyposażeniowe skierowane, dedykowane także płci pięknej. Pakiet Bizuu (tak kobiety - to ta sama marka odzieżowa:)) w Renault Twingo bez wątpienia wpisuje się w gusta większości kobiet.Twingo to niewielkie auto z charakterem posiada następujące wymiary: 359,5cm długości x 164,7cm szerokości x 155,7cm wysokości. W parze z małymi rozmiarami idzie rewelacyjna zwrotność. Przednie koła mogą być skręcone o 45 stopni, więc manewrowanie tym autem po zatłoczonym mieście i nie ciasnym parkingu to czysta przyjemność. Zresztą co ja będę pisał o zwrotności - wystarczy, obejrzeć krótki film na temat znajdujący się poniżej.Promień zawracania wynosi zaledwie 8.6m! Z pomocą na parkingu przychodzą także obecne czujniki parkowania, a nawet kamera cofania, której obraz jest świetnej jakości. Wszystko jest czytelne zarówno za dnia przy pięknej pogodzie, ale także nocą na słabo oświetlonym parkingu. Ponadto niebieskie linie wyświetlane w na monitorze pokazują aktualny tor jazdy - noż łatwiej się już chyba nie da:)Patrząc na kokpit nie zobaczymy tu czegoś rodem ze statku kosmicznego, ale myślę, że kobietom raczej chodzi o coś innego. Na brak nudy nie można tutaj narzekać - pełno kolorów, dużo smaczków i innych gadżetów. Plastiki nie należą do miękkich czy bardzo miękkich - są po prostu twarde czyt. bardzo twarde. Ich spasowanie nie budzi jednak najmniejszych zastrzeżeń. Mieszek kierownicy i schowek pasażera w tych samych barwach wyglądają bardzo smacznie czyt. spójnie. W dodatku ten schowek to nie jest taki zwykły schowek jakby się mogło wydawać.Toż to damska torebka. Ciekawe rozwiązanie - mieć auto z miejscem przeznaczonym specjalnie pod damską torebkę:)Małe, ale także zadziorne. Twingo posiada na sobie kilka sportowych akcentów.15" felgi w takim niewielkim samochodzie robią duże wrażenie. Z tyłu mamy hamulce bębnowe. Z przodu do dyspozycji kierowcy znajdziemy hamulce tarczowe. Jeśli chodzi o takie rozwiązanie w tak małym aucie to nie mam żadnych zastrzeżeń. Hamulce wyczułem dopiero po kilkudziesięciu kilometrach. Początkowo każdorazowo, gdy nieco mocniej uderzyłem nogą w środkowy pedał to twarz leciała na przednią szybę. Na szczęście szybko temat ogarnąłem i śmiało mogę stwierdzić - Twingo zatrzymuje się niemal w miejscu. Silnik. Zmyłka:) Z przodu go nie ma. Pod przednią maską, którą można jedynie zsunąć i to w dodatku niestety tylko tyle ile widzicie na zdjęciu jest wzmocniona strefa zgniotu plus kilka podstawowych rzeczy typu miejsce na wlanie płynu do spryskiwaczy, które nie jest dobrym rozwiązaniem. Miejsca tam jest niewiele, otwór jest bardzo nisko położony i bez lejka, zwłaszcza w wietrzny dzień ciężko będzie nam nalać płynu do spryskiwaczy bez żadnej straty.Silnik znajduje się z tyłu, a w zasadzie w bagażniku pod matą wygłuszającą. Wystarczy odkręcić sześć śrub by się do niego dobrać.Po krótkiej chwili już go widać. Nie jest to wygodniejsze niż zwykłe podniesienie przedniej maski, ale okej - można by to przeżyć, bo codziennie się tam nie zagląda. Plus jest taki, że ten dźwięk wydobywający się z silnika podczas jazdy jest bardzo przyjemny. Problem z takim, a nie innym umiejscowieniem silnika pojawia się wtedy, gdy będziemy chcieli przewieźć zakupy zwłaszcza te szybko psujące się jak mleko, szynka i inne sery. Chodzi o to, że w bagażniku robi się ciepło, więc będziemy musieli pomyśleć jak poukładać zakupy, aby wytrzymały dłuższą trasę, zwłaszcza w ciepłe, upalne letnie dni.Pod maską Twingo widocznego na zdjęciach znajduje się silnik benzynowy o pojemności 0.9 generujący moc 90KM i 135Nm - w zupełności wystarczy, aby nawet poczuć dreszczyk emocji za kółkiem. Sprint do setki zajmuje mu dokładnie 10.8sekundy. Rozkład masy to 50/50 więc bardzo dobrze czujemy auto, nawet przy większych prędkościach. Twingo w zakrętach radzi sobie dobrze. Do 130km/h nawet przy silnym wietrze nic się nie dzieje. Powyżej może już trochę za bardzo czuć wiatr, zwłaszcza, gdy jest mocny, ale nie oszukujmy się - nie ma w Polsce za wiele miejsc, gdzie można legalnie jeździć z prędkością powyżej 130km/h, a po drugie to nie jest rajdówka tylko małe, sprytne miejskie auto. Do dyspozycji na pokładzie jest manualna, pięciobiegowa skrzynia, która pracuje bardzo dobrze - biegi wchodzą praktycznie same, bez żadnych zgrzytów czy innych szarpnięć. Twingo ma napęd na tył, ale w gratisie mamy ESP, którego raz, że nie da się wyłączyć, a dwa to jest bardzo czułe. O lataniu bokiem można zapomnieć - tym autem jeździ się dokładnie tak samo jak takim z napędem na przednią oś. Przecież wspominałem już, że to nie rajdowóz, a mieszczuch. Średnie spalanie - trzeba liczyć jakieś 6.5L/100km. Na trasie można zejść nawet do 4.3L/100km albo i jeszcze mniej, gdy się bardzo postaramy. Sami przyznacie, że mieszczuch nie jest paliwoholikiem.Kobieta na zakupach, ale wiedzieć musi przecież ile może kupić, zwłaszcza jak pojechała tam, gdzie jest dużo i tanio, a chce przywieźć wiele. Bagażnik w Twingo ma 219 litrów pojemności lub 980 po złożeniu oparcia tylnej kanapy. Po takim ,,powiększeniu" bagażnika otrzymujemy płaską podłogę, która ułatwi przewóz większych przedmiotów.Teraz czas na kolejne udogodnienie - składany do przodu fotel pasażera obok kierowcy. Dzięki takiemu rozwiązaniu możemy przewieźć naprawdę długie przedmioty. Renault jak widać to nie tylko Francja elegancja - to ergonomia i praktyczność na wysokim poziomie.Uchwyt do zamykania bagażnika znajduje się na środku klapy - niby nic, ale dobrze, że jest na środku - zawsze to tym sposobem oszczędzamy siłowniki, a chcąc nie chcąc klapą trzaskamy częściej niż raz w roku. O ile w bagażniku nie zabrakło źródła światła to zabrakło miejsca na koło zapasowe czy jakieś choćby dojazdowe.Chyba jak mnie pamięć nie myli to pierwsze moje auto bez choćby dojazdówki i pierwsze testowe, którym złapałem kapcia o 22 w nocy, w Kielcach, 50metrów od jedynej wulkanizacji 24h w mieście. Fajnie? Szkoda tylko, że akurat była zamknięta, bo Pan był na weselu i akurat ten jeden jedyny dzień czy tam dobę w roku miał nieczynne - po 365 dniach mu się należy, a ja miałem po prostu pecha. Chyba jednak wolałbym mieć mniej miejsca na zakupy, ale za to mieć choćby dojazdówkę pod ręką. Tak czy siak, w salonie kupiłbym zapas i woził cały czas ze sobą. Zawsze myślałem, że takie rzeczy tylko w filmach i przecież mi się to nie przydarzy, a tu takie rozczarowanie. W dodatku kapeć taki, że dwa palce bez problemu wchodziły i załatać się ni cholerę tego nie dało - uprzedzając - pytałem następnego dnia w kilku warsztatach wulkanizacyjnych. Poratowałem się na szczęście zimówką ze Scenica - na szczęście też pasowała, a ja byłem tylko 20km od domu:) Zresztą nieważne - koniec tej historii. Wróćmy do auta.Z tyłu. Miejsca dla dwóch, nawet większych osób. Oczywiście dłuższe trasy będą męczące, ale to nie jest rodzinne auto, choć fotelik jak to w Renault bardzo łatwo i szybko udało mi się zapiąć co uwierzcie nie jest błahostką we wszystkich samochodach. Twingo tak a propo jest 4 osobowe. Z tyłu po środku znajduje się tunel - jest dość wysoki, ale jest on także sporym schowkiem z cupholderem.Podoba mi się wykończenie tylnych drzwi. Auto należy do kategorii ,,tanie samochody", ale znalazł się pomysł, aby tanie auto nie było nudne. Klamka, podłokietnik, uchwyt na drobiazgi czy inne picie oraz gumka przytrzymująca wyższe przedmiotu - takich udogodnień w tym aucie nie brak. Szkoda tylko, że te tylne szyby nie są odsuwane tylko uchylane - jeżeli do czegoś z tyłu trzeba się przyczepić to właśnie do tego no ale liczy się cena.Z przodu. Miejsca pod dostatkiem - kierowca jak i jego pasażer nie będzie narzekał nawet na tych dłuższych trasach. Zrobiłem Twingo kilkaset kilometrów i nie odczułem żadnego bólu kręgosłupa czy innych atrakcji towarzyszącym niewygodnym samochodom. W aucie nie brakuje gadżetów i innych multimedialnych rozwiązań, a wszystko działa tak jak powinno czyli bez żadnych zwiech czy inny przycięć. Kierowca na brak komfortu nie będzie narzekał.Podsumowując. Twingo to dość ciekawe i udane auto. Stylistycznie, zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz jak dla kobiety - podejrzewam rewelacja. Dobry silnik, żwawy, a zarazem oszczędny. Śmiesznie się czułem podróżując nim przez te kilka dni. Na światłach zazwyczaj jeżeli ktoś miał inną opcję to się za mną nie ustawiał - dopiero później na zielonym okazywało się, że było warto. Twingo w salonach startuje od 35900zł. Wersja Bizuu to wydatek przynajmniej 45300zł. Testowy egzemplarz jak to przeważnie bywa posiadał jeszcze kilka bajerów ułatwiających i umilających życie za kółkiem i ostatecznie zamykał się w prawie 50000zł - trochę sporo jak za tak niewielkie auto. Z drugiej strony - unikalność musi kosztować. Myślę, że Twingo Bizuu jest dla tych kobiet, które lubią być w centrum zainteresowania. Zabrakło mi w nim obrotomierza, ale na co on komu - wystarczą podpowiedzi na ekranie, które sugerują kiedy mamy zmienić bieg, aby było najekokorzystniej. Auto prowadzi się pewnie, a zawieszenie ładnie wytłumia wszelkie nierówności.Jeżeli już jesteśmy przy modzie to czas na coś mojego, czyli ,,Nie CHAMuj na drodze!" z Twingo w tle :) Niżej standardowo znajdziecie jeszcze kilka amatorskich fotek oraz film jako uzupełnienie całego testu (film będzie gotowy pewnie dopiero za kilka dni ;p).AMStrefa Kulturalnej Jazdy

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Pan Marek, Kraśniczyn

Kulturalny Kraśniczyn :)AMStrefa Kulturalnej Jazdy

Ośrodek Szkolenia Kierowców

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Ośrodek Szkolenia Kierowców "ALLBA", Tarnów

Pan Dariusz, Tarnów

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Pan Dariusz, Tarnów

Pan Przemysław, Wrocław

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Pan Przemysław, Wrocław

Kulturalne pozdrowienia ze słonecznego Wejherowa! ;)AMStrefa Kulturalnej Jazdy

Nowy Hyundai Elantra 1.6 128KM, czyli spotkanie z hultajem w Wiązownej

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Nowy Hyundai Elantra 1.6 128KM, czyli spotkanie z hultajem w Wiązownej

Korzystając z zaproszenia Hyndai`ja postanowiłem sprawdzić co nowego i ciekawego znajdziemy w szóstej już generacji tego słynnego modelu, który pierwszy raz na rynku zadebiutował ponad 25 lat temu.Jakże mocno ucieszyłem się gdy zobaczyłem flagi Hyundai`ja czyt. ,,gdzie ta Elantra?" po przejechaniu tych kilku dobrych kilometrów przez całą Warszawę w godzinach szczytu w systemie start-1m-stop-start-1m-stop.Zaraz jak tylko przekroczyłem próg głównego wejścia do hotelu zobaczyłem salę konferencyjną w której zaparkowana była piękna biała Elantra.Owszem kolor może i ciężki w utrzymaniu jak to biały, ale chyba jeden z tych które lepiej leżą ostatnio na samochodach czyt. są modne i nie kojarzą się już tylko i wyłącznie ze ,,służbówkami".Po obejrzeniu nowej Elantry stwierdzić można jedno - warto było jechać by ją zobaczyć. Generalnie nie ma się do czego przyczepić - nawet gdybyśmy chcieli coś na siłę wymyślić to jest ciężko. Zarówno z przodu, z tyłu jak i z boku prezentuje się bardzo dobrze.Nie jest to po prostu auto, które jest zaprojektowane na przeciętnego sedana. O nie! Patrząc na to auto dostrzegamy, że to nie jest tylko opływowy kształt ( choć współczynnik oporu powietrza wynosi tylko Cx = 0,27), a po prostu pojazd z charakterem i tym czymś co sprawia, że po prostu się podoba. W porównaniu do poprzedniej generacji aktualna Elantra rozciągnęła się o 2cm wzdłuż i 2,5cm na szerokość. Jeśli zaś chodzi o wymiary nowej Elantry to wynoszą one 457cm długości x 180cm szerokości x 145cm wysokości. Gabarytowo jak to sedan, czyli spore auto.Jazda! Zaraz po krótkiej prezentacji i przemówieniu przyszedł czas na rozpoczęcie najlepszego momentu całego zbiegowiska, czyli przydzielenie samochodów i rozpoczęcie jazd testowych. Wybór ogromy, ale i chętnych sporo:)Kilka krótkich chwil oczekiwań i wyjechałem spod hotelu Elantrą w kolorze szarym, myszowatym - dobrze, że nie złotym, bo ten na Elantrze najmniej mi się podobał.To co mi się od razu spodobało to pozycja za kierownicą. Siedzi się dość nisko, czyli tak jak lubię najbardziej czyt. najlepiej wtedy czuć auto. Fotele dość mocno mnie ściskały czyt. zakręty bez żadnego stresu. Widoczność jak to w sedanie bywa przyzwoita poza tą tylną szybą, ale sytuację zwłaszcza na parkingu ratuje kamera cofania.Z tyłu pomimo i tak mocno opływowego kształtu miejsca w sam raz nawet na tak dużego człowieka jak ja. Podłokietnik z uchwytem na kubki to taki standard. Mnie zawsze jednak interesuje zanim zajmę miejsce na tylnej kanapie to czy auto posiada udogodnienie jakim jest zwykły nawiew, choćby właśnie tak jak w przypadku Elantry po środku przy tunelu. O ile zimą czy wiosną można się i bez tego obyć to o tyle latem podczas upałów z pewnością docenimy przyjemny chłód wydobywający się z tej niewielkiej kratki. Tapicerka wprawdzie welurowa, żadna tam skóra, ale miła w dotyku i dość dobrze wykonana.Pasażerowie zajmujący to zaszczytne miejsca na tylnej kanapie raczej na kiepski widok nie będą narzekać. Kokpit bez większych fajerwerków czyt. to co niezbędne jest i w zupełności zadowoli kierowcę. Całość połączona ze sobą bardzo schludnie choć większość plastików należy do kategorii ,,twarde".Ktoś może powiedzieć, że te guziki na środkowej konsoli są duże jak to ogólnie w Hyundai`ju, ale poza kwestią gustu ma to jeszcze jedną funkcję - im większy guzik tym łatwiej w niego trafić palcem, zwłaszcza na dziurawej czy innej wyboistej drodze, a więc chcąc nie chcąc i nie patrzeć na gust to takie rozwiązanie wpływa w pewnym stopniu na poprawę bezpieczeństwa.Tak samo znajdą się i tacy, którzy szukając czegoś na siłę doczepią się do podświetlenia zegarów - znowu niebieskie. Hmm ale skoro niebieski kolor jest najmniej męczący dla oczu, zwłaszcza nocą podczas długich wojaży to dlaczego go zmieniać wszak znowu chodzi o bezpieczeństwo. Dla mnie ważne by zegary były duże i czytelne, bym nie musiał szukać patrząc się na nie kilka sekund z jaką prędkością się poruszam. Wszyscy wiemy, że fotoradary to bardzo czułe i cwane zwierzątka, więc im szybciej wybadamy z jaką prędkością się poruszamy tym lepiej dla naszego portfela.Fajna sprawa, że droga testowa to było coś więcej niż tylko kilometr z prędkością 50km/h w zabudowanym czy 20km/h po niewielkim parkingu. Trochę tu, trochę tam i grubo ponad 150km zrobione. Na całe szczęście pogoda dopisała więc i fotki wyszły całkiem całkiem.Silnik. Elantra w swojej ofercie ma przygotowane dwie wersje silnikowe dla swoich klientów. Jest to albo 1.6 benzyna 128KM i 150Nm albo 1.6 136KM i 300Nm w dieslu. Testowany przeze mnie egzemplarz posiadał ten pierwszy silnik, benzynowy z manualną skrzynią sześciobiegową. Cały silnik jak i skrzynia pracują w Elantrze bardzo spontanicznie. Nie ma tutaj jakiegoś wycia, a wręcz przeciwnie. Zaraz jak tylko przekręcimy kluczyk w stacyjce usłyszymy miły dla uszów dźwięk silnika. Wprawdzie 1.6 136KM jakiegoś szału spod świateł czy podczas wyprzedzania nie zrobi, bowiem sprint do setki zajmuje mu dokładnie 10,1sekundy. Umówmy się jednak, że ten wynik wcale nie należy do najgorszych, a biorąc pod uwagę fakt, że nie jest to rajdowe auto to i tak jest całkiem przyzwoicie.Kolejnym plusem jest zawieszenie, które bardzo ładnie wybierało nierówności. Do wnętrza kabiny nie przedostawały się jakoś specjalnie huki, stuki czy inne wrzaski.Jeśli chodzi o bagażnik czyt. kufer to ma on pojemność 458 litrów więc co nieco można tam upchać. Gdy dołożymy do tego fakt, że podłoga po złożeniu oparcia tylnej kanapy pozostaje niemalże płaska to nie powinniśmy zbytnio narzekać nawet na te większe gabarytowo bagaże czy inne zakupy upolowane na wyprzedażach tam, gdzie jest dużo i tanio.Podsumowując. Dość przestronne, a zarazem wygodne auto. W cenniku najtańsza Elantra zaczyna się od 67 900zł benzynowa, a najtańszy diesel to wydatek 79 900zł. Za przynajmniej takie pieniądze otrzymujemy wózek, który dobrze i pewnie trzyma się drogi, a zawieszenie pracuje tak, że nawet na sporych wertepach nie pogubimy świeżo założonych plomb u dentysty. Co do wyglądu to jak zawsze kwestia gustu plus felg i koloru choć testowana szara mysza wpisuje się w moją kategorię ,,podoba mi się to". Przedni grill już dość charakterystyczny dla tej marki - krótko pisząc - Hyundai, dobra robota!Poniżej jeszcze kilka podobnych jak nie takich samych amatorskich fotek:)AMStrefa Kulturalnej Jazdy

Jak zadbać o wnętrze pojazdu?

STREFA KULTURALNEJ JAZDY

Jak zadbać o wnętrze pojazdu?

Samochód schludny to samochód, w którym podróż mija znacznie przyjemniej. Każdy kierowca i pasażer lepiej czują się w aucie zadbanym przez właściciela. Jak najłatwiej i bez inwestycji dużych środków zatroszczyć się o czystą kabinę w Twoim pojeździe?Samochód to drugi dom Nie bez powodu zwykło się mawiać, że auto dla wielu właścicieli staje się drugim domem. Te cztery kółka pojmowane są jako ostoja i niebywale osobista przestrzeń, nie dziwi zatem fakt, iż trzeba o nią w odpowiedni sposób dbać. Dlatego też systematycznie zgłaszasz się na przeglądy techniczne, na nierównej drodze zwalniasz w trosce o zawieszenie, a zużyte części czym prędzej wymieniasz. To jednak nie wszystko, gdyż tak naprawdę najbardziej osobistym fragmentem auta jest jego wnętrze. Ono właśnie w sposób czysto fizyczny wyznacza pomieszczenie, z którego zawiadujesz wszystkimi systemami, a Twoja rodzina bądź znajomi mogą delektować się udaną podróżą. Warto zadbać, aby zachęcało do podróży i czyniło ją przyjemniejszą.  Czysta i zadbana tapicerka – to podstawa! Każdy kierowca wie, jak łatwo można zabrudzić tapicerkę. Nie trzeba do tego nawet nieszczęśliwej przygody w podróży, w postaci rozlanego napoju czy upuszczonego jedzenia. Co więcej, nawet wstrzymywanie się od konsumpcji w samochodzie nie zagwarantuje Ci schludnie wyglądającej tapicerki, gdyż ta brudzi się po prostu w efekcie codziennego użytkowania. W obliczu tego permanentnego zagrożenia, najlepszym rozwiązaniem okazuje się zastosowanie produktu silnego, lecz jednocześnie bezpiecznego dla tapicerki. Należy bowiem uważać, by podczas czyszczenia nie uszkodzić struktury materiału lub nie pozostawić plam i odbarwień. Pamiętaj, by bez względu na stosowany preparat, zawsze w pierwszej kolejności skontrolować jego działanie na mało widocznym fragmencie tapicerki.  Chcąc skutecznie pozbyć się wszelkich zanieczyszczeń (a także nieprzyjemnego zapachu!) z tapicerki, warto skorzystać z K2 Tapis. To innowacyjny produkt w postaci aktywnej piany, która wnika w materiał i doskonale usuwa wszelkie plamy. Unikalna formuła odświeża także kolor, dzięki czemu ponownie wygląda jak w nowym aucie. Preparat odznacza się uniwersalnością i wszechstronnością zastosowań. K2 Tapis jest prosty w użyciu. Wystarczy spryskać powierzchnię pianą i odczekać kilka chwil, aby ta wchłonęła się w materiał. Następnie dokładnie przetrzyj powierzchnię czystą szmatką lub delikatną szczotką. Po kilku chwilach tapicerka całkowicie zmieni swoje oblicze!  Nie zapomnij o pielęgnacji kokpitu! Pogląd, że wraz z czystą tapicerką kończą się działania pielęgnacyjne wnętrza pojazdu, to spore nadużycie - pozostaje jeszcze przecież chociażby deska rozdzielcza. Tu na szczęście zabrudzenia zwykle nie są tak kłopotliwe, ale nie znaczy to, że do osiągnięcia zadowalającego efektu wystarczy Ci miska czystej wody i szmatka. Znacznie łatwiej usuniesz zabrudzenia dzięki K2 POLO Cockpit. Produkt wzbogacono o specjalne nanocząsteczki, które dodatkowo dbają o powierzchnię deski rozdzielczej. Co więcej, preparat ten nie tylko czyści, ale też świetnie chroni powierzchnię przed działaniem promieni UV, ogranicza osadzanie się kurzu oraz nadaje niebywały połysk. Warto zaufać marce, która oferuje tak kompleksowe działanie, a co ważne, w bardzo przystępnej cenie. Zakup obu wymienionych produktów nie przekroczy ceny jednego posiłku w średniej klasy restauracji!AMStrefa Kulturalnej Jazdy